Reklama

Reklama

Eliminacje MŚ 2022

Węgry - Polska 3-3. Zbigniew Boniek dla Interii ocenił mecz

- Gdy patrzyłem na Węgrów, to widziałem Polskę z meczów ze Słowenią i Austrią: wszyscy stoją z tyłu, przesuwamy się w pogoni za piłką, bronimy dostępu do bramki i wychodzimy z kontrą. My takiej piłki nie chcieliśmy już oglądać. Nie udało się wygrać, bo straciliśmy bramki po bardzo prostych błędach indywidualnych. Poziom koncentracji zawodników w meczach reprezentacji musi być wyższy - uważa w rozmowie z Interią prezes PZPN-u Zbigniew Boniek.

Michał Białoński, Interia: Przespał się pan z tym wynikiem 3-3 z Budapesztu i do jakiego doszedł wniosku? Zdobyliśmy punkt, czy straciliśmy dwa?

Zbigniew Boniek, prezes PZPN-u: - Absolutnie straciliśmy dwa i nie ma co prowadzić narracji, że oto udało nam się odrobić straty i to dwa razy. Takie mecze musimy wygrywać. Natomiast cieszy mnie to, że to był pierwszy mecz, w którym nasza drużyna wyszła z zamiarem gry o zwycięstwo. Nie interesowało jej wymęczenie zwycięstwa 1-0, tylko chciała otwarcie grać w piłkę. Natomiast, jeśli się chce grać tak otwarcie, to poziom koncentracji i odpowiedzialności za zarządzanie piłką musi być na naprawdę dużo wyższym poziomie.

Reklama

Ma pan na myśli błędy indywidualne?

- Dokładnie, bo to one zdecydowały, że my z drużyną, która i owszem ma pozytywną serię meczów bez porażki, jest dobrze oceniana, ale jest jednak przeciętną ekipą, nie wygraliśmy. Gdy patrzyłem na Węgrów, to widziałem Polskę z meczów ze Słowenią i Austrią: wszyscy stoją z tyłu, przesuwamy się w pogoni za piłką, bronimy dostępu do bramki i wychodzimy z kontrą. My takiej piłki nie chcieliśmy już oglądać. Chcieliśmy grać inaczej, mając do dyspozycji innych zawodników. Straciliśmy bramki po bardzo prostych błędach indywidualnych. Poziom koncentracji zawodników w meczach reprezentacji musi być wyższy. Spójrzmy na pierwszą bramkę: źle wykonany wrzut z autu na wysokości pola karnego rywala uruchamia efekt domina: błąd goni błąd. Przeciwnik łatwo odbiera piłkę, łatwo podaje prostopadle do napastnika, nikt tej piłki nie blokuje. Osamotniony Sallai od połowy boiska biegnie na bramkę. Na dodatek można powiedzieć, że Wojtek Szczęsny się źle skadrował z bramką, bo stał w zupełnie złym miejscu. Gdyby stał we właściwym, to Węgier trafiłby w niego.

- Przy trzeciej bramce piłka była już nasza i nagle ją straciliśmy. Te błędy trzeba eliminować, ogólnie jednak kierunek jest dobry: piłka musi nas bawić. Filozofia trenera Sousy opiera się na rozgrywaniu piłki i ja się pod tym podpisuję. Przepychanie wyniku w ogóle mnie nie bawi.

Posiadanie piłki i liczba dokładnych podań były zdecydowanie po naszej stronie, ale z drugiej, czy Paulo Sousa nie poszedł za daleko z tym ryzykowaniem. Po trzech treningach nie tylko zmienił taktykę, przechodząc na grę trójką obrońców, ale jeszcze na ławce zostawił najlepszego obrońcę Kamila Glika, by w jego miejsce posłać szybszego Michała Helika, który debiutował na takim poziomie?

- To nasze typowe narzekanie. Helik został zmieniony po przerwie nie dlatego, że źle grał, tylko ciążyło na nim ryzyko czerwonej kartki. Nie wydaje mi się, żeby popełnił jakikolwiek błąd w tym meczu. Chcemy wejść w stereotypy? Dlaczego nam się wydaje, że musimy grać ciągle w tym samym składzie? Trwa rywalizacja i trener ma prawo realizować swoje pomysły. Jeżeli w tym meczu mylili się przy bramkach obrońcy, to na pewno nie Helik.

- Bardzo często chwalimy naszych piłkarzy, i dobrze, natomiast nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy powiedzieli, że przy bramce Bednarek się źle zachował, podobnie jak Wojtek Szczęsny. Przy trzeciej bramce błędy popełniło kilku piłkarzy: Bereszyński tak przyjmował piłkę na piersi, że mu odskoczyła, Glik rywalowi pozwolił dośrodkować, a Reca nie przypilnował Orbana.  

- Natomiast nie przypominam sobie, kiedy ostatnio nasza reprezentacja, grając z tak wielką pasją, potrafiła odrobić straty bramkowe. W Budapeszcie jedyną drużyną, która chciała grać w piłkę była Polska. Oczywiście, żeby grać w piłkę otwarcie, to technika indywidualna zawodników musi być dobra, muszą umieć grać pod presją przeciwnika. Piłka nie może odskakiwać, tymczasem kilka razy nasi środkowi pomocnicy musieli ciałem zasłaniać piłkę, bo mieli kłopoty z jej opanowaniem. Tymczasem piłka musi szybciej "chodzić". I to nie jest problem trenera, bo ja uważam, że Paulo Sousa zrobił wszystko, co mógł w tak krótkim czasie. Ktoś mówi, że miał go za mało. I bardzo dobrze! Teraz będzie go miał znacznie więcej, będzie mógł dokonać korekt. Wiadomo, że my będziemy walczyli o pierwsze albo drugie miejsce w grupie eliminacji do MŚ. Nikt nam nic nie sprezentuje. Trzeba grać.

Będę się jednak upierał, że odstawienie Glika było zbyt pochopne, nie tylko z uwagi na jego umiejętności piłkarskie, ale też cechy przywódcze i wpływ na pozostałych obrońców. Oni rosną mentalnie pod jego skrzydłami.

- Panie redaktorze, nie możemy żyć stereotypami. Nikt w kadrze nie będzie grał wiecznie. Nawet Kamil. Trener Sousa ma prawo wystawiać taki skład, jaki uważa za najlepszy. Mi się podoba plan zmiany mentalności naszej drużyny. Nasi piłkarze na co dzień grają w klubach, w których mają inną mentalność, natomiast przyjeżdżając na zgrupowanie reprezentacji za dużo było wpajania "musimy zagrać na zero z tyłu", "musimy grać z kontry". Teraz gramy inaczej. Świat się nie zawali, jeżeli będziemy mieli trochę problemów, zwłaszcza że można je szybko rozwiązać. Cieszmy się, że gramy, bo sytuacja pandemiczna nie jest wesoła. Podoba mi się przekaz Paula Sousy i sposób, w jaki prowadzi kadrę. On nie owija w bawełnę. Potrafi piłkarza pochwalić, ale też go skrytykować, co nie oznacza, że traci do niego zaufanie. Jeżeli ja na przykład podkreślam, że Wojtek Szczęsny przy pierwszej bramce mógł naprawić błędy kolegów, gdyby tylko się lepiej ustawił w bramce, to piłka by w niego trafiła, nie jest to od razu powód, żeby się Wojtek od jutra się ze mną przestał witać.

Trenera Sousa miał szczęśliwą rękę do zmian. Piątek z Jóźwiakiem odmienili mecz.

- Zostawmy trenera w spokoju! My myślimy, że w piłkę grają trenerzy. Tymczasem oni pomagają drużynie rosnąć, zmieniać mentalność i ustawienie. Natomiast na boisku o wszystkim decydują piłkarze.

COVID-19 jest potwierdzony u Mateusza Klicha, co osłabi naszą pomoc przed meczami z Andorą i Anglią.

- Oby się tylko na tej stracie skończyło. Pamiętajmy, że cały czas możemy otrzymać kolejne pozytywne wyniki testów. W piątek przed południem drużyna była badana. Jakie będą wyniki, to wielka niewiadoma. Przekonamy się wieczorem bądź w sobotę rano. Wychodzę z założenia, że po zaszczepieniu wszystkich profesji, które są odpowiedzialne za bezpieczeństwo, czyli służby zdrowia, policji, wojska, nauczycieli oraz ludzi starszych, powinni być wzięci pod uwagę profesjonalni sportowcy, którzy reprezentują kraj. Skoro my jako państwo wydajemy środki na przygotowanie sportowców do dużych imprez, jak igrzyska olimpijskie, MŚ w skokach, to powinniśmy za wszelką cenę minimalizować ryzyko, że ktoś z tych sportowców z dnia na dzień zachoruje. A szczepionka to gwarantuje. Dlatego ja jestem za wprowadzeniem takiego rozwiązania.

Czy na mecz z Andorą skład powinien być w znacznym stopniu odmieniony, żeby liderzy oszczędzali energię na Anglię?

- Panie redaktorze, to pytanie nie do mnie. Poza tym umówmy się: jeśli zawodnicy od czasu do czasu zagrają w rytmie co trzy dni, to świat się nie zawali. Natomiast trener absolutnie może stosować rotacje i ustalać taki skład, jaki mu się podoba.

Rozmawiał: Michał Białoński

Dowiedz się więcej na temat: Zbigniew Boniek | Paulo Sousa | Kamil Glik

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje