Reklama

Reklama

Dziennik Barcy i Realu

Wołowski: Mourinho bez wyjścia

Jose Mourinho i gracze Realu zbyt hucznie świętowali przełom w rywalizacji z Barceloną. Pewnie dlatego dziś ledwie dostrzegają plecy Katalończyków.

100 pkt i 121 goli - rekordowy wynik "Królewskich" z ubiegłego sezonu Primera Division poraża dziś nawet tych, którzy go osiągnęli. Nic dziwnego, że Iker Casillas, Cristiano Ronaldo, Mesut Oezil i reszta graczy z Santiago Bernabeu nie potrafią wykrzesać z siebie entuzjazmu do kolejnych zwycięstw nad Espanyolem czy Betisem. Rozgrywki w lidze hiszpańskiej budzą dreszcz emocji w gwiazdach Mourinho tylko wtedy, gdy dzieje się coś nadzwyczajnego. Wygrali Superpuchar w starciach z Barceloną, wywalczyli remis w lidze na Camp Nou, zwyciężyli derby Madrytu z górującym nad nimi w tabeli Atletico. Do innych wyzwań zmusić się nie są w stanie.
Co innego Katalończycy. Strata tytułu w kraju, porażka w Champions League z Chelsea, a także rozstanie z Pepem Guardiolą postawiły ogromny znak zapytania nad ich przyszłością. Leo Messi, Andres Iniesta i Xavi Hernandez są najbardziej niebezpieczni, gdy w ich sercach tkwi zadra po porażkach. Poprzedni sezon okazał się gigantycznym kopem motywacyjnym dla Katalończyków, próbujących udowodnić, że na dłuższą metę nic się u nich nie zmieniło.
W rywalizacji drużyn o podobnym potencjale rozstrzygający jest głód zwycięstwa. Real po historycznym sezonie wydaje się syty i wypalony, a jeszcze Barca nieprzerwanym pasmem zwycięstw dodatkowo go pogrąża. Oba hiszpańskie kolosy są rodzajem naczyń połączonych, jeśli w jednym dzieje się lepiej, drugi staje natychmiast pod wyniszczającą presją.
13 punktów różnicy, które dzielą dziś w tabeli obrońcę trofeum od lidera są efektem ogromnej koncentracji Barcelony, ale też wywołanej nią frustracji w Realu. "Królewscy" nie dotrzymują kroku więc ustawicznie dyskutuje się o konfliktach Mourinha z zawodnikami, o smutku Ronalda i jego odejściu. Po każdym słabszym meczu prasa hiszpańska rozpisuje debatę: kto zastąpi "Mou" na Santiago Bernabeu? Spirala sporów i wojen wewnętrznych by nie istniała, gdyby Katalończycy też grali poniżej możliwości.
Od porównań Barca i Real nie uciekną nigdy. Tak jak Ronaldo nie uniknie wymagań ściśle związanych z dokonaniami Leo Messiego. Portugalczyk zdobył w 16 meczach 14 goli (3 asysty), to wynik bardzo dobry. W 1990 roku Emilio Butragueno miał na tym etapie rozgrywek 5 bramek, a i tak został na koniec królem strzelców. Ale Ronaldo nie porównuje się do gwiazd sprzed lat, ale do argentyńskiego fenomenu. 25 bramek w 16 meczach to wynik kosmiczny, Messi sam zdobył tyle samo lub więcej goli niż 69 drużyn w pięciu czołowych ligach Europy (12 zespołów Premier League, 14 w Serie A, 15 drużyn w Ligue 1, 11 w Bundeslidze i 17 w Primera Division).
Nie można więc mieć żalu do Ronalda, że nie zdobył aż tyle. Kiedy w sezonie 2010-2011 zostawał najlepszym snajperem ligi hiszpańskiej, po 16 kolejkach miał 17 goli. Tymczasem kibice myślą tak: skoro Barca wyprzedza Real o 13 pkt, to znaczy, że portugalski snajper zawodzi na całej linii.
Gdyby do Barcelony porównać Manchester United, Bayern Monachium, Paris Saint Germain, czy Juventus Turyn, czyli liderów największych europejskich lig, wynik byłby zbliżony. Katalończycy stracili 2 pkt, gracze Alexa Fergusona i Juppa Heynckesa po 9 , Juve 10, PSG 19. Problemem "Królewskich" nie jest więc wyłącznie ich własna zniżka formy.
Oczywiście Real gra w tym sezonie słabiej. Za szybko uwierzył, że znalazł patent na Barcelonę, więc i ze wszystkimi innymi sobie poradzi. W Champions League przegrał rywalizację w grupie z Borussią Dortmund. Sfrustrowany Mourinho szukając rozwiązań upokarzał sadzaniem na ławce Sergia Ramosa, a także Mesuta Oezila, Lukę Modrica, czy Angela Di Marię, ściągając ich jak winowajców z boiska w przerwie spotkań. To tylko pogarszało sytuację. Ciężko budować stabilizację w zespole będącym pod tak morderczą presją.
W ostatniej kolejce dobrze grający Modric stracił piłkę w środku pola, po czym padł gol dla Espanyolu. W przerwie wściekły trener Realu zmienił Chorwata. Godzinę później to samo przytrafiło się Messiemu na Camp Nou. Argentyńczyk zaliczył stratę na rzecz Diega Costy, który asystował przy golu Radamela Falcao i Barca przegrywała z Atletico. Vilanovie, ani nikomu z kibiców Barcy nie przemknęło nawet przez głowę świętokradcza myśl o obwinianiu gwiazdora. W drugiej części Messi dwa razy trafił do siatki.
Kolos z Madrytu znalazł się pod ścianą. W lidze jego szanse są iluzoryczne, za dwa dni pozna rywala w 1/8 finału Champions League, a ponieważ będzie losowany z drugiego koszyka może trafić na Bayern, Juventus, PSG, czy Manchester United. Wtedy znajdzie bezpośrednią okazję, by udowodnić, że pozycja za plecami Barcelony to jeszcze nie dno.
Gdyby coś się jednak nie udało, "Królewskich" czeka katastrofa. Mourinho znalazł się w sytuacji bez wyjścia. Albo wygra Champions League i zostanie nieśmiertelnym bohaterem Madrytu, albo poniesie klęskę. Rozwiązania polubownego nie ma.

Reklama

Autor: Dariusz Wołowski

Dyskutuj z autorem na jego blogu


Przypadki Cristiana Ronalda

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy