Reklama

Reklama

Dziennik Barcy i Realu

To nie był konkurs piękności i dlatego wygrał Iniesta

Andres Iniesta pogodził Cristiana Ronaldo i Lionela Messiego w wyścigu po tytuł najlepszego piłkarza Europy. Czy to dowód, że futbolowe plebiscyty wciąż różnią się czymś od konkursów piękności?

Jako zatwardziały wielbiciel Xaviego Hernandeza i Ikera Casillasa dawno powinienem był już dać sobie spokój. Kto zagłosuje na bramkarza, albo faceta zdobywającego w sezonie 10 goli? Tym bardziej zdumiało mnie, że w plebiscycie UEFA Andres Iniesta wyprzedził dwie medialne kolubryny naszych czasów. Znalazło się 19 dziennikarzy w Europie, którzy postanowili oddać głos na Hiszpana! Jestem w szoku.

Oczywiście, gdyby piłkarskie plebiscyty odbywały się na dawnych zasadach, kiedy wyróżniano graczy za dokonania, Iniesta nie byłby bez szans. To w końcu on został gwiazdą Euro 2012, bezdyskusyjnie najważniejszej imprezy roku. Od jakiegoś czasu jednak głosowanie na najwybitniejszych sprowadziło się do swego rodzaju konkursu piękności lub medialności. Na tym polu zdecydowanie większe dokonania mają Ronaldo i Messi. Zawsze i niezmiennie.

Reklama

Medialność najważniejsza

Zadziwiające jest jednak to, że najbardziej chorzy na ową medialność nie okazują się wcale pracownicy mediów. Oni właśnie wybrali Iniestę. Gdy na początku przyszłego roku ogłoszone zostaną wyniki "Złotej Piłki 2012", szanse Hiszpana będą mizerne. Do głosujących dojdą selekcjonerzy i kapitanowie drużyn narodowych z całej ziemi. To właśnie oni nie potrafią się wznieść ponad medialność, to dla nich najlepszy znaczy najsławniejszy. Ich siłami zwycięzcą zostanie Ronaldo lub Messi.

Oczywiście Leo jest wielki, zapewne największy, ale w 2010 roku nie wygrał ani Champions League, ani mundialu w RPA. Korespondenci "France Football" zgodnie z rozsądkiem uznali, że był to rok Wesleya Sneijdera, zdobywcy potrójnej korony z Interem Mediolan, oraz finalisty afrykańskich mistrzostw z Holandią. Tymczasem plebiscyt wygrał Messi, tak jak w 2009 i 2011 roku.

Plebiscytowi "Złota Piłka" wymyślonemu przez "France Football" 56 lat temu poważnie zaszkodziło połączenie z trofeum przyznawanym przez FIFA. Selekcjonerzy i kapitanowie drużyn narodowych, którzy zdominowali dziennikarzy liczebnie, zdają się nie rozumieć istoty rzeczy. Dla nich Messi jest najlepszy bez względu na wszystko, a jeśli mógłby z kimś przegrać to jedynie z Cristianem Ronaldo. Na tej dwójce świat się kończy.

Nie chodzi mi o umniejszanie geniuszu Ronalda i Messiego. Ich dokonania strzeleckie są czymś kosmicznym. Futbol to jednak gra zespołowa, gdzie najbardziej liczą się tytuły i trofea. Nie można nadawać większej wagi 10 golom w lidze hiszpańskiej, niż jednemu, zwycięskiemu, wbitemu w finale mistrzostw świata. Przypominam, że dla wybitnych snajperów jest trofeum "Złoty But".

Nawet o tym nie marzył

"Nawet nie pozwalałem sobie o tym marzyć" - wyznał w Monako zdumiony Andres Iniesta. Emilio Butragueno zachowując lojalność klubową bolał, że dziennikarze nie wskazali Ronalda. Ciekawe, dlaczego nie wykazuje lojalności wobec własnej nacji? Od sześciu lat reprezentacja Hiszpanii nie ma sobie równych, tymczasem ani po Euro 2008, ani po mundialu 2010 nikt z mistrzów nie dostał "Złotej Piłki". Ostatnim hiszpańskim laureatem pozostał Luis Suarez w 1960 roku. I tak będzie nadal. Iniesta nie wygra plebiscytu ani w tym roku, ani za dwa lata, nawet gdyby w Brazylii obronił tytuł mistrza świata.

Jak tak dalej pójdzie plebiscyt UEFA wymyślony dwa lata temu przez Michela Platiniego stanie się bardziej miarodajny i prestiżowy, niż ten z tradycją przekraczającą pół wieku. Tam będą hołubić Ronalda i Messiego jeszcze pięć lat po tym, jak utrudzone buty obu bohaterów zawisną na kołku.

Dyskutuj na blogu Darka Wołowskiego

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje