Reklama

Reklama

Dziennik Barcy i Realu

Sergio Levinsky: Czy słynny piłkarz ma prawo do życia prywatnego?

Czy słynny piłkarz ma prawo do życia prywatnego i prasa może go rozliczać z tego, co robi w czasie prywatnym - zastanawia się w najnowszym felietonie Sergio Levinsky, który przyglądnął się przypadkom Garetha Bale'a i Gerarda Pique.

Kiedy Gareth Bale, podczas meczu z Realem Sociedad na Santiago Bernabeu, wszedł w 67. minucie na boisko gwizdy, jakie rozległy się na stadionie, osiągnęły natężenie 87 decybeli, a mimo tego, wielki napastnik, bohater wielu finałów Realu Madryt, wypełnił swoje zadanie - zagrał dobry mecz i nie usłyszał krytyki ani od swojego trenera - Zinedine’a Zidane’a, ani od zarządu klubu.

Reklama

W ostatnim meczu reprezentacji, aby sprowokować klub i prasę, która prześladuje go za domniemaną obojętność wobec "Królewskich", Bale pojawił się z transparentem na którym napisano: “Walia, Golf, Madryt, w takiej kolejności". Postawił klub na trzecim miejscu wiedząc, że przyniesie mu to problemy.

Można przypuszczać, że Bale widzi się poza Realem Madryt w 2020 roku i można też przypuszczać, że niewiele go interesuje, jakie reakcje wywołują jego hasła. Pokazanym transparentem chciał przekazać, że kocha futbol, również Walię - swoje miejsce pochodzenia - facet tam się urodził - kocha swoje rodzinne strony, uwielbia grę w golfa, ale ma też bardzo profesjonalne podejście do swojej pracy, do gry w piłkę, wychodzi na boisko i to robi. I to jak! Jest wielkim graczem.

Równolegle do Bale’a, świetny obrońca FC Barcelony, Gerard Pique, przechodzi przez pozornie różną, ale w rzeczywistości podobną sytuację, chociaż bardziej od kibiców jest krytykowany przez media. Zarzucają mu, że ostatnio cały swój czas poświęcił rozgrywanemu w Madrycie Pucharowi Davisa, którego organizatorem jest Kosmos - odnosząca sukcesy firma piłkarza.

Ci sami, którzy go krytykują, przyznają, że Pique ma dużo wyższy od średniej poziom intelektualny (i biznesowy). W czasie, kiedy inni, wolne chwile spędzają ze swoimi bliskimi albo wychodzą, podróżują, śpią lub oglądają telewizje, Pique - człowiek o wielu twarzach - będąc wciąż piłkarzem, utrzymuje bliskie kontakty z wielkimi figurami światowego sportu i znanymi osobistościami. W czym więc jest problem?

Barcelońska gazeta sportowa zarzuciła obrońcy (nazwała go “Piquembauer"), że nie jest tak, jak on mówi, że podróże z Barcelony do Madrytu to chwila, bo każda z nich trwa co najmniej trzy godziny i nie można jej porównać do “wyskoczenia samochodem na rogatki miasta". Czy ważniejsze od podróży nie powinno być utrzymanie kondycji i dobra gra na boisku? - pytają dziennikarze. Ja uważam, że ważne jest to, co dzieje się na murawie, a nie poza nią.

Tak jak już powiedziałem, przypadki Bale’a i Pique różnią się od siebie co do formy, ale są podobne, jeśli chodzi o treść. Każdy z zawodników ma zupełnie inny profil (Bale jest bardziej zdystansowany, zamknięty w sobie, Pique - otwarty i zakochany w Barcelonie), ale obaj są krytykowani przez prasę za to, co robią poza godzinami pracy. Tak, jakby nie mieli prawa do życia prywatnego albo jakby ich kluby były ponad wszystkim, również ich osobistymi sprawami, tylko dlatego, że wypłacają im pensje.

W pewnym sensie Bale i Pique stali się rzecznikami swoich drużyn. Informują - mimo ostrej krytyki mediów - że istnieje życie poza murawą i grą w piłkę. A w ramach futbolu, uczucie, jakim darzy się reprezentację zwykle przewyższa to, którym obdarza się miejsce pracy - kluby, które zatrudniają, choć trzeba przyznać, że gra w nich dodaje prestiżu. Nie można też zapominać o pieniądzach, których nie dostają mało.

Od pewnego czasu światowy futbol cierpi na konflikty, do jakich dochodzi między największymi klubami europejskimi (zrzeszonymi w ECA - Europejskie Stowarzyszenie Klubów) i reprezentacjami narodowymi. Kilka lat temu były przewodniczący FIFA - Szwajcar Joseph Blatter powiedział, że najważniejszym zadaniem na pełnionym przez niego stanowisku jest “zarządzanie pasjami". Nie istnieje większa sprzeczność niż ta. Słowo “zarządzanie" trudno połączyć ze słowem “pasja", ale dzisiejszy futbol rozgrywa ten właśnie pojedynek, w którym władczy mocarz - “pan pieniądz" zaczyna wygrywać liczbą bramek z charakteryzującą reprezentacje narodowe pasją. Stało się to po tym, kiedy stara gwardia (w niektórych przypadkach skorumpowana i źle zarządzająca funduszami) zostawiła miejsce tym, którzy są całkowicie posłuszni wielkiemu kapitałowi.

Nie przez przypadek pojawiła się Liga Narodów. Nie jest niczym innym, jak wtrącaniem się najsilniejszych klubów do rozgrywek reprezentacji europejskich, aby ograniczyć ich potencjał przez tzw. “wirus FIFA", czyli organizowanie meczów klubowych daleko, przez co piłkarze wracają zmęczeni, z trudnościami rozgrywają “meczyki" swoich reprezentacji i nie dają z siebie wszystkiego podczas rozgrywek klubowych. Taka panuje mentalność. Liga Narodów gwarantuje przynajmniej, że podczas rozgrywek europejskie drużyny nie opuszczają kontynentu, chociaż kibice są pozbawieni oglądania na żywo niektórych spotkań, jak na przykład: Niemcy - Brazylia, Hiszpania - Argentyna lub Holandia - Urugwaj. Wszystkim rządzą interesy finansowe.

Zatem, jeśli Bale lubi w wolnych chwilach grać w golfa albo czuje się swobodniej w koszulce Walii niż Realu Madryt, kiedy po rozegraniu tysiąca meczów posądzają go o lenistwo, nikogo nie powinno to dziwić. Podobnie jak fakt, że Pique, zamiast oglądać telewizję albo kupować sobie ubrania, odnosi sukces w organizacji w Madrycie nowego formatu Pucharu Davisa.

Podoba się czy nie, istnieje życie poza obowiązkami nakładanymi na zawodowy futbol i wciąż piłkarze mogą wybrać, co z nim robią. Na razie. Co będzie jutro, zobaczymy, nigdy nic nie wiadomo.

Zobacz wyniki, terminarz i tabelę Primera Division

Sergio Levinsky

Dowiedz się więcej na temat: Gareth Bale | Real Madryt | Gerard Pique | FC Barcelona