Reklama

Reklama

Dziennik Barcy i Realu

Real poleciał po formę, Barcelona, by zarabiać pieniądze

Real poleciał do Ameryki po formę, Barcelona do Azji zarabiać pieniądze. Porównując przygotowania do sezonu dwójki hiszpańskich kolosów, to, co robił klub z Madrytu przypominało bardziej wyzwanie sportowe niż marketingowe.

"Trenujemy, kiedy możemy" - wyznał prostolinijnie Leo Messi pytany przez dziennikarzy, czy w natłoku akcji promocyjnych, spotkań z politykami i kibicami, drużyna znajduje czas na normalną pracę. Nowy trener Barcelony "Tata" Martino dodał, że gdy zdecydował się na zastąpienie Tita Villanovy, azjatyckie tournee klubu z Katalonii było już zaplanowane, stąd nie ma zamiaru wnosić żadnych skarg. Dziennikarze obsługujący podróż piłkarzy Barcelony do Palestyny, Izraela, Tajlandii i Malezji częściej opisywali efektowne zdjęcia, na przykład spod ściany płaczu, niż debatowali o futbolu.

Reklama

Robił, co mógł

W wielkim, orientalnym kotle Martino robił co mógł, by władze klubu, a przede wszystkim piłkarze zobaczyli w nim przywódcę z prawdziwego zdarzenia zdolnego ochronić ich przed takimi katastrofami jak dwumecz z Bayernem w półfinale Champions League.

Jeśli jednak miarą przygotowania Barcelony do sezonu jest jej ostatni sparing wygrany 3-1 z reprezentacją ligi malezyjskiej, klub z Camp Nou nie ma póki co przesadnych powodów do optymizmu. Leo Messii nie wystąpił z powodu przeciążenia mięśni lewej nogi, Cesc Fabregas zakończył mecz z urazem. Na boisku przypominającym kartoflisko reprezentanci Hiszpanii, którzy zaczęli przygotowania później ze względu na udział w Pucharze Konfederacji, wciąż wyglądali na ludzi znużonych i przemęczonych. Zmiany stref czasowych, bałagan w lotach, kłopoty z boiskami do treningu, to wszystko sprawiło wrażenie, że ekipa poleciała do Azji wyłącznie z powodów promocyjnych i finansowych.

W całym okresie przygotowawczym Messi i Neymar spędzili na boisku razem tylko 61 minut. Ten pierwszy grał dużo, bo tak jak w Gdańsku, tak i wszędzie indziej organizatorzy meczów płacący Barcelonie, jako warunek konieczny stawiali występ największej gwiazdy zespołu. Po demonstracji klasy w Pucharze Konfederacji Brazylijczyk przeszedł operację migdałów, w nowym klubie rozprawiano raczej o jego anemii, skromnej wadze i adaptacji, niż powrocie do formy. Jak cały zespół, będzie ją musiał budować na początku rozgrywek ligowych. Czy szubko pojawi się porozumienie z nowymi kolegami, z których najbardziej podziwia Messiego, ale zdecydowanie wyróżnia Pedro Rodrigueza?

Kiedy Barcelona walczyła z azjatyckim rozgardiaszem oraz gwiazdami piłki z Tajlandii i Malezji, Real Madryt ogrywał Chelsea 3-1 i Inter Mediolan 3-0. W tym drugim meczu wystąpili rezerwowi, mimo tego nawet Kaka zdradzał przebłyski odrodzenia. Konkurencja w pomocy będzie olbrzymia, nie dość, że znakomicie spisują się Modrić i Khedira, to rewelacją okazał się Brazylijczyk Casemiro. A przecież Carlo Ancelotii ma jeszcze w kadrze wracających po kontuzjach Xabiego Alonso i Asiera Illarramendiego wartego ponoć grubo ponad 30 mln euro.

Ancelotti jak del Bosque

Ancelotti zdaje się cieszyć wszystkimi względami hiszpańskich mediów, których te tak zawzięcie odmawiały Jose Mourinho. Włoski trener pracuje w spokoju, dziennikarze, nawet ci z Barcelony nie umieją ukryć sympatii dla jego klasy i oponowania. Ludzie mediów z Madrytu widzą w nim bratnią duszę Vicente del Bosque, a co za tym idzie wieszczą drużynie dobrą przyszłość. W okresie przygotowawczym Real zaliczył sześć zwycięstw i remis z Lyonem. Młodzi Hiszpanie Isco, Carvajal i Morata pokazywali duże możliwości, tak jak Cristiano Ronaldo potwierdzał rolę przewodnią.

Zapewne Ancelotti przywróci do bramki Ikera Casillasa, ale Diego Lopez sprawia, że Włocha będzie bolało serce za każdym razem, gdy wskaże mu miejsce na ławce. Pary tak dobrych i równych bramkarzy nie ma żaden klub w Europie, nie wiadomo tylko, czy to źle, czy dobrze? Konkurencja na wszystkich innych pozycjach, powinna sprzyjać Ancelottiemu. Bez względu na dobre pierwsze wrażenie wymagania będą tak ogromne, że gdyby boiskowe sprawy zaczęły się komplikować, kredyt sympatii do Włocha szybko się wyczerpie.

W jeszcze trudniejszej sytuacji jest "Tata" Martino. Kiedy ogłoszono, że choroba nowotworowa Vilanovy nie daje za wygraną, liderami listy kandydatów na zastępcę byli Andre Villas-Boas i Luis Enrique. Argentyńczyk okazał się zwycięzcą przetargu tak sensacyjnym, że do dziś część mediów szuka odpowiedzi na pytanie: "kim jest właściwie ten człowiek"? Całe zamieszanie ze zmianą szkoleniowca, plus mordercze tournee po Azji i kłopoty z zakupem stopera będą dla Martino "alibi" tylko do pewnego stopnia. Pierwszy zapłaci głową, gdyby coś nie wyszło.

Na razie prezes Sandro Rosell tłumaczy kibicom, że nie każdy dobry katolik urodził się w pobliży Watykanu. Czy rzeczywiście można rozumieć filozofię "La Masia", wychowując się 12 tys km od niej? Zdaniem Javiera Mascherano Martino będzie chciał uprościć grę drużyny, sprawić, by atakowała w sposób bardziej bezpośredni, częściej z myślą o golach niż utrzymaniu piłki. Tiki taka ma być więc środkiem do celu, a nie celem samym w sobie.

Zmiany w stylu gry

Martino grę upraszcza, Ancelotti przeciwnie. W ataku pozycyjnym Real chce się poczuć jak ryba w wodzie, grać bardziej kombinacyjnie. Kontratak zmieni się tylko w jedną z armat, być może nawet nie tę firmową, jak u Mourinho. Czy korekty narzucane przez nowych szkoleniowców Barcy i Realu sprawią, że obie drużyny przestały być na przeciwległych biegunach, jeśli chodzi o filozofię gry?

Barca czeka na stopera, czy będzie nim David Luiz, który według plotek medialnych ma poprosić Chelsea o pozwolenie na transfer? Część prasy katalońskiej obawia się jednak, że wzmocnieniem defensywny okaże się tylko... 35-letni Carles Puyol. Kapitan będzie gotowy do gry za miesiąc, na razie parę stoperów Pique-Mascherano ma asekurować dwójka żółtodziobów Bartra-Bagnack. Pierwszy ma doświadczenie z poprzedniego sezonu, drugi oczarował Martino.

Ancelotti ze spokojem spogląda na rozstrzygnięcie batalii o Garetha Bale’a, a także prawdopodobne odejście Fabio Coentrao. Walijczyk zwiększyłby rywalizację w drużynie, która i bez niego jest ogromna. Wobec skali kłopotów krajowych rywali problemy Realu i Barcelony są z innego wymiaru. Gdy tego lata giganci znów się zbroili, Valencia, Sevilla, Atletico i inni rozsprzedawali swoje gwiazdy. W efekcie gracze, którzy na Santiago Bernabeu i Camp Nou usiądą na ławce rezerwowych, mogliby stworzyć drużynę godną trzeciego miejsca w Primera Division.

Real Madryt: Casillas - Arbeloa, Pepe, Ramos, Marcelo - Khedira, Modrić, Oezil - Isco, Benzema, Ronaldo.

Barcelona: Valdes - Alves, Pique, Mascherano, Jordi Alba - Xavi, Busquets, Iniesta - Pedro, Messi, Neymar.

Jedenastka rezerwowych: Diego Lopez - Carvajal (Montoya), Varane, Puyol (Bartra), Adriano (Coentrao) - Fabregas, Xabi Alonso (Illarramendi), Song (Casemiro) - Alexis Sanchez (Kaka), Morata, Angel Di Maria (Tello).

Oczywiście to wszystko tylko rozważana teoretyczne, może na środku obrony Realu wracający po kontuzji Varane wygra rywalizację z Pepe, a w ataku Barcelony Alexis Sanchez zastąpi Pedra?

Dyskutuj na blogu Darka Wołowskiego

Zobacz terminarz Primera Division

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama