Reklama

Reklama

Dziennik Barcy i Realu

Real bardziej niż rekordów Ronaldo potrzebuje rekordów drużyny

Real Madryt jest o pół kroku od wydarcia Barcelonie tytułu mistrza Hiszpanii, jego prawdziwą obsesją jest jednak Champions League.

Dzisiejszy rewanż z CSKA Moskwa w 1/8 finału Ligi Mistrzów był okazją, by po 547 dniach lub jak kto woli 17 miesiącach, Jose Mourinho pozwolił w końcu Cristiano Ronaldo wystąpić na konferencji prasowej. Najdroższy piłkarz na świecie miał okazję publicznie wyznać, że życzliwość i uwielbienie fanów Realu Madryt jest dla niego czymś nowym. To wręcz niewiarygodne: do podbicia serc kibiców z Santiago Bernabeu potrzebował aż 127 meczów i 126 goli! Z miłej pogawędki z dziennikarzami wynikało jednak jasno: królewski klub bardziej niż jego osobistych rekordów, potrzebuje rekordów drużyny.

Reklama

"Mamy dziś prawdopodobnie najsilniejszą kadrę w dziejach klubu" - ogłosił niedawno Emilio Butragueno ryzykując bardzo wiele. Czy uprawia propagandę sukcesu, czy faktycznie wyżej stawia obecną drużynę od tej z Gento, di Stefano, Puskasem i Kopaczewskim? Sam był przecież liderem Quinta del Biutre, a co powiedzieć o "Galaktycznych" z Raulem, Roberto Carlosem, Zidane'em i Figo? Jedno nie podlega dyskusji: bez triumfu w Champions League obecna drużyna z Mourinho i Ronaldo, pozostanie w historii tylko mdłym wspomnieniem.

Real jest o pół kroku od wydarcia Barcelonie tytułu mistrza Hiszpanii, ale wszyscy są świadomi, że prawdziwą obsesją najlepiej opłacanego trenera, najdroższego piłkarza i najsławniejszego prezesa jest Liga Mistrzów. "Obses10n" - taki tytuł pojawił się na okładce wczorajszego wydania dziennika "Marca". Real czeka już dekadę na 10. w swojej historii Puchar Europy. W tym czasie transfery pochłonęły niemal miliard euro. Z nich ma się urodzić coś wielkiego. Znakomita gra i passa zwycięstw w lidze to wciąż za mało.

Ronaldo przekonywał dziennikarzy, że tak naprawdę wykonuje w drużynie najprostszą robotę. Pakuje piłkę do siatki po genialnych akcjach kolegów. Właściwie powtórzył słowa Leo Messiego, Argentyńczyk wyznał kiedyś: "to co najtrudniejsze odwalają za mnie Xavi z Iniestą".

Nikt tego oficjalnie nie mówi, ale dzisiejsze zwycięstwo z CSKA jest czymś oczywistym. Na Santiago Bernabeu ma spotkać Rosjan to, co przytrafiło się wczoraj FC Basel na Allianz Arena w Monachium. Prawdziwe emocje w Madrycie mają zacząć się w piątek, podczas losowania ćwierćfinałów Champions League. W stolicy Hiszpanii wszyscy zadają sobie jedno pytanie: "kiedy los skrzyżuje drogi Realu i Barcelony?" Wydaje się to nieuniknione, mimo że w rywalizacji pozostali jeszcze inni faworyci: Bayern i Milan.

A więc dla Realu znów wszystko sprowadza się do rywalizacji z zespołem Pepa Guardioli. Królewska drużyna udowadnia sobie, że może pobić Katalończyków w pojedynku korespondencyjnym. Czy Ronaldo z Mourinho są już jednak gotowi do zwyciężania w walce wręcz? Od trzech lat przegrywali z Barceloną większość bezpośrednich pojedynków.

Jeśli nie teraz, to kiedy? Jeśli, tak jak mówi Butragueno, to ma być wielka drużyna, musi radzić sobie z każdym. Wygrany wyścig w Primera Division nie rozwiązuje dla "Królewskich" problemu Katalończyków. Wszyscy czekają na nieuchronny bój w Champions League. O bez porównania wyższą stawkę. Tytuł nr 1 w Europie, który dla jednych i drugich jest obsesją.

Dyskutuj z Darkiem Wołowskim

Zobacz zestaw par 1/8 finału Ligi Mistrzów

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL