Reklama

Reklama

Dziennik Barcy i Realu

Piłkarze Barcelony będą trzymać kciuki za Real?

Porażka Realu Madryt w Sewilli mogła zmotywować lub rozkojarzyć graczy Barcelony. Zmobilizowała. W Levante zagrali najlepsze 45 minut w tym sezonie.

W sobotę, koło 22, tuż po meczu z Athletic na Camp Nou, gracze Tito Vilanovy poczują się kuriozalnie. Mają motywy, by po raz pierwszy od wielu lat trzymać kciuki za Real Madryt. W derbach stolicy Hiszpanii "Królewscy" podejmą Atletico, jedynego rywala wciąż depczącego po piętach Katalończykom.

Po rozbiciu Sevilli 4-0, piłkarzy Diego Simeone czeka ostateczny egzamin. Mecz z Realem to najdoskonalszy miernik ich wielkich aspiracji w tym sezonie. 11 zwycięstw, remis i porażka są bilansem, który dałby im pozycję na szczycie tabeli w Anglii, Francji i Włoszech. W Hiszpanii są dopiero drudzy, o trzy punkty za bijącą rekordy Barceloną.

Zwycięstwo w derbach to wielkie marzenie Atletico, niespełnione od 12 lat. W tym czasie Real stał się "Czarną Bestią" dla rywali z Vicente Calderon, którzy ostatni remis w lidze wywalczyli w 2008 roku. Broniący tytułu "Królewscy" wykorzystali już w tym sezonie margines błędu. Dla nich strata punktów w derbach, będzie oznaczała zapewne kres nadziei.

Porażka z Betisem w Sewilli wstrząsnęła kibicami Realu. Przy okazji oczywiście część mediów hiszpańskich po raz kolejny potraktowała to jako pretekst do przedstawiania konfliktów wewnętrznych w klubie z Santiago Bernabeu. Podobno wre tam jak w wulkanie tuż przed erupcją. Dziennik "El Pais" donosi, że Jose Mourinho i jego agent Jorge Mendes wykorzystują Cristiano Ronaldo do uzyskania władzy absolutnej nad drużyną. Plotki o odejściu Portugalczyka do PSG są częścią strategii nacisku na Florentino Pereza.

Reklama

Oficjalnie drużyna z Bernabeu złożyła wczoraj samokrytykę. Piłkarze przyznali, że zawalili mecz w Sewilli na całej linii. Zdaniem "El Pais" nieoficjalnie część graczy sądzi jednak zupełnie co innego. Dziennik cytuje rozmowę dwóch anonimowych piłkarzy Realu wymieniających się krytycznymi uwagami na temat sposobu pracy portugalskiego szkoleniowca. "Dlaczego Mou tak często zmienia kluby i ligi?" - pyta retorycznie jeden. "Bo jego prymitywne metody nie sprawdzają się na dłuższą metę" - rzuca drugi.

Wygląda to na medialną próbę zdyskredytowania trenera, z którego osiągnięciami w ostatnich latach może się równać tylko Pep Guardiola. Mourinho ma jedno wyjście. Wygrać derby Madrytu i ruszyć w żmudną i niepewną pogoń za Barceloną. Przewaga 11 pkt jest ogromna, ale duma klubu z Madrytu wymaga walki do końca. Ostateczny egzamin dla portugalskiego trenera nastąpi i tak w Champions League. Jeśli Real ją wygra, debata nad metodami pracy "Mou" stanie się śmieszna.

Jedno jest oczywiste: kryzys Realu okazał się motywujący dla Barcelony. Katalończycy jechali na mecz z Levante świadomi, że ich przewaga może wzrosnąć do 11 pkt. Gospodarze wspaniale bronili się przez 45 minut, ale w drugiej części zostali zdemolowani. Geniusz Andresa Iniesty (gol i trzy asysty) okazał się czynnikiem decydującym. Z Gerardem Pique i Carlesem Puyolem Katalończycy wyglądali solidnie nawet w tyłach, grający ostatnio słabiutko Victor Valdes obronił rzut karny. Po kontuzji Daniego Alvesa, na boisku było 11 graczy uznawanych w Barcelonie za wychowanków.

Leo Messi jest skazany na pobicie rekordu Gerda Muellera (85 goli w 1972 roku). Argentyńczyk trafił już do siatki 82 razy. Hat trick w meczu z Athletic? Niewykluczone w przypadku gracza, który w 13 kolejkach tego sezonu Primera Division trafiał do siatki 19 razy. Więcej bramek mają zaledwie 4 zespoły w lidze hiszpańskiej!

Dariusz Wołowski

Dyskutuj z autorem na jego blogu

Primera Division: Wyniki, strzelcy, tabela