Reklama

Reklama

Dziennik Barcy i Realu

Mózg gwiazdy. Czy piłkarze rozumieją swoją rolę?

"W Chelsea przeżyłem najgorsze momenty w mojej karierze" - ogłosił Fernando Torres tuż po zdobyciu Pucharu Europy. Paradoks? A może tylko dowód, że gwiazdy futbolu nie rozumieją swojej roli?

Twitterowa wymiana zdań między Manuelem Neuerem, a Sergiem Ramosem zrobiła międzynarodową karierę. Po zwycięskim półfinale Champions League bramkarz Bayernu pozwolił sobie na ironię wobec pokonanego rywala, trzy tygodnie później, powody do drwin znalazł Hiszpan. Co więcej, obrońcę Realu tak zabolała zaczepka Niemca, że wysłał mu życzenia, by podczas Euro 2012 ich drogi skrzyżowały się jak najwcześniej. Zapewne ten drobny epizod rozwinie się w większą historię, jeśli nie w Polsce lub na Ukrainie, to później. Trudno się bowiem spodziewać, by Bayern i Real wbrew długoletniej tradycji, zaczęły się nagle omijać w Lidze Mistrzów.

Torres czuje się nieszczęśliwy


Zacietrzewienie młodych ludzi grających o wielką sławę i pieniądze nie jest niczym zaskakującym. W futbolowym świadku złośliwców i drażliwych nie brakuje. Nie brakuje też takich, którzy mają głębokie kłopoty ze zrozumieniem swojej roli. Fernando Torres zdobył właśnie Puchar Europy i Puchar Anglii, co wcale nie uczyniło go szczęśliwym. Oczywiście rola piłkarza, który na finał Champions League wchodzi do gry w 83. minucie nie jest wdzięczna, ale Hiszpan przez półtora roku na nią pracował. Przecież Roman Abramowicz nie uczynił go najdroższym piłkarzem Premier League, po to, by wysłać na ławkę. Jeśli Torres na niej wylądował, zawdzięcza to głównie sobie. Tymczasem uważa, że był na Stamford Bridge zaniedbywany, bo nie było nikogo, kto wytłumaczyłby mu, co ma robić. Chelsea to musi być osobliwy klub, we wszystkich innych napastnicy są od strzelania goli.

20 marca Torres skończył 28 lat, ale trudno mu się rozstać ze statusem "Dzieciaka". Czuł się szczęśliwy w Atletico Madryt, choć nic z nim nie zdobył, podobnie było w Liverpoolu, gdzie cztery sezony noszono go na rękach. Tyle że zespół z Anfield nie wzbogacił się w tym okresie o ani jedno trofeum. W Chelsea Torres zdobył dwa, ale czuje się nieszczęśliwy. Grozi nawet opuszczeniem klubu, gdyby tak miało być dalej. Ktoś musi być winien, że jego średnia strzelecka spadła z 0,57 gola na mecz w Liverpoolu do 0,22 w Chelsea. Torres zapewnia, że jest w życiowej formie i nie ma pojęcia, czego więcej się od niego na Stamford Bridge oczekuje.

Ronaldo ceni się wyżej niż cały Real


Kłopoty z ogromnym ego ma już tradycyjnie Cristiano Ronaldo. To, że ogłosił, iż jest lepszy od Lea Messiego, tak jak Real od Barcelony, można zaakceptować. Katalończycy pokonali "Królewskich" w Pucharze Króla, ale to ważniejsze trofeum, mistrzostwo kraju wzbogaciło witryny Santiago Bernabeu. Dziennikarze zapytali jednak Portugalczyka o ocenę sezonu w wykonaniu swoim i swoich kolegów. Ronaldo przyznał Realowi notę 9, sobie 10. A więc mimo pudła z karnego przeciw Bayernowi w przegranym boju o finał Champions League, Portugalczyk uznaje swoje dokonania za absolutną perfekcję.

Leo Messi zdobył w tym sezonie 72 gole, z czego rekordowe 50 w Primera Division i tak samo rekordowe 14 w Champions League. Gdyby powiedział, że zasłużył na więcej niż Barcelona, wielu przyznałoby mu rację. Faktycznie jego gra i bramki ciągnęły Katalończyków do przodu bardzo długo. Ale gdyby Argentyńczyk wystawił sobie notę idealną, znaleźliby się "złośliwcy" przypominający mu przestrzeloną "jedenastkę" w pojedynku z Chelsea. Rewanż z Anglikami w półfinale Champions League był dla Barcy meczem sezonu. Messi mógłby zdobyć o 15 bramek mniej w lidze hiszpańskiej i o 5 mniej w Lidze Mistrzów, ale pojedynek z Petrem Czechem miał obowiązek wygrać. Nie wygrał, dlatego więcej powodów do satysfakcji ma od niego Torres. Szkoda, że tego nie rozumie.

Reklama

Futbolowe primabaleriny zapominają o tym, co najbanalniejsze


Futbolowe gwiazdy chciały być primabalerinami, zapominając o tym, co najbanalniejsze. Futbol to sport zespołowy. Xavi Hernandez wbił 10 goli w Primera Division, więcej niż kiedykolwiek, ale nie zmienia to faktu, że od czterech lat nie miał tak słabego sezonu w Barcelonie. Mógłby spojrzeć na to, co się stało zupełnie inaczej, gdyby Messi strzelił nieszczęsną jedenastkę przeciw Chelsea. Xavi mu przecież nie przeszkodził, ale razem z całą drużyną poniósł tego konsekwencje. Miałby wyjść i ogłosić, że grał na 10, tylko argentyński kolega pokpił sprawę?

Wracając do Realu, dla mnie jego liderem wciąż nie jest Rolando, ale Iker Casillas. Nie wyobrażam sobie, by wybitny bramkarz choćby pomyślał, że w półfinale Champions League przeciw Bawarczykom spisał się lepiej od kolegów z pola, bo gdy Ramos, Kaka i Ronaldo "partolili" jedenastki, on dwie obronił. Tymczasem ze słów Cristiana wynika, że Real zdobędzie 10. Puchar Europy, kiedy wszyscy w zespole będą doskonali tak, jak on. Przy takim podejściu swojej największej gwiazdy "Królewscy" mogą jeszcze na wymarzony sukces trochę poczekać.

Dariusz Wołowski

Dyskutuj z autorem na jego blogu