Reklama

Reklama

Dziennik Barcy i Realu

Genialny plan czy zemsta Jose Mourinha na Realu?

Jose Mourinho realizuje bolesną i skomplikowaną operację poprowadzenia Realu Madryt na szczyt europejskiej piłki, czy tylko ma zamiar dać srogą nauczkę najbogatszemu klubowi na ziemi?

Poproszony przez dziennikarzy "Marki" o ujawnienie życzenia przy zdmuchiwaniu 62 świeczek z urodzinowego tortu Vicente del Bosque wspomniał o powrocie do zdrowia Tita Vilanovy. Selekcjoner mistrzów świata, niczym przeciętny kibic w Hiszpanii, przeżywa dziś emocjonalne rozdarcie między Barceloną i Realem Madryt. Klubowi ze stolicy zawdzięcza wszystko: solidną karierę piłkarza i eksponowaną pozycję trenera, mimo wszystko bliżej mu jednak do wartości reprezentowanych przez odwiecznego rywala z Katalonii.

Reklama

Pamiętliwy del Bosque

Wnikliwy obserwator dostrzeże w tym drażliwość 62-letniego szkoleniowca, z którym w 2003 roku Florentino Perez nie przedłużył kontraktu. Po wygraniu dwóch edycji Champions League (2000 i 2002) i dwóch mistrzostw kraju (2001, 2003) del Bosque poprosił o niewielką podwyżkę, co wyprowadziło z równowagi jego pracodawcę. Dziś ten sam Perez płaci Jose Mourinhowi pięć razy więcej, a jeszcze dał mu władzę nad drużyną, jakiej nie miał dotąd żaden trener. Czy to właśnie boli selekcjonera Hiszpanów, który po zdobyciu mistrzostwa świata w RPA wyznał publicznie, że w królewskim klubie otrzymał kopniaka zamiast podziękowań?

A może jednak publicznie skrywana, lecz oczywista awersja del Bosque do Mourinha ma całkiem racjonalne podstawy? Selekcjoner jest oburzony tym, jak portugalski trener traktuje mistrzów świata. W konflikcie "Mou" z Sergiem Ramosem, a teraz Ikerem Casillasem trener Hiszpanów dostrzega nieuczciwość przełożonego, który zrzuca winę za słabe wyniki na podwładnych. Sprawa nie jest nowa. W konfliktach Mourinha z Pepem Guardiolą, del Bosque trzymał stronę Katalończyka. Jest wśród uważających, że "The Special One" niszczy dobre imię klubu, a nie, jak głosi, dociera do sedna jego dżentelmeństwa.

Selekcjoner Hiszpanów to tylko przykład wroga, jakich tysięcy "dorobił się" najlepszy trener świata w czasie 2,5 roku pracy w stolicy Hiszpanii. Nikt nie ośmiela się kwestionować jego wcześniejszych dokonań, ale metody budzą coraz bardziej fundamentalne zastrzeżenia. Tym bardziej, że na Santiago Bernabeu stało się coś niezwykłego: w Porto, Chelsea i Interze Mediolan, Mourinho miał przede wszystkim nieprzyjaciół zewnętrznych, piłkarze zawsze stali za nim murem i gotowi byli iść w ogień. Tymczasem w Madrycie szatnia drużyny coraz wyraźniej rozpada się na frakcje. W ankietach tamtejszych mediów już prawie 90 proc uczestników nie rozumie postępowania Portugalczyka i chce, by jak najszybciej opuścił Santiago Bernabeu.

Ma się go pozbyć

Zdaniem większości fanów "Królewskich" sadzając na ławce kapitana drużyny w meczu z Malagą, "Mou" robił wszystko, by Perez się go pozbył. Portugalczyk ma kontrakt do 2016 roku, z klauzulą o 20-milionowym odszkodowaniu w razie zwolnienia. Zgarnie więc te pieniądze i pójdzie do pracy w PSG, czy Premier League, gdzie zapłacą mu jeszcze więcej, niż w Madrycie (13,5 mln euro za sezon).

Nawet najbardziej zakochani w Mourinhu zwolennicy Realu stanęli przed dramatycznym pytaniem: czy to, co robi trener jest zawiłym, nieczytelnym i ryzykownym, ale genialnym planem na podniesienie z kolan drużyny przed lutowymi meczami 1/8 finału Champions League z Manchesterem United? Czy też portugalski szkoleniowiec gra dla siebie, chcąc zemścić się na klubie, w którym tylu ludzi go nienawidzi?

Florentino Perez znalazł się w kropce. Dymisja Portugalczyka byłoby jego osobistą porażką i przyznaniem się do błędu. Przez ostatnie 30 miesięcy głosił, że klub ma trenera nr 1. Najpierw zapłacił Interowi 20 mln odstępnego, potem uczynił z "Mou" najlepiej zarabiającego szkoleniowca w futbolu. Zaakceptował transfer lewego obrońcy Fabia Coentrao za 30 mln euro, a niedawno tak samo drogi Luki Modricia, który do dziś nie zagrał dobrego meczu. Tymczasem po stronie zdobyczy jest Puchar Króla (2011) i mistrzostwo Hiszpanii (2012), chyba że do sukcesów zespołu prowadzonego przez Portugalczyka dorzucimy dwa półfinały Champions League. Faktycznie Mourinho przerwał passę sześciu porażek Realu w 1/8 finału tych rozgrywek.

Real jednak faworytem

Zaskakujący wydaje się fakt, że w starciu Realu z Manchesterem United o ćwierćfinał, bukmacherzy oceniają znacząco wyżej szanse mistrza Hiszpanii. A więc pogrążony w wojnach domowych zespół, z kwestionowanym na każdym kroku trenerem ma, ich zdaniem, mimo wszystko większy potencjał niż zjednoczony pod niekwestionowanym przywództwem Aleksa Fergusona lider Premier League.

Nie ma wątpliwości, że jeśli wcześniej nie zdarzy się coś dramatycznego, te dwa mecze zdecydują o losach Mourinha w Madrycie. A więc Ferguson, wielbiciel i bliski kumpel Portugalczyka, będzie miał bezpośredni wpływ na jego przyszłość. "Mou" już jednak sprawił, że w razie porażki, klub z Bernabeu znajdzie się w sytuacji znacznie bardziej pożałowania godnej, niż on sam.

Zobacz wyniki, terminarz i tabelę Primera Division

Dariusz Wołowski