Reklama

Reklama

Dziennik Barcy i Realu

Dziwny facet Messi

Nie miał szczęścia ani genialny Mesut Oezil, ani strzelec pięciu goli Radamel Falcao. Bohaterem Primera Division znów był Leo Messi, bijąc 40-letni rekord Gerda Muellera.


Reklama

Nawet nie wziął piłki do domu, a koszulką chętnie wymienił się z najbliższym rywalem. Opuszczał stadion Betisu jakby nic się nie stało, w końcu to był już piąty z kolei mecz Primera Division, w którym trafia do siatki dwa razy. W całym sezonie dokonał tego dwunastokrotnie. To co? Miałby zbierać pamiątki i świętować co kilka dni?

Wygląda na to, że Leo Messi do celebrowania własnych dokonań specjalnie się nie nadaje. Choć ma pewną słabość: w domowym muzeum zebrał nie tylko trofea, ale też około 350 koszulek kolegów z boiska i rywali, które chce oddać na jakiś zbożny cel.


"Ładny rekord, choć nic nie daje. Ważne jest tylko to, że utrzymaliśmy przewagę w tabeli. No, ale wy ciągle o tym rekordzie mówiliście, więc dobrze, że już go pobiłem, będzie można się skoncentrować na meczu z Cordobą (w Pucharze Króla). Spróbuję jeszcze dołożyć przed końcem roku parę bramek, żeby ci, którzy przyjdą po mnie, mieli trudniej" - wycedził bohater dnia zanim dziennikarze pozwolili mu wsiąść do autokaru.

Od wczoraj 85 goli Gerda Muellera wbitych w 1972 roku przestało być dokonaniem wszech czasów. Messi ma 86 bramek i trzy mecze do sylwestra. Za tydzień, na Camp Nou, stoczy prestiżowy pojedynek z Radamelem Falcao, który wczoraj, jako pierwszy od dekady, zdobył pięć goli w jednym meczu Primera Division (ostatni był Fernando Morientes w 2002 roku).

Kto wątpił, czy Atletico podniesie się po laniu w derbach Madrytu, szybko znalazł odpowiedź. Gracze Diego Simeone pobili Deportivo 6-0 i w niedzielę w Barcelonie postarają się odebrać miano niepokonanej ostatniej takiej drużynie w wielkich ligach Europy. Bilans zespołu Tito Vilanovy w Primera Division to 14 zwycięstw i 1 remis. "Mam nadzieję, że mój następny mecz będzie lepszy od poprzedniego" - mówi przed wyjazdem do Katalonii Falcao.

Trudno określić, ile znaczyłoby Atletico bez Kolumbijczyka. Barca nie byłaby raczej liderem bez Messiego. Wczoraj w Sewilli na pewno by nie wygrała. Kontuzja Fabregasa, słabiutka forma Pedro i katastrofalna Alexisa Sancheza sprawiły, że siła rażenia Barcelony zależała wyłącznie od lewej stopy najlepszego piłkarza świata. Jedynym poważnym wsparciem dla Argentyńczyka był Andres Iniesta.

Do 39. min Katalończycy panowali na boisku, a Messi trafiał do siatki lekko, łatwo i przyjemnie. Potem błąd Alby, który złamał linię spalonego, pozwolił gospodarzom zdobyć gola kontaktowego i całkowicie odmienić spotkanie. Gdy trzeci raz z rzędu piłka trafiała w słupek lub poprzeczkę bramki Victora Valdesa, bramkarz Barcelony aż się uśmiechnął pod nosem. Dawno los nie musiał być dla niego tak łaskawy. Barca zdobyła twierdzę Betisu po siedmiu latach.

Trzecim bohaterem kolejki w Primera Division był Mesut Oezil, zapewniając Realowi Madryt zwycięstwo w Valladolid 3-2. "Królewscy" przegrywali dwa razy, ale mieli w składzie najlepszego gracza tego meczu. Niemiec, kwestionowany do niedawna przez Jose Mourinho, staje się w końcu liderem drużyny. 11 pkt straty do Barcelony wciąż jednak sprawia, że o szansach na obronę tytułu w Madrycie właściwie się nie rozmawia.

Rozmawia się o Messim. "Leo torpeduje historię" - pisze "Marca" robiąc aluzję do "Torpedy" Muellera. "Rekord messjasza" - dodaje. Tito Vilanovie w 86 goli w jednym roku aż trudno uwierzyć: "Znajdzie się pewnie kiedyś taki, który zdobędzie więcej. Ale kiedy? Nie mam pojęcia". Dodał tylko, że wymaganie kolejnego rekordu od Leo byłoby szaleństwem.

Najlepszy strzelec Premier League Hiszpan Michu żartuje, że wyścig z Messim o "Złoty But" dla najlepszego strzelca lig europejskich nie ma sensu, bo Argentyńczyk nosi złote buty od urodzenia. Napastnik Swansea trafił do siatki 12 razy, mniej niż trzeci w Primera Division Cristiano Ronaldo (13). Asa Realu wyprzedza Falcao z 16 bramkami, a ponad wszystkimi jest Messi (23), choć organizujący trofeum "Pichichi" dziennik "Marca" zalicza mu 22, kwestionując gola na 2-0 w starciu z Athletic.

Firma Adidas uhonorowała dokonanie Messiego obrazem buta Muellera zmieniającym się w but Leo. Prasa w Katalonii rozdaje obuwie nowego rekordzisty jako nagrody w konkursach. Jedno jest oczywiste: Leo zdjął z siebie sporą presję, o ile to, o czym mówi świat piłki, w ogóle go stresuje...

Dziwny bohater naszych czasów je, śpi i zdobywa bramki. Wolne chwile spędza z powiększoną w ostatnim czasie rodziną i jak dotąd nie potrafił wywołać nawet solidnego skandalu. Mimo wszystko jednak nie pozwala o sobie zapomnieć.

Dariusz Wołowski

Dyskutuj z autorem na jego blogu