Reklama

Reklama

Dziennik Barcy i Realu

Co cesarskie Messiemu, a co boskie Maradonie?

Dwie bramki z Betisem Sewilla pozwoliły Leo Messiemu wyrównać osiągnięcie Diego Armando Maradony - 345 goli w karierze. Pierwszy ma 25 lat, drugi zakończył strzelać w wieku 38.

"Porównanie są niekiedy przekleństwem" - mówi narrator filmu umieszczonego na stronie internetowej dziennika "As" zawierającego sceny z wybranych meczów obu bogów futbolu z Argentyny. Faktycznie zestawienie ze sobą Maradony i Messiego napotyka na problemy znacznie głębsze niż spodziewamy się na pozór. Posturą i sposobem panowania nad piłką wydają się bliźniakami, trenerzy napotkani na drodze zrobili jednak wszystko, by się różnili. Maradona zaczął i skończył jako klasyczny mózg drużyny, dla którego zdobywanie bramek było celem mniej istotnym niż sprawianie, by zdobywali je inni. 

Reklama

Łowca goli

Messiego przerobiono na łowcę goli, przebywający właśnie w Argentynie z serią futbolowych wykładów Pep Guardiola opowiada, co skłoniło go do wymyślenia dla niego pozycji "fałszywego napastnika". Z tego pomysłu korzystali inni, także selekcjoner mistrzów świata i Europy Vicente del Bosque. Bramka wieku zdobyta przez Maradonę w starciu z Anglikami na meksykańskim mundialu została skopiowana przez Messiego w półfinale Pucharu Króla w 2007 roku, kiedy Barcelona mierzyła się z Getafe. Niedługo potem Leo skopiował też "rękę boga", w ligowych derbach Barcelony z Espanyolem, wydarzenie to doczekało nazwy "ręki demona". Różnica polegała na tym, że kunszt i oszustwo Maradony służyło reprezentacji Argentyny w drodze do zdobycia tytułu mistrza świata, odpowiedniki Messiego nie dały Barcelonie ani Pucharu Króla, ani mistrzostwa Hiszpanii.

Tak jak zauważyli dziennikarze "Asa" porównanie obu argentyńskich gwiazd prowadzi nas na manowce. Bo jak zważyć tytuł mistrza świata zdobyty w Meksyku i wicemistrzostwo cztery lata później we Włoszech z trzema triumfami w Champions League Barcelony? Najłatwiej powiedzieć, że Maradona zbudował swoją legendę w drużynie narodowej, Messi w klubie. Każdy kibic musi wybrać, co robi na nim większe wrażenie.

Istotniejsze różnice dostrzegamy poza boiskiem. O ile Maradona był postacią barwną, kontrowersyjną, której życiorys posłużył za scenariusz takiemu magowi kina jak Emir Kustirica, Messi robi co może, by w chwilę po zdjęciu piłkarskich butów zapaść się pod ziemię. Liczba skandali wywołanych przez Maradonę, nieustanna dyskusja nad boskością piłkarza, której efektem było powołanie jego kościoła w Argentynie (Iglesia Maradoniana), to świat całkowicie obcy grzecznemu chłopakowi wychowanemu w "La Masia". Messi nie robi bez piłki nic, co by polaryzowało świat wokół niego, Diego był w tej dziedzinie specjalistą lepszym niż Paul Gascoigne i George Best razem wzięci.

Numer jeden

Dla kibiców Barcelony Messi już dawno jest numerem 1. Zdobył dla ich klubu 313 goli w 378 meczach. Aby wbić 311 bramek dla swoich siedmiu klubów Maradona potrzebował aż 588 oficjalnych spotkań. Umówiliśmy się już jednak, że w tak bezduszny sposób porównywać ich nie można. Choćby Messi czarował asystami i rozegraniem piłki, ustawiany jest znacznie bliżej bramki przeciwnika.

Maradona zagrał dla Argentyny 91 razy, pokonując bramkarzy 34-krotnie. W swoich 79 spotkaniach w drużynie narodowej Messi zdobył 32 bramki. Tak jak dwa tytuły mistrza Włoch z Napoli i Puchar UEFA nie dadzą się porównać z sześcioma już prawie mistrzostwami Hiszpanii i trzema triumfami w Champions League, tak dokonania w koszulce albicelestes jeszcze długo, a może już zawsze wskazywać będą na wyższość Diego. Chyba, że mundial w Brazylii, albo w Rosji przyniosą Lionelowi tytuły, o których marzy. W czasach, gdy futbol reprezentacyjny zdaje się być w odwrocie, wciąż siedem spotkań na mundialu tworzy największe piłkarskie legendy.

Kolejne wcielenie

Maradona rozwiązał nurtujący nas problem polubownie, stwierdzając, że Messi jest jego kolejnym wcieleniem. Nie do wszystkich fanów przemawia ta piłkarska teoria reinkarnacji. Każdy z nich ma swojego idola. Messi bije i zapewne nadal bił będzie wszystkie strzeleckie rekordy. Teoretycznie ma na to jeszcze dekadę, jeśli kontuzje będą go omijały. Do jakiego stopnia "messiuzależnienia" posunie się w tym czasie Barcelona? Dziś Argentyńczyk zdobywa 40 procent bramek zespołu z Katalonii. To procent niebotyczny. Od Maradony nikt tego nie wymagał. Po losach tych dwóch geniuszy widać, jak zmienił się w ostatnich dwóch dekadach świat futbolu. Diego dostawał na boisku więcej swobody, Messiego - trochę wbrew jego naturze - przerabia się na maszynkę do zdobywania goli. Przez jakiś czas podkreślano, że potrzebuje do tego Xaviego i Iniesty, dziś wydaje się już kompletnie niezależny. Jeśli zdrowie wytrzyma, opuści boisko z wynikami, do których nie zbliży się żaden klasyczny łowca goli.

Bez względu na sensowność lub bezpodstawność porównań obu graczy, tak wielbiciele Messiego, jak i Maradony mogą być usatysfakcjonowani. To wielki przywilej żyć w czasach, w których przemierzali z piłką u nogi połacie zielonej murawy. Jest w tym magia, łącząca ich na zawsze. Natura kibica sprawia, że od zestawień się nie ucieknie. Dwóch fenomenów tak podobnych, a jednak różnych fundamentalnie.

Autor: Dariusz Wołowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje