Reklama

Reklama

Dziennik Barcy i Realu

Boski, czyli Johan Cruyff

Po towarzyskim meczu Katalonia - Nigeria (1-1) Johan Cruyff opuszcza ławkę trenerską już na zawsze. Kadry Holandii nie poprowadził nigdy. "Byłem najbardziej kompletnym piłkarzem w dziejach futbolu" - wyznał kiedyś w swoim stylu.

W 2000 roku magazyn "France Football" postanowił zapytać wszystkich laureatów "Złotej Piłki" o najwybitniejszego gracza XX wieku. W plebiscycie głosowało 30 legendarnych gwiazd piłki, rosyjski bramkarz Lew Jaszyn już wtedy nie żył, Sivori, Best i Matthews odmówili udziału w zabawie. Każdy laureat wybierał pięciu graczy, za co przydzielano im punkty od 1 do 5.

Bezdyskusyjnie zwyciężył Pele, gromadząc niemal dwa razy więcej głosów od Maradony. Na trzecim stopniu podium znalazł się Johan Cruyff z trzema punktami straty do Argentyńczyka, zdecydowanie wyprzedzając czwartego Alfredo di Stefano. Taką samą czwórkę najwybitniejszych przedstawiła FIFA we własnym podsumowaniu poprzedniego stulecia.

Gdyby wierzyć plebiscytom, Johan Cruyff byłby najwybitniejszym piłkarzem w dziejach, który urodził się poza Ameryką Płd. Dorastał o pół kilometra od stadionu Ajaksu, w wieku 10 lat wstąpił do klubu wybrany spośród 300 kandydatów. Dwa lata później na atak serca zmarł jego ojciec, trzeba było sprzedać rodzinny biznes (sklep z owocami i warzywami), po czym matka Johana zatrudniła się w klubie, jako sprzątaczka. Syn trenował i zarabiał pomagając przy konserwacji murawy. Tak wyglądały początki kariery chłopca, którego w 2004 roku Holendrzy umieścili na szóstym miejscu rankingu na najwybitniejszych ludzi w historii kraju. Malarz Vincent van Gogh zajął 10. pozycję.

Reklama

Człowiek niezdolny do kompromisu

Trudno rozstrzygnąć, czy Johan Cruyff jest zakochany w sobie z wzajemnością, czy po prostu zna swoją wartość? Kiedy jako uznany piłkarz sprzedawał swój stary samochód, a nabywca dziwił się, że chce za niego aż tak wysoką kwotę, właściciel rozwiał jego wątpliwości wyjaśnieniem: "przecież to auto Cruyffa". W świecie piłki znającym najdziwniejsze przypadki, niełatwo było znaleźć człowieka tak niezdolnego do kompromisu. Pyskaty Christo Stoiczkow wspominał, że z trenerem Cruyffem nie można było się pokłócić, można było, w najlepszym razie dyskutować.

Taka ożywiona dyskusja skończyła kiedyś karierę Bułgara w Barcelonie. Stoiczkow o to pretensji nie ma, bo uważa Cruyffa za swojego futbolowego ojca chrzestnego. "Tak naprawdę to on nauczył mnie grać w piłkę" - wspomina. Pamiętam ich obu sprzed finału Champions League z Milanem w 1994 roku w Atenach. Cruyff założył się z Bułgarem, po ostatnim treningu, ile razy trafi piłką w poprzeczkę z połowy boiska. Trafił dwa razy na cztery próby, ale Holender go wyśmiał. Nazajutrz do śmiechu im nie było, Barca dostała w skórę 0-4.

Wybuchowość Cruyffa wpłynęła w pewnym stopniu na hegemonię Milanu na kontynencie. W 1987 roku, jako trener w Ajaksie tak pokłócił się z Frankiem Rijkaardem na treningu, że ten opuścił klub, by przez Saragossę trafić do Mediolanu. Tamta awantura nie przeszkodziła Johanowi dwie dekady później popierać kandydaturę Rijkaarda na stanowisko trenera Barcelony.

Być może to właśnie charakter Cruyffa kształtował także standardy zachowań w holenderskiej piłce. Futbol totalny stworzony przez Rinusa Michelsa, święcący swój pierwszy wielki triumf na mundialu w RFN (1974), nie powstałby bez graczy takich jak boski Johan. Wymyślał własne dryblingi, na których wzorowali się koledzy i rywale, widział na boisku więcej niż ktokolwiek, nie musiał biegać najszybciej, wystarczyło, że myślał szybciej niż inni. A w razie kłopotów? Obrażał się na cały świat.

Tak stało się w 1976 roku, podczas mistrzostw Europy, gdy po przegranym po dogrywce półfinale z Czechosłowacją Cruyff, jako trzykrotny laureat "Złotej Piłki" opuścił zgrupowanie narodowej drużyny. Już wtedy koledzy z kadry narzekali, że ego ich kapitana nie mieści się na boisku. Johan chciał ustalać skład i taktykę, co sprawiło, iż mimo bezdyskusyjnego geniuszu, zagrał w drużynie narodowej tylko 48 razy. Z wyjazdu na mundial w 1978 roku zrezygnował, bo jak stwierdził nie chciał mieć nic wspólnego z juntą rządzącą wtedy w Argentynie. Wiele lat później ujawnił w jednym z wywiadów, że na jego życie wpłynęła wtedy próba porwania, kiedy jemu i żonie grożono bronią.

Za bezkompromisowe zachowania fani Barcelony pokochali Cruyffa na zabój. Po przybyciu do Katalonii w 1973 roku ogłosił, iż nigdy nie mógłby założyć koszulki Realu Madryt, bo to klub popierany przez reżim Franco. Synowi dał na imię Jordi, a ponieważ w Hiszpanii imię patrona Katalonii było wtedy zakazane, więc razem z żoną zarejestrował je w Holandii. Jordi grał potem w Barcy i Manchesterze United, ale o klasę ojca nawet się nie otarł.

Burzliwe życie Johana sprawiło, że w 1978 roku oszukany przez nieuczciwego wspólnika opuścił Barcelonę, by odkuć się finansowo w North American Soccer League, gdzie grali Pele i Beckenbauer. Do Ajaksu wrócił mając 34 lata. Zaproponował wtedy oryginalne wykonanie rzutu karnego: zamiast strzelać, podał do partnera, ten odegrał mu piłkę i dopiero wtedy Johan trafił do siatki. W następnym sezonie w spotkaniu z NEC Nijmegen został zmieniony przez 18-letniego Marco van Bastena, później także trzykrotnego triumfatora "Złotej Piłki". Holendrzy, których futbol zaczął się od Cruyffa, stali się z miejsca największym w Europie eksporterem gwiazd.

Na koniec sezonu 1982-83 szefowie Ajaksu, który z Cruyffem zdobył dwa kolejne mistrzostwa kraju zdecydowali, że nie przedłużą z nim kontraktu, bo 36 lat to czas na emeryturę. Urażony Johan odszedł do Feyenoordu, co dla kogoś urodzonego w Amsterdamie jest niemal przestępstwem. Ale na koniec kolejnego sezonu to jednak Feyenoord świętował tytuł mistrzowski po 9 latach przerwy.

Jako trener najwięcej osiągnął w Barcelonie, nigdy nie przyjmując do wiadomości, że geniusz piłkarza i szkoleniowca to dwie różne rzeczy. Na początku, co prawda cudem uniknął zwolnienia, ale potem stworzył "Dream Team" definiując na lata styl zespołu z Katalonii. To Cruyff reformował "La Masię" wymyślając, że wszystkie grupy młodzieżowe mają grać tym samym systemem, co pierwsza drużyna. Po zdobyciu Pucharu Europy był w Katalonii bohaterem nr 1, odchodził w atmosferze skandalu, po kłótni z prezesem Jose Nunezem. Na zawsze miał jednak zachować wielki wpływ na losy klubu z Katalonii.

To wręcz niewiarygodne, ale Cruyff nigdy nie był selekcjonerem reprezentacji Holandii. Kandydował nieustannie, ale zawsze w ostatniej chwili coś stawało na przeszkodzie. Johan wymagał, by piłkarze byli mu podporządkowani bezdyskusyjnie, czyli żądał od nich, by w najmniejszym stopniu nie przypominali jego samego, gdy biegał po boisku. Tacy gracze jak van Basten, Gullit, czy Rijkaard podziwiali Cruyffa, ale obawiali się współpracy z nim. Dlatego mistrzów Europy z 1988 roku poprowadził na turnieju Italia’90 Leo Beenhakker, który nie znalazł w sobie siły, by gwiazdozbiór zmienić w zespół.

Z tylnego siedzenia pociągał za sznurki w Barcelonie


Kiedyś magazyn "FourFourTwo" napisał tekst o Cruyffie, zarzucając mu, że przyjął najwygodniejszą drogę w zawodowym życiu. Z tylnego siedzenia pociągał za sznurki w Barcelonie i reprezentacji Holandii, nie pełniąc w nich żadnego oficjalnego stanowiska, a więc też nie ponosząc odpowiedzialności. Cruyff faktycznie bez pardonu atakował kolejnych selekcjonerów "Pomarańczowych", kiedy tylko drużyna nie grała najbardziej ofensywnego futbolu na świecie. Przed mistrzostwami w RPA doradzał Bertowi van Marwijkowi, by podczas turnieju cały czas marudzić, że zespół gra zbyt zachowawczo. Tymczasem gołym okiem było widać, że tamta drużyna nie miała aż takiego potencjału, by połykać przeciwników. Holendrzy grali ostrożnie, dzięki czemu osiągnęli finał.

Dla Cruyffa nie była to żadna okoliczność łagodząca. Zespół ma atakować w dziesięciu i non stop, jeśli tego nie potrafi, on nie uzna go za wybitny. Celem trenera, według jego filozofii, nie powinno być zwycięstwo, ale wierność zasadom. Dopiero z gry we własnym stylu, może urodzić się sukces. Dlatego w 2008 roku Cruyff był przeciwny zatrudnieniu w Barcelonie Jose Mourinho. Prezes Joan Laporta chciał postawić na Portugalczyka, wtedy pojawił się Johan i kazał mu posadzić na ławce Pepa Guardiolę, żółtodzioba bez doświadczenia. Przyszłość przyznała mu rację.

Sandro Rosell jest wrogiem Laporty, a także Cruyffa. Nowy prezes bez skutku zabiegał o wsparcie ponad podziałami u Holendra. Johan objął reprezentację Katalonii, co było dla niej wielką nobilitacją. Był najznakomitszą postacią na ławce drużyny, która może grać tylko mecze towarzyskie. Niedawno nadzorował pracę w meksykańskim klubie Chivas Guadalajara, ale jego nadzór skończył się frontalnym konfliktem.

Jako piłkarz i trener Cruyff prowadził swoisty dialog z resztą futbolowego świata. Przekonany o swojej nieomylności, próbował dostosować rzeczywistość do własnych ideałów. Nie brakowało mu do tego siły i odwagi ani wtedy, gdy miał 18 lat, ani teraz, gdy zbliża się do 65. Kiedyś wyznał, że po śmierci ojca długo czuł jego obecność. Mimo miłości do futbolu, zakosztował innych wartości, niż te wynikające z uganiania się za piłką. "Jako piłkarz i trener nigdy nie miałem życia prywatnego, w końcu postanowiłem poświęcić się żonie i dzieciom". Wyznanie raczej osobliwe, jak na geniusza.

Autor: Dariusz Wołowski

Dyskutuj z autorem na jego blogu

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje