Reklama

Reklama

Dziennik Barcy i Realu

​Bitwa Realu z Levante

Dla Realu Madryt mecz z Levante był wojną na boisku, która przeniosła się do tunelu i szatni. W wodzie po kostki trzeba było ocalić szanse na obronę tytułu. Zwycięstwo uratował Alvaro Morata, wychowanek klubu z Santiago Bernabeu.

"To było złodziejstwo, wredne złodziejstwo, to wstyd, że organizują ligę dla dwóch" - krzyczał wzburzony Pape Diop, defensywny pomocnik Levante. Po stracie gola w 84. min gospodarze czuli się oszukani przez sędziego. "To co robił arbiter, było wielką hańbą" - dodał Juanlu. "Piłkarzy Realu poklepywał po plecach i puszczał do nich oko, nas traktując wyłącznie pogróżkami". Zdaniem Juanlu arbiter robił co mógł, by nie dopuścić do straty punktów przez "Królewskich", bo przecież na Mallorce wygrała Barcelona i remis Realu mógł rozstrzygnąć o tytule mistrzowskim już teraz.

Równie wściekli byli gracze Realu. Już w 3. minucie gry David Navarro tak wyrżnął łokciem w twarz Cristiano Ronaldo, że według relacji Jose Mourinho, piłkarz przestał na jakiś czas widzieć na jedno oko. Nie przeszkodziło mu to zdobyć bramkę na 1-0, ale w przerwie Portugalczyk musiał zostać zmieniony. "Przestał widzieć cokolwiek. Miał zawroty głowy" - opowiadał trener Realu.

W drugiej połowie, na boisku nasiąkniętym wodą jak gąbka, działy się rzeczy niezwykłe. Gospodarze doprowadzili do wyrównania (Angel). Potem Xabi Alonso zmarnował rzut karny o podyktowanie, którego gospodarze mieli ogromne pretensje do sędziego. Tak jak o wskazanie na rzut wolny w 84. min, po którym wychowanek klubu Morata wbił głową gola na 2-1. W tunelu i w szatni doszło do awantury. Sergio Ramos oskarżył o nadmierną agresję Sergio Ballesterosa. "Jeśli tak bardzo lubi boks, powinien zmienić dyscyplinę. Mamy dość ludzi takich jak on" - powiedział. Oczywiście gracze Realu nie byli wyłącznie biernymi ofiarami, przy stanie 1-1 Pepe uderzył Martinsa, czego sędzia nie zauważył.

Dla Realu to był jeden z takich wieczorów, w których do uratowania swoich szans nie wystarczą umiejętności, trzeba pokazać charakter. I Real charakter pokazał, do walki w wodzie po kostki zaadaptował się nawet lepiej niż rywal. W dodatku "Królewskim" nie pomogła decyzja Mourinho, by za Ronaldo wprowadzić Raula Albiola, jako defensywnego pomocnika. Portugalski trener musiał się z tego potem wycofać puszczając do gry Kakę za Alvaro Arbeloę. 

Reklama



I co najważniejsze, w 83. min, w akcie desperacji dać szansę gry Moracie. Właśnie w czasie, kiedy kłótnia o status wychowanków w klubie z Bernabeu była najgorętsza. Gol 20-latka sprawił ogromną frajdę wszystkim ludziom z "La Fabrica" (szkółka Realu). "Wiedziałem, że wcześniej, czy później dzień taki jak ten nadejdzie" - powiedział strzelec. Ciekawe, jakie będą jego losy, gdy wyleczą się Karim Benzema i Gonzalo Higuain?

Po meczu Mourinho wyjaśnił, że to on zatrzymał w klubie Moratę, on dawał mu szansę w meczach towarzyskich i on w niego wierzył. "Możecie oskarżać mnie o oddanie Pedro Leona, ale za odejście Juana Maty i Alvaro Negredo, nie odpowiadam" - mówił o innych wychowankach klubu, których nie ma już na Bernabeu. Wreszcie trener był dumny ze swoich piłkarzy, którzy pokazali serce do walki w meczu przypominającym bitwę. I co najważniejsze, utrzymali dystans do lidera z Katalonii.

W zupełnie innej temperaturze swój pojedynek wygrała Barcelona, na Mallorce 4-2, choć z 0-3 gospodarze doprowadzili do 2-3 w trzy minuty. Leo Messi trafił do siatki dwa razy bijąc rekord Pelego z 1958 roku (75 goli). Argentyńczyk ma ich już 76, w tym 12 dla drużyny narodowej. Katalończycy notują najlepszy start ligowy w swojej historii, 10 zwycięstw i remis na początku rozgrywek Primera Division miał dotąd tylko Real Madryt w sezonach 1968-69 i 1991-92.

Dariusz Wołowski

Dyskutuj z autorem na jego blogu

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy