Reklama

Reklama

Asy i Cieniasy

Asy i Cieniasy 7. kolejki Lotto Ekstraklasy

Ryota Morioka, Vladislavs Gutkovskis, Nemanja Nikolić, którzy zanotowali dublety, a może bramkarz Zagłębia Martin Polaczek, który uchronił lubinian od kompromitacji na Pomorzu? Kto zasłużył na miano Asa, a kto był największym Cieniasem 7. kolejki Lotto Ekstraklasy? Zapraszamy do udziału w głosowaniu!

Asy:

Mateusz Możdżeń (Korona Kielce) - pomocnik kielczan w meczu z Wisłą Płock przypomniał sobie, jak się gra w piłkę. W drużynie Tomasza Wilmana był liderem środkowej strefy, szarpał, podawał, przy okazji zabezpieczając również tyły.

Reklama

Dominik Furman (Wisła Płock) - zespół "Nafciarzy" powoli robi się za mały na byłego kapitana reprezentacji młodzieżowej. Były piłkarz Legii doskonale bił stałe fragmenty i stwarzał kolegom bramkowe okazje. Niestety dla jego statystyk, partnerzy nie potrafili tego wykorzystać. Pomocnik zaliczył także ważną interwencję w obronie.

Ryota Morioka (Śląsk Wrocław) - trudno nie docenić wrocławskiego "samuraja", który w Krakowie strzelił dwie bramki. W drugiej połowie był motorem napędowym Śląska.

Ostoja Stjepanović (Śląsk Wrocław) - były wiślak wrócił do Krakowa i wziął udział w pogromie, jakiego dokonali podopieczni Mariusza Rumaka. Rządził i dzielił w środku boiska, a niemal bezbłędny występy ukoronował trafieniem z karnego.

Mateusz Szczepaniak (Cracovia) - były piłkarz Podbeskidzia potwierdził, że Cracovia zrobiła świetny interes, kontraktując go latem. Strzelił bramkę i miał okazję, aby zaliczyć dublet. Bardzo aktywny, szybki - takiego piłkarza potrzebowały "Pasy".

Dawid Kudła (Pogoń Szczecin) - bramkarz "Portowców" utrzymał Pogoń w grze w spotkaniu z Cracovią. Gdyby nie interwencje Kudły, szczecinianie nie mieliby nawet szans na remis, który uratował Dawid Kort.

Dawid Kort (Pogoń Szczecin) - pojawił się na boisku jako ostatni zmiennik w zespole Kazimierza Moskala. Trener "Portowców" wiedział jednak, co robi. Minutę przed końcem, pięknym strzałem w okienko, uratował Pogoń przed porażką, a sam zgłosił akces do konkursu na najładniejsze trafienie kolejki.

Fiodor Czernych (Jagiellonia Białystok) - Litwin otworzył wynik w spotkaniu "Jagi" z Łęczną, a gdyby był nieco skuteczniejszy, mógłby zakończyć mecz z jeszcze lepszym bilansem. Potrafił pracować też dla kolegów, którym kreował sytuacje. Michał Probierz może się cieszyć, że ma takiego zawodnika w kadrze swojej drużyny.

Martin Polaczek (Zagłębie Lubin) - gdyby nie interwencje bramkarza, "Miedziowi" nie tylko przegraliby w Gdyni, ale na Pomorzu mogli się skompromitować. Słowak zatrzymał Arkę w co najmniej trzech fantastycznych sytuacjach.

Vladislavs Gutkovskis (Bruk-Bet Termalica Nieciecza) - zdobycie dwóch bramek w meczu z liderem można by uznać za wystarczający dowód jego wkładu w zwycięstwo. Nie fair byłoby jednak stwierdzenie, że nie zrobił nic poza tym. Walczył ambitnie i pokazywał, że nie ma dla niego straconych piłek. Mógł to nawet przypłacić kontuzją stopy.

Milosz Kraszić (Lechia Gdańsk) - jeden z nielicznych jasnych punktów Lechii. Walczył, próbował ciągnąć grę gdańszczan, gdyby koledzy walczyli choć w połowie tak ambitnie jak on, mogliby liczyć na jakiekolwiek punkty, nawet mimo fatalnej postawy w defensywie.

Paulus Arajuuri-Jan Bednarek (Lech Poznań) - duet stoperów "Kolejorza" spisał się na medal. Arajuuri i Bednarek nie byli bezbłędni, ale biorąc pod uwagę jak wyglądała obrona Lecha w poprzednich spotkaniach, ich niedzielny występ zasłużył na wyróżnienie. Matusz Putnocky mógł poczuć wsparcie w swoich kolegach.

Nemanja Nikolić (Legia Warszawa) - wrócił król "Niko". Serb z węgierskim paszportem czekał aż siedem kolejek na pierwsze trafienie w nowym sezonie Ekstraklasy, ale jak już trafił, to od razu dwukrotnie. Gdyby nie on, "Wojskowi" zanotowaliby kolejną wpadkę na krajowym podwórku.

Cieniasy:

Cezary Stefańczyk (Wisła Płock) - obrońca "Nafciarzy" sprezentował bramkę Koronie w piątkowym meczu. Stefańczyk nie trafił w piłkę, zagrywając do własnego bramkarza, czym otworzył drogę do bramki Łukaszowi Sekulskiemu.

obrona Wisły Kraków - trudno porażkę 1-5 zwalić na jednego zawodnika z bloku defensywnego. Fatalny Arkadiusz Głowacki, niewiele lepszy Richard Guzmics, bezradny Michał Miśkiewicz, a także bezmyślny Boban Jović, który niepotrzebnie zagrywa ręką w okolicach pola karnego własnej drużyny i prezentuje karnego rywalom - tak wyglądała formacja obrony krakowian w piątkowym meczu ze Śląskiem.

Piotr Celeban (Śląsk Wrocław) - stoper zespołu Rumaka miał szczęście, że jego koledzy wykorzystali błędy wiślaków i zdobyli zwycięskie bramki, bo zagranie ręką Celebana mogło pozbawić Śląska dwóch "oczek". Były reprezentant Polski zagrał niepotrzebnie i z premedytacją, prowokując "jedenastkę" dla krakowian.

Rafał Murawski (Pogoń Szczecin) - mecz z Cracovią był jednym z najsłabszych, o ile nie najsłabszym występem "Murasia" w tym sezonie. Kapitan "Portowców" nie mógł się odnaleźć na boisku, popełniał proste błędy i zaliczał straty, po których "Pasy" kontrowały Pogoń.

Łukasz Tymiński (Górnik Łęczna) - pomocnik łęcznian pojawił się na boisku w 32. minucie, zmieniając Krzysztofa Danielewicza, ale w 67. minucie musiał już zejść do szatni. Otrzymał dwie żółte kartki - w 58. i 67. minucie, a w konsekwencji wyleciał z boiska, osłabiając zespół.

Andrzej Rybarski (trener Górnika Łęczna) - szkoleniowiec Górnika chyba nie jest jeszcze gotowy na prowadzenie zespołu na poziomie Ekstraklasy. Rybarski nie był w stanie zareagować na wydarzenia boiskowe, a jedyne co zrobił, to zmianę, w ramach której wprowadził... Tymińskiego, który kilkadziesiąt minut później otrzymał czerwoną kartkę. Kwadrans spędzony z piłkarzami w szatni zmarnował, bo w słabej grze Górnika nie zmieniło się absolutnie nic.

Michal Papadopulos (Zagłębie Lubin) - Piotr Stokowiec dał mu szansę w wyjściowym składzie w meczu na szczycie przeciwko Arce, ale Czech potwierdził, że nie zasługuje na grę w pierwszej jedenastce. Jedyne czym się zapisał, to starcie z Antonim Łukasiewiczem, po którym Adam Marciniak i Jakub Tosik skoczyli sobie do gardeł.  

Damian Podleśny (Lechia Gdańsk) - fatalny występ bramkarza Lechii. Dwa błędy w przyjęciu piłki, które powinny skończyć się bramką, a na dodatek klops, po którym na prowadzenie wyszli rywale z Niecieczy. To zdecydowanie nie był najlepszy dzień 21-latka. 

Paweł Stolarski (Lechia Gdańsk) - nie znalazł się w wyjściowej jedenastce, na boisko wszedł w 13. minucie, zastępując kontuzjowanego Bartłomieja Pawłowskiego, a swoją grą pokazał dlaczego nie był pierwszym wyborem Piotra Nowaka. Dużo biegał, ale niewiele z tego wynikało. Na domiar złego mógł jeszcze przed przerwą doprowadzić do remisu, albo chociaż asystować. Zmieniony w 70. minucie... i trudno się dziwić.

Paweł Raczkowski (sędzia spotkania Lech - Piast) - arbiter niedzielnego meczu nie miał swojego dnia. Raczkowski nie pokazał ewidentnej żółtej kartki za faul na Macieju Makuszewskim, a w końcówce meczu nie uznał prawidłowej bramki dla gliwiczan. Sytuacja miała miejsce przy stanie 1-0, więc mogła zmienić losy rywalizacji w Poznaniu.

Michał Koj (Ruch Chorzów) - defensor "Niebieskich" zaliczył najgorszy występ w sezonie. W pierwszej połowie wręcz podał piłkę Nikoliciowi, a nie ustrzegł się również kilku mniejszych błędów.

Vadis Odjidja-Ofoe (Legia Warszawa) - Belg zagrał po raz trzeci w naszej lidze i pierwszy w wyjściowym składzie. Był ociężały i gubił się w obronie przy stałych fragmentach gry - po jednym z rzutów wolnych, ewidentnie odepchnął Pawła Oleksego. Gdyby arbiter był bardziej spostrzegawczy, "Niebiescy" powinni otrzymać rzut karny.

Autorzy: Kamil Kania, Bogdan Setlak

Dowiedz się więcej na temat: Mateusz Możdżeń | Dominik Furman