Reklama

Reklama

Asy i Cieniasy

Asy i Cieniasy 5. kolejce Ekstraklasy

"Show" w 5. kolejce Ekstraklasy skradła Wisła Kraków, która przegrywała już 0-2 z liderem z Poznania, ale podniosła się i wbiła Lechowi aż pięć bramek. Kto zasłużył na miano największego Asa, a kto Cieniasa 5. kolejki? Zagłosuj i weź udział w zabawie serwisu eurosport.interia.pl!

Ekstraklasa: wyniki, tabela, terminarz, strzelcy

Asy:

Reklama

Dominik Hładun (Zagłębie Lubin)

Popisał się kilkoma znakomitymi interwencjami w meczu z Cracovią. Świetnie poradził sobie zwłaszcza z kilkoma groźnymi strzałami Hernandeza i sytuacją sam na sam ze Strózikiem.

Rafał Augustyniak (Miedź Legnica)

Z bardzo dobrej strony pokazał się zwłaszcza w działaniach defensywnych. Zaliczył kilka ważnych odbiorów.

Maciej Górski (Korona Kielce)

Od początku drugiej połowy Korona zaczęła grać ofensywnie, a napastnik kielczan spisywał się znakomicie. Do swojej dobrej gry dołożył pięknego gola z dalszej odległości.

Michał Janota (Arka Gdynia)

To co momentami wyczyniał z obrońcami Wisły Płock przechodziło ludzkie pojęcie. "Kręcił" rywalami niemiłosiernie, walnie przyczynił się do zdobycia dwóch bramek, a mógł zaliczyć jeszcze co najmniej dwie asysty.

Maciej Jankowski (Arka Gdynia)

Dał świetną zmianę. W ważnym momencie zdobył bramkę na 2-1, choć wcale nie znajdował się w najłatwiejszej pozycji.

Karol Fila (Lechia Gdańsk)

Od pierwszej minuty w Ekstraklasie zagrał pierwszy raz i od razu przyczynił się do strzelenia gola. To po jego uderzeniu niefortunnie interweniował Bochniewicz, zdobywając samobója. 20-latek ma jeszcze elementy wymagające poprawy, ale pierwszy poważny test w lidze zdany z dużym spokojem.

Piotr Stokowiec (trener Lechii Gdańsk)

Przejął drużynę rozbitą, pogrążoną w ogromnym kryzysie. Tymczasem ostatni raz przegrał 4 maja, notuje z Lechią serię ośmiu meczów bez porażki i awansował na trzecie miejsce w ligowej tabeli.

Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa)

Drugi mecz i drugi gol. Wszystko ostatnio dzieje się przeciwko właścicielowi Dariuszowi Mioduskiemu - nawet gdy jego drużyna strzela gole, to zdobywa je niechciany przez niego zawodnik.

Carlitos (Legia Warszawa)

W końcu zagrał dobry mecz dla Legii Warszawa. W pierwszej połowie oddał aż cztery groźne strzały, w tym jeden w poprzeczkę. W drugiej, choć z problemami, zdobył zwycięską bramkę.

Martin Kosztal (Wisła Kraków)

Co to był za mecz skrzydłowego Wisły! Pierwszy gol - jego autorstwa, drugi gol - po jego świetnym podaniu do Imaza, trzeci gol - nabił Gytkjaera, który strzelił "swojaka", czwarty gol - z jego asystą. Niebywałe! Co ciekawe, poprzednim klubem Kosztala był... Spartak Trnawa, który ograł Legię w el. LM.

Jesus Imaz (Wisła Kraków)

Gola nie strzelił, ale był zamieszany w trzy bramki dla "Białej Gwiazdy". Najpierw popisał się przepiękną asystą piętą do Ondraszka, potem sprowokował Gytkjaera, a przy ostatniej z bramek asystował Kolarowi.

Zdenek Ondraszek (Wisła Kraków)

Dwoma golami zamknął usta krytykom, którzy wieszczyli słaby sezon strzelecki czeskiego napastnika. W świetnym stylu pomógł Wiśle pokonać Lecha.

Arvydas Novikovas (Jagiellonia Białystok)

Litwin czasem grywał pięknie, ale nie miało to przełożenia na wynik. Tym razem zagrał przeciętnie, ale za to w doliczonym czasie jego wolej dał "Jadze" trzy ważne punkty.

Cieniasy:

Filip Piszczek (Cracovia)

Cracovia nie wygrała z Zagłebiem, bo nie ma napastnika. Co z tego, że stwarzała sobie sytuacje, skoro nie ma komu trafiać do bramki.

Defensywa Lecha Poznań (Burić, Janicki, Vujadinović, de Marco)

W czterech spotkaniach dopuścili do straty tylko jednego gola, ale w piątej kolejce zupełnie się rozsypali. Wisła robiła w Poznaniu co chciała i strzeliła aż pięć bramek, także po błędach defensywy Lecha.

Dominik Furman (Wisła Płock)

Michał Janota będzie chyba śnił mu się w najgorszych koszmarach, bo co najmniej dwa razy "zakręcił" Furmanem, jak juniorem.

Oskar Zawada (Wisła Płock)

Płocczanie mają podobny problem do Cracovii. Całe szczęście, że od czasu do czasu gola strzeli Ricardinho, bowiem Zawada w 13 występach w Ekstraklasie do bramki rywala nie trafił ani razu.

Paweł Bochniewicz (Górnik Zabrze)

To nie był jego mecz. Zaczął od pechowej interwencji i "samobója", a potem popełnił jeszcze kilka błędów.

Jesus Jimenez (Górnik Zabrze)

Do tej pory robił sporo szumu, ale brakowało bramek. Z Lechią momentami można było nawet nie odnotować jego obecności na boisku. Napastnik zagrał już dziewięć spotkań dla Górnika, ale wciąż czeka na premierowe trafienie.

Michał Kucharczyk (Legia Warszawa)

Jego zaangażowanie w defensywę można pokazywać na szkoleniach, jak nie grać w obronie. Minął Szymona Pawłowskiego równie obojętnie, co sąsiada na schodach, więc ten skorzystał z "autostrady" na boisku i asystował przy golu Wrzesińskiego.

Piotr Polczak (Zagłębie Sosnowiec)

Maczał palce w obu straconych golach przez Zagłębie. Za pierwszym razem odpowiadał za krycie Artura Jędrzejczyka, za drugim wprowadził chaos w defensywie nie do końca poprawnym ustawieniem.

Tymoteusz Puchacz (Zagłębie Sosnowiec)

To jednak on, a nie Polczak, musi zapisać na swoje konto stratę drugiego gola. Był pozostawiony z dwoma rywalami - Carlitosem i Eduardo - i z niewiadomych przyczyn zdecydował się kryć tego, który stał bliżej linii bocznej. Popełnił błąd z piłkarskiego elementarza.

Marian Kelemen (Jagiellonia Białystok)

Zazwyczaj ratuje "Jagę", ale tym razem zawalił przy straconym golu. Po rzucie rożnym wyszedł z bramki i minął się z piłką, dzięki czemu Dziczek strzelał do opuszczonej bramki.

Arkadiusz Piech (Śląsk Wrocław)

Ufa mu Tadeusz Pawłowski, wstawia do gry kosztem Marcina Robaka, ale napastnik zaciął się na amen. To już siódmy mecz bez strzelonego gola, a kilka okazji ku temu miał.

Autor: Wojciech Górski