Reklama

Reklama

Asy i Cieniasy

Asy i Cieniasy 26. kolejki T-Mobile Ekstraklasy

"Stoi na boisku, nie chce mu się biegać i w tyłach bezużyteczny" - takie opinie krążyły o Semirze Stiliciu, gdy z Turcji wracał do T-Mobile Ekstraklasy. Franz Smuda wiedział jednak co robi, biorąc Semira niejako w ciemno. Bośniak pokazał namiastkę swych możliwości, niemal w pojedynkę odwracając losy rywalizacji z Legią i został Asem kolejki! Zapraszamy do wyborów Asów i Cieniasów.

Ekstraklasa od podszewki! Wyniki, tabele, terminarz, strzelcy!
Baw się razem z nami! I typuj wyniki Ekstraklasy!

Asy



Wojciech Kędziora (Piast Gliwice)

Każda seria kiedyś się kończy i tak też się stało w przypadku Ruchu Chorzów. Świetną passę "Niebieskich" przerwał Piast Gliwice. Na miano bohatera spotkania zasłużył Kędziora, który miał udział przy obu golach. Najpierw obsłużył znakomitym prostopadłym podaniem Łukasza Hanzela, a później z zimną krwią wykorzystał sytuację sam na sam i efektowną "podcinką" przerzucił piłkę nad Michałem Buchalikiem. Piast wreszcie się obudził i odniósł pierwsze zwycięstwo po zimowej przerwie.

Maciej Makuszewski (Lechia Gdańsk)

Ściągnięto go do Gdańska, aby napędzał akcje Lechii i tym razem wywiązał się ze swoich obowiązków. Przy pierwszej akcji bramkowej uciekł na skrzydle i zaliczył kluczowe podanie, a w 77. minucie gol padł po jego asyście. Mógł ich zresztą mieć więcej, gdyby koledzy celniej strzelali. 

Reklama

Zbigniew Małkowski (Korona Kielce)

Zawisza oddał 23 strzały, w tym 13 celnych, a bramkarz Korony skapitulował tylko raz i to w sytuacji, w której niewiele mógł zrobić. Bardzo dobrych interwencji było kilka, ale największe wrażenie robi ta sprzed przerwy, gdy obronił strzał Kamila Drygasa z czterech metrów.

Arkadiusz Piech (Zagłębie Lubin)

Świetny występ Piecha przeciwko Śląskowi Wrocław udokumentowany dwoma golami wyjątkowej urody. Za pierwszym razem wywalczył piłkę na połowie rywala i otrzymał świetne podanie od Aleksandra Kwieka. W pełnym biegu huknął nie dając żadnych szans bramkarzowi. Przy drugim golu uciekł Rafałowi Grodzickiemu i z pierwszej piłki zmusił do kapitulacji Mariana Kelemena.

Semir Stilić (Wisła Kraków)

Wisła na Łazienkowskiej dokonała rzeczy wydawałoby się niemożliwej. "Biała Gwiazda" przegrywała po pierwszej połowie 0-2 i na dodatek z boiska wyleciał kapitan Arkadiusz Głowacki. Legioniści jednak zlekceważyli wiślaków i zostali za to skarceni. Katem Legii okazał się Semir Stilić, który strzelił gola i zaliczył asystę. Bośniak "wkręcił" w ziemię Tomasza Jodłowca i wyłożył piłkę Guerrierowi, a jego strzał z rzutu wolnego, po którym Wisła wyrównała, może śmiało kandydować do tytułu bramki miesiąca. Gol marzenie! Semir i jego koledzy pokazali, że na mecze Wisły warto teraz przychodzić!

Stojan Vranjes (Lechia Gdańsk)

Jest pomocnikiem, ale w sobotę błyszczał w roli snajpera. Dzięki dwóm jego golom "Biało-zieloni" zdobyli komplet punktów. Pierwszego zdobył pięknym wolejem tuż przy słupku, a drugiego strzałem z ostrego kąta. W obu sytuacjach precyzja godna chirurga.

Sebastian Ziajka (Zawisza Bydgoszcz)

Gdy zawodziły wszelkie próby forsowania muru, jaki w bramce Korony postawił Małkowski, Ziajka pięknym strzałem znalazł w niej lufcik. Piłka uderzona po koźle wpadła do bramki tuż przy słupku. Gol na wagę punktu.

Przemysław Pietruszka (Podbeskidzie Bielsko-Biała)

Dla bielszczan starcie wyjazdowe z Lechem na pewno nie było meczem "o pietruszkę", a dzięki pięknej bombie pana Przemysława z niemal 40 metrów "Górale" bliscy byli wywalczenia punktu przy Bułgarskiej. Bramkę Pietruszki okrzyknęlibyśmy golem kolejki, ale do akcji wkroczył Semir Stilić.

Edgar Bernhardt (Cracovia)

Część kibiców wybrzydza na niego, ale mamy nadzieję, że to grono poważnie stopniało po poniedziałkowym meczu z Jagiellonią, w którym zdobył piękną bramkę z rzutu wolnego na wagę zasłużonego zwycięstwa "Pasów". Dopiero piątego w tym sezonie na własnym stadionie! 

Miroslav Radović (Legia Warszawa)

Dusza kibica piłki nożnej raduje się w ostatnich miesiącach, gdy obserwuje grę Miro Radovicia. Jest drybling, jest balans ciałem, jest szybkość i pomysłowość zagrań. Gdyby reszta zespołu dorównywała do jego poziomu, Legia gromiłaby w naszej lidze. Miro cechuje jeszcze zadziorność i wola walki. Z fatalnej w wykonaniu jego drużyny II połowy meczu z Wisłą nie mógł się pogodzić. Schodząc do szatni powiedział do siebie: "To jest kur... skandal".

Krzysztof Pilarz (Cracovia)

"Pasy" zawdzięczają mu zachowanie czystego konta bramkowego. Obronił niby tylko pięć strzałów, lecz większość spośród nich to były uderzenia z niewielkiej odległości.

Cieniasy

Jirzi Bilek (Zagłębie Lubin)

Bilek ładnym strzałem głową zdobył gola. Problem w tym, że czeski obrońca "Miedziowych" trafił do własnej bramki. W ten sposób prawdopodobnie uciekły trzy punkty Zagłębiu, które przecież walczy o utrzymanie w gronie najlepszych.

Dudu (Śląsk Wrocław)

Brutalnie sfaulował Davida Abwo i słusznie sędzia Marcin Borski wyrzucił go z boiska. Całe szczęście, że nie zrobił krzywdy piłkarzowi Zagłębia. Tak ostre wejście w nogi mogło się skończyć poważną kontuzją Nigeryjczyka. Odpoczynek od piłki dobrze mu zrobi.

Władimir Dwaliszwili (Legia Warszawa)

Gruzin w meczu z Wisłą przebywał na boisku zaledwie 10 minut, ale i tak zasłużył na Cieniasa. W końcówce spotkania, przy stanie 2-2, Dwaliszwili spartaczył 200 procentową okazję. Napastnik Legii z metra nie potrafił skierować piłki do siatki!

Arkadiusz Głowacki (Wisła Kraków)

Kibice Wisły cieszyli się, że na szlagier z Legią do składu wrócił filar defensywy Arkadiusz Głowacki. Doświadczony obrońca nie popisał się jednak w 27. minucie, kiedy ostro wszedł w nogi Michała Żyry za co zobaczył czerwoną kartkę. Tak zdecydowana interwencja była kompletnie niepotrzebna, bo faul miał miejsce na połowie Legii w zupełnie niegroźnej sytuacji. - Nie mam pretensji do sędziego, bo faktycznie to było zbyt mocne wejście - przyznał Głowacki.

Patryk Mikita (Widzew Łódź)

Fatalny mecz w Gdańsku. Irytująco nonszalancki, gubił piłkę, niedokładnie podawał. W 53. minucie tak pilnował Wiśniewskiego po rzucie rożnym, że gdyby nie poprzeczka, Widzew straciłby kolejnego gola.

Sierhij Pilipczuk (Korona Kielce)

Wyleciał z boiska za faul mrożący krew w żyłach. Ukraiński pomocnik Korony klasycznymi "sankami" zaatakował Łukasza Nawotczyńskiego i mógł posłać go na piłkarską emeryturę. Faul równie brutalny, co bezsensowny, bo piłka była na środku boiska. Pilipczuk osłabił zespół, a rywale wreszcie pokonali Małkowskiego i zamiast kompletu punktów, kielczanom został tylko jeden.

Jani Urdinow (Widzew Łódź)

Ponosi dużą część winy za pierwszego straconego gola w meczu z Lechią. Najpierw nie trafił w piłkę, potem przegrał pojedynek biegowy z Makuszewskim i pozwolił mu dośrodkować, a po chwili mógł już tylko patrzeć, jak piłka wpada do bramki. Zegar wskazywał dopiero 29. minutę, a była to już trzecia groźna akcja rywali w jego sektorze, w której odgrywał rolę statysty.

Maciej Gajos (Jagiellonia Białystok)
"Jaga" w meczu z Cracovią zmarnowała sporo dobrych sytuacji, ale ta, którą miał w końcówce spotkania Gajos, należała wręcz do wymarzonych. Zabrakło mu jednak chłodnej głowy.

Autorzy: Robert Kopeć, Mirosław Ząbkiewicz, Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje