Reklama

Reklama

Asy i Cieniasy

Asy i Cieniasy 26. kolejki Ekstraklasy

Bartłomiej Drągowski oszukiwał, Jakub Słowik sprokurował karnego i dostał czerwoną kartkę, a Mariusz Pawełek... no cóż, znów popełnił fatalny błąd. Bramkarze byli Cieniasami 26. kolejki Ekstraklasy, ale z wyborem Asów mamy większe problemy. Oni zasłużyli na nasze nominacje:

Asy:

Mateusz Szczepaniak (Podbeskidzie Bielsko-Biała) - zdobył bramkę, ale to nie wszystko. Był najaktywniejszym "Góralem" podczas meczu z Koroną. Gdyby nie dobra postawa kieleckiej defensywy, jego licznik bramek mógłby wskazywać więcej aniżeli jednego gola.

Arkadiusz Głowacki (Wisła Kraków) - w meczu z Piastem był wszędzie. Bronił, atakował. Wybijał, strzelał i podawał. Defensor u schyłku kariery, wydaje się być najbardziej zainteresowanym utrzymaniem "Białej Gwiazdy" w Ekstraklasie.

Rafał Wolski (Wisła Kraków) - drugi występ po powrocie z Belgii i drugi raz zasłużył na nominację do "Asów" kolejki naszej ligi. Nie wykorzystał swojej szansy na zdobycie bramki w meczu z Piastem, ale pomagał kreować sytuacje kolegom.

Reklama

Jakub Szmatuła (Piast Gliwice) - bezapelacyjnie najlepszy zawodnik gliwiczan w meczu z Wisłą. W doliczonym czasie gry obronił strzał Pawła Brożka z rzutu karnego, ale w trakcie spotkania też się napocił, zatrzymując piłkę po uderzeniach wiślaków.

Wojciech Kędziora (Termalica Bruk-Bet Nieciecza) - 35-letni napastnik z kolejki na kolejkę dowodzi, że wiek nie gra w piłce nożnej roli. Jest zabójczo skuteczny, z Górnikiem Łęczna zdobył bramkę na wagę trzech punktów. 

Bartosz Śpiączka (Górnik Łęczna) - w spotkaniu ze "Słonikami" pojawił się na boisku z ławki rezerwowych jako recepta na marazm Przemysława Pitrego. W końcówce meczu, golem dał sygnał do ataku, ale koledzy nie posłuchali.

Krzysztof Pilarz (Termalica Bruk-Bet Nieciecza) - rówieśnik Kędziory, który zadbał o to, aby "Słoniki" grały jak najlepiej w defensywie. W meczu z Górnikiem, szczególnie w pierwszym fragmencie, zatrzymywał rywali w fenomenalnych sytuacjach.

Adam Hlouszek (Legia Warszawa) - zagrał w Polsce dopiero kilka meczów, a już można powiedzieć, że to transferowy "strzał w dziesiątkę" Legii. W spotkaniu z Górnikiem Zabrze zdobył bramkę, nie zapominając przy tym o grze w obronie.

Sebastian Steblecki (Górnik Zabrze) - świetnie sobie radził w pierwszej połowie meczu w Warszawie. To właśnie on zapewnił gościom bramkę w rywalizacji z Legią, tylko przykładając nogę do piłki po podaniu Jose Kante.

Aleksandar Prijović (Legia Warszawa) - po słabym starcie w Polsce i życiu w cieniu Nemanji Nikolicia, Szwajcar zaczyna dowodzić swojej wartości. Z Górnikiem Zabrze ustalił wynik spotkania.

Flavio Paixao (Lechia Gdańsk) - autor hat-tricka w spotkaniu Lechii z Jagiellonią. Portugalczyk szarpał, podawał, strzelał. Był liderem gdańszczan. Dobrze, że Śląsk nie zdecydował się męczyć go półrocznym pobytem w rezerwach i puścił go do Trójmiasta.

Michał Chrapek (Lechia Gdańsk) - Paixao był liderem całego zespołu, a Chrapek zasłużył na miano czołowego zawodnika drugiej linii. Zaliczył asystę przy bramce Grzegorza Kuświka.

Grzegorz Kuświk (Lechia Gdańsk) - strzelił fenomenalnego gola, na dużym spokoju podcinką pokonując Bartłomieja Drągowskiego z 10 metrów. Potem miał jeszcze jedną dobrą okazję do podwyższenia wyniku, jednak tym razem górą był bramkarz Jagiellonii. Przy bramce numer pięć sprytnie się też zachował, cofając w ostatniej chwili nogę, żeby ta dotarła do partnera. Inna sprawa czy w tej sytuacji nie powinien być odgwizdany spalony.

Gergo Lovrencsics (Lech Poznań) - w pierwszej połowie nie wykorzystał bardzo dobrej okazji, jego strzał obronił Grzegorz Sandomierski, potem jednak pokazał kilka świetnych dograń w pole karne. Nie zamienili ich jednak na bramkę Dawid Kownacki (posłał piłkę ponad poprzeczką) i Łukasz Trałka (ponownie świetne Sandomierski), ale w końcu po podaniu Węgra piłkę do siatki skierował Maciej Gajos, dając "Kolejorzowi" zwycięstwo.

Tamas Kadar (Lech Poznań) - dobrze wykonywał swoją podstawową pracę, czyli bronił, a w pierwszej połowie był także najlepszym graczem Lecha w ofensywie. To on zagrał daleką piłkę w pole karne Cracovii, którą odbił Jakub Wójcicki, ale wprost pod nogi Darka Jevticia, a ten doprowadził do wyrównania. Następnie świetne podał do Lovrencsicsa i w tej sytuacji zabrakło tylko zimnej krwi Węgra.

Mateusz Cetnarski (Cracovia) - jeden z najlepszych w ekipie "Pasów", ale i w całym meczu Lecha - Cracovia. Pomocnik zaliczył asystę, już dziewiątą w sezonie, a powinien także kolejną, jednak jego świetnego podania nie wykorzystał Boubacar Diabang.

Patryk Lipski (Ruch Chorzów) - na początku meczu zmarnował wyśmienitą okazję i wydawało się, że przejdzie obok tego spotkania. W końcówce się jednak obudził i najpierw wykorzystał rzut karny, a później strzelił zwycięskiego gola. W dodatku nie miał lekko, bo grał na rodzinnej, szczecińskiej ziemi.

Takafumi Akahoshi (Pogoń Szczecin) - na uwagę zasługują nie tylko jego dwa gole przeciwko Ruchowi Chorzów, ale też sposób, w jaki dyrygował grą gospodarzy. Akahoshi był wszędzie i mimo porażki Pogoni, zasłużył na wyróżnienie.

Cieniasy:

kibice Wisły Kraków - zamiast dopingować zespół, który znajduje się w strefie spadkowej, fani "Białej Gwiazdy" przez większość meczu z Piastem Gliwice skupili się na obrażaniu Franciszka Smudy, który był awizowany jako nowy trener Wisły, czego nie chcą kibice.

Paweł Brożek (Wisła Kraków) - w doliczonym czasie gry podszedł do rzutu karnego. Strzelił jednak słabo i mało precyzyjnie, tak więc Szmatuła nie miał problemów ze skuteczną interwencją. "Zawiodłem wszystkich - siebie, drużynę, kibiców. Wziąłem na swoje barki odpowiedzialność i po prostu zawiodłem" - kajał się po meczu napastnik Wisły.

Tomislav Bożić (Górnik Łęczna) - był "zamieszany" przy obu bramkach dla Termaliki. Najpierw nie upilnował Dawida Sołdeckiego, a potem "zabawił się" z nim Kędziora, strzelając pięknego gola z ostrego kąta pod poprzeczkę.

Mariusz Pawełek (Śląsk Wrocław) - doświadczonemu bramkarzowi zdarzają się ostatnio fatalne błędy. Takie popełnił w Białymstoku, taki przytrafił mu się we Wrocławiu. Pawełek wybijając piłkę nogą z własnego pola karnego, naciskany przez rywala, podał wprost do Łukasza Piątka, który skierował ją uderzeniem zewnętrzną częścią stopy do siatki.

kibice Śląska Wrocław - po  przegranym derbowym meczu z KGHM Zagłębiem Lubin 0-2 w niewybrednych słowach nakazali piłkarzom swojego klubu oddać koszulki. "Ściągajcie je, nie jesteście ich godni" - to jeden z nielicznych fragmentów nadający się do zacytowania. Z jednego z zawodników koszulka została zdjęta, inny oddał ją po dobroci.

Aleksander Kwiek (Górnik Zabrze) - doświadczony pomocnik już w pierwszej połowie zanotował kilka złych wyborów i nieudanych zagrań. Nie "doskoczył" też do Ondreja Dudy przy dośrodkowaniu poprzedzającym pierwszego gola dla Legii.

Bartłomiej Drągowski (Jagiellonia Białystok) - wpuścił pięć goli, ale to nie było najgorsze w jego postawie w Gdańsku. Gdy kibice Lechii rzucili na murawę zapalniczkę, która spadła jednak dobrych kilka metrów od bramkarza, ten po chwili złapał się za rękę, sugerując, że czymś w nią dostał. W materiale wideo tego nie widać. Bramkarz utrzymywał, że został czymś trafiony, ale przyznał, że nie było to mocne uderzenie. "Teraz to wydaje się śmieszne i niepotrzebne. Mogłem tak nie pajacować. Liczyłem na to, że wyprowadzę strzelającego z równowagi" - przyznał Drągowski.

Jacek Góralski (Jagiellonia Białystok) - pomocnik Jagiellonii przy stanie 1-3 zobaczył czerwoną kartkę, w konsekwencji dwóch żółtych, odbierając resztki nadziei swojej drużynie na korzystny wynik. W 59. minucie Góralski ostrym wślizgiem zaatakował Lukasza Haraslina i słusznie został wyrzucony z boiska.

kibice Lechii Gdańsk - ich drużyna prowadziła 3-1, miała rzut karny, a wtedy dali o sobie znać fani. Rzucili na murawę zapalniczkę, co na pewno będzie skutkowało dużą karą finansową dla klubu. Z kolei Drągowski utrzymywał, że chwilę później został czymś trafiony w rękę.

Hubert Wołąkiewicz (Cracovia) - "Pasy" miały większe posiadanie piłki niż Lech, ale to przeciwnicy byli groźniejsi pod bramką. Wołąkiewicz kilka razy był spóźniony przy swoich interwencjach, z czego gospodarze wykorzystali jedną sytuację, a konkretnie Maciej Gajos, strzelając gola na 2-1.

Jarosław Fojut (Pogoń Szczecin) - jego bezsensowny faul sprawił, że Ruch Chorzów dostał rzut karny. Na szczęścia dla Fojuta, nie wykorzystał go Mariusz Stępiński. Postawa stopera Pogoni wymaga jednak dużej poprawy, bo jeśli tak dalej pójdzie, szczecinianie będą mieć duże problemy w defensywie.

Jakub Słowik (Pogoń Szczecin) - sprokurował rzut karny i został ukarany czerwoną kartką. Gorszego występu nie mógł sobie wyobrazić, a to głównie przez jego nonszalancję Ruch wywiózł trzy punkty ze Szczecina. Po co łapał Mariusza Stępińskiego za koszulkę?

Paweł Oleksy (Ruch Chorzów) - najsłabszy punkt chorzowskiej defensywy. Tak było przed kilkoma dniami w meczu z Cracovią, tak było też w poniedziałek. Jeśli Oleksy znacząco nie poprawi formy, lada moment może wylecieć z wyjściowego składu "Niebieskich". W poniedziałek zawinił przy obu bramkach dla "Portowców".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama