Reklama

Reklama

Asy i Cieniasy

Asy i Cieniasy 25. kolejki Ekstraklasy

Termalica Bruk-Bet Nieciecza rozbiła Legię Warszawa 3-0, co stało się wydarzeniem 25. kolejki. My tradycyjnie wybieramy Asów i Cieniasów, choć tym razem nie mogliśmy wziąć pod uwagę piłkarzy czterech zespołów, bo spotkania Korony Kielce z Wisłą Kraków i Piasta Gliwice ze Śląskiem Wrocław zostały odwołane.

ASY:

Mateusz Szczepaniak (Podbeskidzie Bielsko-Biała) - pod koniec meczu z Górnikiem Łęczna strzelił gola i dał sygnał do ataku. Poza tym przez całe spotkanie cały czas skoncentrowany, nie schodzi poniżej pewnego, wysokiego poziomu.

Adam Mójta (Podbeskidzie Bielsko-Biała) - jego skuteczność zaskakuje. Choć jest lewym obrońcą, to znów strzelił gola. Od początku sezonu jest w świetnej formie i trener Robert Podoliński nie ma dylematu, na kogo postawić po tej stronie defensywy.

Filip Starzyński (Zagłębie Lubin) - czwarty mecz Starzyńskiego po powrocie do Polski i kolejne znakomite zawody. Zagłębie znalazło kurę znoszącą złote jajka, a jeśli tak dalej pójdzie, to można sobie wyobrazić, że lubinianie spróbują wykupić Starzyńskiego z Lokeren. Cena jest dość wysoka, bo 500 tys. euro, ale w tym przypadku warto głębiej sięgnąć do kieszeni.

Łukasz Janoszka (Zagłębie Lubin) - wraz ze Starzyńskim napędzają akcje Zagłębia. W 25. kolejce Janoszka gola nie strzelił, ale znów pokazywał się z bardzo dobrej strony. Nic dziwnego, że z ławki rezerwowych nie podnosi się Krzysztof Janus, który był rewelacją jesieni.

Martin Polaczek (Zagłębie Lubin) - bramkarz Zagłębia rozegrał dobre zawody. W końcówce wybronił kilka groźnych sytuacji, a przy takiej formie trudno spodziewać się, by miejsce między słupkami odzyskał były kapitan lubinian Konrad Forenc.

Grzegorz Sandomierski
(Cracovia) - co prawda Sandomierski puścił dwie bramki, ale kilka razy uratował też skórę kolegom. W drugiej połowie wygrał pojedynek sam na sam z Kamilem Mazkiem, a także wygarnął piłkę spod nóg szarżującego Łukasza Monety. Jest pewny, a duże zaufanie mają do niego koledzy.

Damian Dąbrowski (Cracovia) - defensywny pomocnik strzelił pierwszego gola w sezonie i trzeciego w karierze. Przez cały mecz dyktował tempo gry, imponował dojrzałością i zdecydowaniem. Po serii świetnych występów lada dzień powinien dostać telefon od Adama Nawałki.

Wojciech Kędziora (Termalica Bruk-Bet Nieciecza) - może nie prezentował się rewelacyjnie, ale pod koniec pierwszej połowy meczu z Legią pokazał prawdziwy instynkt snajpera. Poszedł za akcją wydawałoby się bez przyszłości, ale błąd popełnili Michał Pazdan i Arkadiusz Malarz, a Kędziora spokojnie trafił do siatki.

Patrik Miszak (Termalica Bruk-Bet Nieciecza) - to najlepszy transfer beniaminka. Miszak na tle naszpikowanej gwiazdami Legii dominował na boisku w Niecieczy i dobry występ zakończył golem. Jeśli w kolejnych meczach będzie prezentował się podobnie, Termalica może okazać się dla niego za mała.

Szymon Pawłowski (Lech Poznań) - strzelił gola w spotkaniu z Górnikiem Zabrze, a w dodatku występ przypłacił bolesną kontuzją. Złamał kość jarzmową i nie wiadomo, kiedy wróci na boisko. Dla Lecha to wielka strata, bo skrzydłowy napędza akcje poznaniaków.

Marcin Kamiński (Lech Poznań) - oaza spokoju. Ofensywa Górnika prezentowała się fatalnie, ale to nie tylko wina słabych stron graczy z Zabrza. Świetnie obroną Lecha dyrygował Marcin Kamiński, a w dodatku wyprowadzał piłki na bardzo wysokim poziomie.

Reklama

CIENIASY:

Dziugas Bartkus (Górnik Łęczna) - to, co zrobił bramkarz łęcznian przy drugim golu dla lubinian to kryminał. To już druga poważna wpadka Litwina w drugim meczu z rzędu i można spodziewać się, że lada dzień między słupki wróci Sergiusz Prusak. 

Arkadiusz Malarz (Legia Warszawa) - "Jeśli to komuś pomoże, to mogę powiedzieć, że wszystkie bramki to moja wina" - mówił po meczu z Termalicą bramkarz Legii. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że przy przynajmniej dwóch z nich Malarz zawinił. A to, co zrobił wspólnie z Michałem Pazdanem przy pierwszym golu, woła o pomstę do nieba.

Michał Pazdan (Legia Warszawa) - jeśli kapitan Legii ma być naszym podstawowym stoperem na Euro we Francji, to Adam Nawałka szybko musi poszukać jakiegoś planu B. W Niecieczy Pazdan zachowywał się jak dziecko we mgle. Pierwsza bramka dla gospodarzy, to wyraźny błąd obrońcy, ale w innych sytuacjach też był bardzo niepewny.

Paweł Oleksy (Ruch Chorzów) - defensywa Ruchu w spotkaniu z Cracovią wyglądała bardzo słabo, a Oleksy na lewej stronie wyczyniał cuda. Przynajmniej jedna z bramek obciąża jego konto. Fatalny występ.

Przemysław Frankowski (Jagiellonia Białystok) - po tym, co Frankowski pokazał w pierwszej połowie meczu z Pogonią Szczecin, trener Michał Probierz zdjął go z boiska. I wątpliwe, by szybko wrócił do składu, bo wiosną to cień zawodnika z jesieni.

Łukasz Zwoliński (Pogoń Szczecin) - sprawiał wrażenie, jakby przez całe spotkanie z Pogonią Szczecin się ukrywał. Zupełnie niewidoczny, a co za tym idzie, bezproduktywny. Powinien zejść z boiska już w przerwie.

Paweł Golański (Górnik Zabrze) - nie tak chciał się przywitać z Polską po przygodzie w Rumunii. Górnika jest na ostatnim miejscu w tabeli, a Golański nie pomaga, by defensywa wyglądała lepiej. Z Lechem zagrał bardzo słabo.

Sebastian Steblecki (Górnik Zabrze) - kilka lat temu wróżono mu reprezentacyjną karierę, ale w Holandii Steblecki się zagubił. Wrócił do Polski i choć pierwsze mecze wyszły mu całkiem nieźle, to w spotkaniu z Lechem zawiódł na całej linii. Trener Leszek Ojrzyński już w przerwie zdjął go z boiska.

Dowiedz się więcej na temat: asy i cieniasy | Ekstraklasa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje