Reklama

Reklama

Asy i Cieniasy

​Asy i Cieniasy 24. kolejki Ekstraklasy

W hicie kolejki Legia pokonała u siebie Cracovię, ale ciekawie działo się też na innych stadionach. Kto zasłużył na miano Asa, a kto Cieniasa 24. kolejki Ekstraklasy? Zagłosuj i weź udział w tradycyjnej zabawie Interii.

PKO Ekstraklasa - wyniki, tabela, strzelcy, terminarz

Asy:

Reklama

Walerian Gwilia (Legia)

Nie dość że zdobył bramkę na wagę zwycięstwa w meczu na szczycie, to jeszcze napędzał akcje Legii. Razem z Luquinhasem przypominają żywe srebra i zapewniają przewagę liderom PKO Ekstraklasy.

Aleksandar Vuković (Legia)

Na początku sezonu był wyśmiewany i gdyby klub nie popadł w tarapaty finansowe, pewnie straciłby posadę. Czas zadziałał na korzyść trenera. Jego Legia wyróżnia się grą, skutecznością. Zwłaszcza u siebie z gracją odprawia kolejnych rywali i nie przeszkadza jej brak najlepszego strzelca Jarosława Niezgody, sprzedanego do MLS.

Sasza Żivec (Zagłębie)

Kiler ze świeżo podbitą licencją - wiedział kiedy, gdzie i jak. Bez cienia kalkulacji, bez cienie litości.

Damjan Bohar (Zagłębie)

Po raz kolejny potwierdził miano czołowego skrzydłowego Ekstraklasy - kiedy on dogrywa w okolice piątego metra, można chwytać za korek od szampana.

Patryk Szysz (Zagłębie)

Kapitalny gol w derbach, to się będzie pamiętać dłużej niż sezon - tak strzelał kiedyś Ruud van Nistelrooy.

Ricardo Guima (ŁKS)

Zachował chłodną głowę w decydującym momencie - jego strzał z półwoleja na 1-1, w przedostatniej minucie meczu z Arką, żywcem wyrwany z futbolowych podręczników.

Flavio Paixao (Lechia)

Zdobył kolejną bramkę. Ma ich już 10 i został pierwszym piłkarzem Lechii od czasów Andrzeja Szarmacha, który w sześciu sezonach z rzędu może się pochwalić dwucyfrowym dorobkiem. Szarmach na ten wynik pracował od rozgrywek 1973/74 do 1978/79.

Petteri Forsell (Korona)

Ma świetny strzał z daleka. Bardzo dobrze uderzał z rzutów wolnych. Dwa razy po takich próbach piłka trafiła w poprzeczkę. Dodatkowo prawie każde natarcie Korony przechodziło przez niego. Przy akcji bramkowej miał asystę drugiego stopnia.

Vukan Savićević (Wisła K.)

Przesunięcie bliżej bramki przeciwnika wyraźnie mu służy. Przy pierwszym trafieniu dla "Białej Gwiazdy" nie dość, że Żukowowi pomógł w odebraniu piłki spod nóg Dominika Furmana, to jeszcze asystował przy bramce Lubomira Tupty. W drugiej połowie po faulu na nim Wisła zyskała rzut karny, który na bramkę zamienił Kuba Błaszczykowski.

Alan Uryga (Wisła P.)

W sierpniu 2017 r. krakowska Wisła pozbyła się go bez wahania i żalu. "Nic z niego nie będzie" - ogłosili ówcześni decydenci z Reymonta. Płocka Wisła uczyniła z niego stopera, bez którego trudno sobie dziś wyobrazić defensywę "Nafciarzy". Na dodatek w sobotę zapewnił im punkt piękną główką w doliczonym czasie i mógł zaśpiewać pod nosem do swego macierzystego klubu: "Wisełko, czy ci nie żal?".

Angel Garcia (Wisła P.)

Najgroźniejszy piłkarz Wisły. Jego rajdy siały spore zamieszania pod bramką krakowian. Kolejny dowód na to, że piłkarz z trzeciej ligi hiszpańskiej może robić różnicę w polskiej Ekstraklasie.

Igor Angulo (Górnik)

Po raz kolejny udowodnił, że jest duszą i sercem zespołu z Zabrza. Tym razem w największym stopniu przyczynił się do zwycięstwa Górnika nad Pogonią 3-1. Zdobył gola i zanotował asystę. Znów do końca będzie walczył o koronę króla strzelców polskiej ekstraklasy.

Cieniasy:

Tomasz Vestenicky (Cracovia)

Słowak zdrzemnął się w polu karnym. Miał pecha, bo zrobił to akurat w momencie, gdy Legia strzeliła gola na 1-0, a bramkę zdobył Domagoj Antolić, którego Tomasz miał pilnować. Nic dziwnego, że trener Michał Probierz od razu zdjął go w przerwie.

Israel Puerto (Śląsk)

Jak na kogoś, kto ma być filarem defensywy, zbyt często wcielał się w rolę sabotażysty - trzeci gol dla rywala to wstydliwy suwenir od niego.

Krzysztof Mączyński (Śląsk)

Były reprezentant Polski w środku pola miał przykryć czapką Filipa Starszyńskiego, a tymczasem zawsze był przynajmniej pół tempa za nim.

Filip Raiczević (Śląsk)

Łatwo dochodził do sytuacji strzeleckich, ale po niemal każdym jego uderzeniu piłka pojawiała się na radarach najbliższej wieży kontroli lotów.   

Oskar Zawada (Arka)

Wszedł na ostatnie pół godziny i... zrobił wszystko, by na kolejną szansę zaczekać przynajmniej do kalendarzowej wiosny. Wolny, niedokładny, zagubiony.

Maciej Dąbrowski (ŁKS)

Czarnoksiężnik autodestrukcji. Potrzebował tylko paru minut, by znokautować kolanem samego siebie. Można sto razy obejrzeć powtórkę, a i tak bez odpowiedzi pozostanie pytanie: "Jak on to zrobił?".

Erik Paczinda (Korona)

Trener Mirosław Smyła ustawił go na lewej obronie. Słowak nie poradził sobie na tej pozycji. Z przodu był kompletnie niewidoczny, a w defensywie popełniał błędy. Przy bramce Paixao przegrał z nim pojedynek główkowy.

Adnan Kovaczević (Korona)

Grał nieźle, ale czerwona kartka rzutuje na ocenę. Wyleciał z boiska w doliczonym czasie, faulując Paixao. Gdyby dał się minąć, Portugalczyk miałby przed sobą tylko bramkarza i obrońca Korony musiał ratować się przewinieniem.

David Niepsuj (Wisła K.)

Przegrać pojedynek główkowy to nic strasznego, każdemu się zdarza. Zależy jednak od konsekwencji. W jego wypadku były dość poważne - stracony gol na 2-2. Ogólnie ten mecz nie wyszedł mu tak dobrze jak wcześniejsze, o czym świadczy najsłabszy InstatIndex spośród wszystkich piłkarzy wyjściowych "Białej Gwiazdy".

Damian Rasak (Wisła P.)

Do Cieniasów trafia za słaby refleks. Chciał wybić piłkę, ale nie zdążył wstrzymać nogi, po tym jak uprzedził go w dojściu do futbolówki Vukan Savićević. W ten sposób Rasak spowodował rzut karny, po którym "Nafciarze" stracili drugiego gola.

Łukasz Żurek, Michał Białoński, Michał Przybycień

Dowiedz się więcej na temat: PKO Ekstraklasa | asy i cieniasy