Reklama

Reklama

Asy i Cieniasy

Asy i Cieniasy 14. kolejki piłkarskiej Ekstraklasy

Z trzech czołowych drużyn T-Mobile Ekstraklasy zwycięstwo w 14. kolejce odniosła tylko Legia Warszawa. Mistrzowie Polski, mimo że ich trener Henning Berg, wystawił w większości zmienników, pokonali przy Łazienkowskiej Ruch Chorzów 2-1.

To był trzeci mecz Waldemara Fornalika w roli szkoleniowca "Niebieskich" po powrocie na Cichą i trzecia porażka. Nie tak chyba wyobrażali sobie pracę byłego selekcjonera reprezentacji Polski włodarze Ruchu.

Spośród innych zespołów ze ścisłej czołówki Śląsk Wrocław, po bardzo dobrym meczu, zremisował u siebie z Lechem Poznań 1-1, natomiast Jagiellonia Białystok uległa na własnym boisku beniaminkowi PGE GKS-owi Bełchatów 0-1, kończąc serię czterech zwycięstw.

Oto, jak zwykle subiektywnie wybrani, najlepsi i najgorsi w 14. kolejce Ekstraklasy.

Asy

Antonio Czolak (Lechia Gdańsk)

Reklama

Był wyróżniającą się postacią piątkowego starcia Górnika Łęczna z Lechią. Napastnik gdańszczan kilka razy poważnie zagroził bramce rywala, a w 51. minucie dał prawdziwy popis. Samotnie poradził sobie z trzema piłkarzami Górnika, założył "siatkę" Maciejowi Szmatiukowi i zdobył bramkę na wagę remisu.

Maciej Gostomski (Lech Poznań)

Mariusz Pawełek fantastycznie spisywał się w bramce Śląska, a jego vis a vis Maciej Gostomski również pokazał, że zna swój bramkarski fach. Wspaniale zachował się zwłaszcza w dwóch sytuacjach - kiedy obronił strzał głową z kilku metrów Flavio Paixao i kiedy końcami palców dotknął piłkę po "bombie" Krzysztofa Ostrowskiego. Dzięki temu futbolówka nie wpadła do siatki, a odbiła się od poprzeczki. Przy straconym golu nie miał większych szans. 

Darko Jevtić (Lech Poznań)

Pomocnik Lech ośmieszył obronę Śląska już w 2. minucie spotkania. Szwajcar z serbskimi korzeniami ograł dwóch zawodników i strzałem w długi róg zmusił do kapitulacji Mariusza Pawełka. Bardzo aktywny, nie bał się brać ciężaru gry na siebie i mógł zakończyć swój występ z bogatszym dorobkiem strzeleckim, ale trafił na doskonale dysponowanego golkipera Śląska. Udany występ 21-letniego zawodnika, z którego Lech powinien mieć pociechę.  

Olivier Kapo (Korona Kielce)

Ryszard Tarasiewicz przywrócił go do piłkarskiego życia. Jest najgroźniejszym graczem Korony. Potrafi zagrać prostopadłą piłkę w pole karne (tak padł samobójczy gol Guzmicsa), a także samemu strzelić bramkę. To jego trafienie przesądziło losy meczu z Wisłą.

Mariusz Pawełek (Śląsk Wrocław)

Śląsk nie przegrał u siebie od 23 lutego i świetna passa trwa nadal. Twierdzy Wrocław nie zdobył Lech Poznań. Ogromna w tym zasługa Mariusza Pawełka, który przeciwko "Kolejorzowi" rozegrał znakomite spotkanie. Pawełek wielokrotnie ratował swój zespół w wydawałoby się beznadziejnych sytuacjach. Na dodatek zapoczątkował akcję, która zakończyła się golem dla Śląska. Bez wątpienia postać numer jeden hitu 14. kolejki Ekstraklasy, co docenili nasi użytkownicy dając mu wysoką ocenę - 4,7, czyli prawie doskonale.

Deniss Rakels (Cracovia)

"Pasy" odniosły piąte zwycięstwo w sezonie, a czwarte z rzędu na własnym boisku. Jedynego gola dla Cracovii w meczu z Zawiszą strzelił Rakels. To jego trzecie trafienie w lidze w obecnych rozgrywkach, tyle samo ma Marcin Budziński, który asystował Łotyszowi w niedzielę, i również zasłużył na pochwały.

Orlando Sa (Legia Warszawa)

Trener Legii Warszawa Henning Berg zaskoczył wystawiając głębokie rezerwy w meczu z Ruchem Chorzów. Nie przeszkodziło to jednak obrońcom tytułu w odniesieniu pewnego zwycięstwa, a jednym z najlepszych zawodników na boisku był Orlando Sa. Portugalczyk pewnie wykorzystał rzut karny i w kilku akcjach pokazał, że drzemią w nim spore możliwości.

Paweł Golański (Korona Kielce) 

Jak na kapitana przystało, poprowadził zespół do ważnego zwycięstwa nad Wisłą. Był nie do przejścia w obronie, a jego podania z rzutów wolnych i rożnych siały zamęt w szeregach wiślaków.

Kornel Osyra (Piast Gliwice)

Mało jest w Polsce obrońców, którzy potrafią wyprowadzić akcję swojego zespołu. Osyra w meczu Podbeskidziem udowodnił, że może dołączyć do tego elitarnego grona. Młody obrońca Piasta zaliczył dwie asysty. Pierwsza z nich to długie, dokładne podanie do Kamila Wilczka. Druga to zgranie głową do Heberta. Co więcej, Osyra nie pozwolił rozwinąć skrzydeł Robertowi Demjanowi.

Michał Mak (PGE GKS Bełchatów)

Po urazie Mak wraca do wysokiej dyspozycji. W meczu z Jagiellonią znowu był zawodnikiem napędzającym ataki bełchatowian. Szarże na lewym skrzydle kończył groźnymi strzałami.
 

Cieniasy

Paulus Arajuuri (Lech Poznań)

- Odbyłem długą rozmowę w cztery oczy z Paulusem Arajuurim, przekonywał mnie, że musi dostać szansę, więc ją dostał. I wykorzystał - tak mówił trener Lecha Poznań Maciej Skorża po meczu z Jagiellonią Białystok w Pucharze Polski. Ciekawe, czy po spotkaniu ze Śląskiem szkoleniowiec "Kolejorza" jest tego samego zdania. To po błędzie Arajuuriego wrocławianie doprowadzili do remisu. Fiński obrońca chciał wybić piłkę z własnego pola karnego, ale zagrał wprost do Mateusza Machaja, który z prezentu skorzystał.

Błażej Augustyn (Górnik Zabrze)

Dwukrotnie bliski zdobycia gola, gdy główkował po stałych fragmentach gry. Nieco słabiej grał we własnym polu karnym, a na nominację do Cieniasa zasłużył niezwykle brutalnym faulem, po którym został ukarany czerwoną kartką i osłabił drużynę. Nic go nie tłumaczy - faulował dlatego, że stracił piłkę po fatalnym przyjęciu.

Łukasz Burliga (Wisła Kraków)

Cóż z tego, że zdobył dla Wisły gola na 1-1, jak przez lekkomyślny faul wyleciał z boiska i osłabił zespół nie tylko w Kielcach, ale też w dwóch kolejnych spotkaniach. Sam złapał się za głowę, może to pomoże.

Rafał Kosznik (Górnik Zabrze)

Przed tygodniem był najlepszym piłkarzem Górnika, a teraz najgorszym. Jego fatalny kiks przy próbie wybicia piłki kosztował zabrzan utratę gola i dwóch punktów. W drugiej połowie też się machnął, lecz już bez takich konsekwencji. W wielu innych sytuacjach spóźniony i niepewny. Sporą zagadką jest fakt, dlaczego dotrwał na murawie do ostatniego gwizdka.

Patrik Mraz (Górnik Łęczna)

Trafia do Cieniasów, mimo że w meczu z Lechią Gdańsk zdobył bramkę. Potępiamy jednak jego zachowanie z końcówki meczu, gdy brutalnym wślizgiem zaatakował Macieja Makuszewskiego, za co słusznie wyleciał z boiska. Pomocnik Lechii z kontuzją stawu skokowego musiał opuścić boisko.

Marek Szyndrowski (Ruch Chorzów)

Na rozgrzewce przed meczem z Legią kontuzji doznał Marcin Malinowski. W podstawowym składzie zastąpił go Marek Szyndrowski i, jak się okazało, skończyło się to źle dla "Niebieskich". Szyndrowski fatalnie spisywał się w defensywie. Jego konto obciążają oba stracone gole. Sprokurował rzut karny, kiedy dał się ograć młokosowi Mateuszowi Szwochowi. Nie zdążył też do Marka Saganowskiego, który wyłożył piłkę Adamowi Ryczkowskiemu, a z ten z bliska nie mógł nie trafić do pustej bramki. Takie błędy nie przystoją temu doświadczonemu zawodnikowi. Waldemar Fornalik chyba będzie musiał z nim przeprowadzić męską rozmowę.

Michal Peszković (Podbeskidzie Bielsko-Biała)

Bramkarz "Górali" musi zapisać drugiego gola dla Piasta na swoim koncie. Peszković między rękami przepuścił strzał Wasiljewa z około 30 metrów.

Wahan Geworgian (Zawisza Bydgoszcz)

Mecz w Krakowie dobitnie pokazał, dlaczego Zawisza jest na ostatnim miejscu w tabeli. Może i podopieczni Mariusza Rumaka mieli chęci, aby pokonać Cracovię, ale zabrakło pomysłu na grę i skuteczności. Geworgian już na początku meczu przy Kałuży powinien dać prowadzanie gościom strzelając z kilku metrów, ale lepszy okazał się bramkarz Krzysztof Pilarz. I tak było do końca.

Zobacz wyniki, terminarz i tabelę T-Mobile Ekstraklasy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje