Reklama

Reklama

Asy i Cieniasy

Asy i Cieniasy 12. kolejki Lotto Ekstraklasy

Lechia Gdańsk została liderem Lotto Ekstraklasy po 12. kolejce. Awans dało jej zwycięstwo z Zagłębiem z Lubinie, gdzie obie bramki dla gdańszczan wypracował Rafał Wolski. Jest mocnym kandydatem do miana Asa kolejki, ale jest w kim wybierać. Podobnie jest w przypadku Cieniasów. Głosujcie!

Ranking piłkarzy Ekstraklasy - sprawdź!

ASY:

Reklama

Jakub Wójcicki (Cracovia)

Od początku sezonu imponuje stabilnością. W spotkaniu z Wisłą Płock zachował czujność i po rzucie rożnym strzelił jedynego gola. To jego pierwsze trafienie w tym sezonie - cenniejsze tym bardziej, że dało Cracovii zwycięstwo.

Seweryn Kiełpin (Wisła Płock)

Gdyby nie jego doskonałe interwencje, Wisła przegrałaby w Krakowie znacznie wyżej. Jedyny piłkarz płocczan, który stanął na wysokości zadania.

Rafał Murawski (Pogoń Szczecin)

Jeszcze raz potwierdził, co znaczy słowo "kapitan". Strzelił gola, który rozstrzygnął losy meczu z Legią Warszawa.

Adam Frączczak (Pogoń Szczecin)

Uniwersalny żołnierz. Trener Kazimierz Moskal tylko może się cieszyć, że ma w zespole piłkarza, który potrafi zagrać na niemal każdej pozycji. W meczu z Legią wystąpił jako napastnik i znów spisał się doskonale - strzelił dwa gole.

Miroslav Radović (Legia Warszawa)

Najjaśniejszy punkt Legii Warszawa w starciu z Pogonią Szczecin. Chyba jako jedyny nie był myślami przy wtorkowym meczu z Realem Madryt. Zdobył dwie bramki, ale to było zbyt mało, by tego dnia pokonać "Portowców".

Radosław Murawski (Piast Gliwice)

Ciągle robi postępy. Potrafi się dodatkowo mobilizować na ważne mecze, a takim było derbowe starcie z Ruchem Chorzów. Murawski zagrał dobrze, a niemal każda akcja gospodarzy zaczynała się od niego. Dużo pracował też w defensywie.

Darko Jevtić (Lech Poznań)

Najlepszy piłkarz Lecha w starciu z Wisłą Kraków. Biegał za trzech, dokładnie zagrywał i próbował strzałów. W 70. minucie pięknym uderzeniem pokonał Łukasza Załuskę. Mógł mieć na koncie dwie bramki, ale innym razem trafił w poprzeczkę. Bardzo solidne zawody.

Patryk Małecki (Wisła Kraków)

Po raz kolejny był motorem napędowym Wisły Kraków. "Biała Gwiazda" zajmuje ostatnie miejsce w tabeli, ale jej gra wygląda coraz lepiej. Duża w tym zasługa Małeckiego, który nie przestaje pracować przez 90 minut.

Krzysztof Mączyński (Wisła Kraków)

Wraca do reprezentacyjnej formy po kontuzji. W meczach kadry z Danią (3-2) i Armenią (2-1) nie zagrał, a to chyba go trochę poddenerwowało. W Poznaniu każda piłka przechodziła przez niego. Pracował na całej szerokości boiska i próbował strzałów. Lider środka pola.

Konrad Jałocha (Arka Gdynia)

Najlepszy piłkarz beniaminka w starciu z Górnikiem Łęczna. W kilku sytuacjach zachował się doskonale, a tylko dzięki niemu gdynianie wywieźli z Lublina punkt. Gdy trzeba było, bronił nawet... twarzą, a na chwilę stracił przytomność, by później wrócić do gry. Interwencje, którymi zatrzymał piłkę po strzałach Danielewicza i Pitrego, to klasa światowa!

Rafał Wolski (Lechia Gdańsk)

W końcu zagrał na miarę oczekiwań. Po przyjściu do Gdańska z Wisły Kraków głównie rozczarowywał i nie pokazywał tych walorów, którymi imponował pod Wawelem. W starciu z Zagłębiem Lubin w końcu zaskoczył, zanotował dwie asysty i gdańszczanie pokonali rywala. Dzięki temu zostali też nowym liderem Ekstraklasy.  

Lubosz Kamenar (Śląsk Wrocław)

Słowak w 12. kolejce debiutował między słupkami Śląska Wrocław. Kamenar zaliczył naprawdę dobre spotkanie. Zwłaszcza w pierwszej połowie kilkukrotnie popisywał się dobrymi interwencjami, ratując drużynę od straty gola.

CIENIASY:

Dominik Furman (Wisła Płock)

Miał być liderem środka pola i toczyć zażarte boje z reprezentantem Polski Damianem Dąbrowskim. W Krakowie to jednak tylko ten drugi zaprezentował się dobrze. Furman rozczarowywał do tego stopnia, że nawet nie trafił z rzutu karnego. Słaby występ.

Piotr Malarczyk (Cracovia)

Prezes Cracovii Janusz Filipiak mówi o nim, że to piłkarz, który "jest ponad tę ligę". Te słowa wypowiedział chyba za wcześnie, bo w spotkaniu z Wisłą Płock Malarczyk był najsłabszym zawodnikiem w zespole Jacka Zielińskiego. Spowodował rzut karny, a kilka razy zagrywał piłkę pod nogi rywali.

Jakub Rzeźniczak (Legia Warszawa)

Wrócił do składu Legii, ale znów zaprezentował się słabo. Zawinił przy dwóch bramkach. Jest zbyt wolno, ma problemy ze zwrotnością. Chyba jeszcze trochę potrwa, by wrócił do pełni formy. Jeśli wcześniej trener Jacek Magiera nie posadzi go na ławce.

Jakub Czerwiński (Legia Warszawa)

Wrócił do Szczecina po kilku miesiącach, ale nie był to najlepszy powrót. Wciąż nie potrafi odnaleźć się w Warszawie. Nie może wrócić do dyspozycji, jaką zachwycał w Pogoni. Niepewny, niedokładny, często spóźniony.

Kamil Lech (Ruch Chorzów)

Nazwisko zobowiązuje, ale młodemu Kamilowi Lechowi dużo brakuje do umiejętności ojca Piotra Lecha. Zawinił przy pierwszym golu dla Piasta. Przy drugim bez szans, ale często brakowało mu pewności i zdecydowania na przedpolu.

Javier Hernandez (Górnik Łęczna)

Nie trafił do bramki z czterech metrów, a już samo to dyskwalifikuje go jako napastnika. Powinien spisać się lepiej, a gdyby strzelił gola, łęcznianie pokonaliby Arkę i przesunęli się w tabeli. Dominowali, ale byli bardzo nieskuteczni. Tak jak Javier Hernandez.

Aleksander Komor (Górnik Łęczna)

Jego ojciec Grzegorz w barwach Motoru Lublin regularnie grał w Ekstraklasie i był jednym z wyróżniających się obrońców. Aleksander chce pójść w jego ślady, ale przed nim jeszcze daleka droga. W spotkaniu z Arką często się mylił, gubił krycie, a pod bramką rywali zachowywał się jak stoper, a nie ofensywny boczny obrońca. Dużo nauki przed nim.

Mateusz Szwoch (Arka Gdynia)

Jeden z najsłabszych na boisku. Miał dyrygować kolegami, a był niewidoczny. Poza jednym strzałem, nie pokazał niczego, co można zapamiętać. Dał się zdominować pomocnik Górnika w środku pola. Na dodatek, z pięciu metrów nie trafił do bramki.

Adrian Rakowski (Zagłębie Lubin)

Nie wykonywał założeń taktycznych trenera Piotra Stokowca, przez co jeszcze w pierwszej połowie zszedł z boiska. Wcześniej bardzo słaby.

Łukasz Burliga (Jagiellonia Białystok)

Trudno myśleć o strzelaniu goli i wygrywaniu meczów jeśli marnuje się takie okazje, jak piłkarz "Jagi" w końcówce pierwszej połowy meczu z Termalicą. Burliga dostał piłkę na czwarty metr i wystarczyło tylko trącić ją głową do bramki. Tymczasem zamiast główkować, dał się futbolówce spoliczkować. "Nie wyszło, nie ma dla mnie żadnego usprawiedliwienia" - przyznał.

Jakub Arak (Ruch Chorzów)

Wszedł na ostatni kwadrans derbów Śląska z Piastem, przy stanie 1-1. To on poślizgnął się i nie upilnował Aleksandara Sedlara przy rzucie rożnym i tak padł drugi gol dla gliwiczan.

Jakub Tosik (Zagłębie Lubin)

Spotkanie z Lechią szczególnie mu nie wyszło. Nie dość, że po jego stracie groźną kontrę wyprowadził Sławomir Peszko, to jeszcze zarobił czerwoną kartkę w końcówce spotkania. Ma się po czym rehabilitować.

Siergiej Pyłypczuk (Korona Kielce)

Napastnik w meczu ze Śląskiem miał kilka dogodnych sytuacja, ale za każdym razem fatalnie kiksował. Przez jego faul w 70. minucie meczu, rywal wywalczył sobie rzut wolny, po którym padł pierwszy gol dla gości. 

Maciej Sadlok (Wisła Kraków)

Co prawda obrońca Wisły zaliczył asystę przy golu Pawła Brożka, ale to w głównej mierze przez niego "Biała Gwiazda" musiała odrabiać straty. Sadlok popełnił błąd w obronie i stracił piłkę na rzecz Darko Jevticia, który pewnie pokonał Łukasza Załuskę.

Łukasz Szpyrka, Adrianna Kmak, MiBi, Mirosz

Wyniki, terminarz, strzelcy, gole po 12. kolejce Ekstraklasy

Dowiedz się więcej na temat: asy i cieniasy | Ekstraklasa