Reklama

Reklama

Dorna: Są w Polsce miejsca, gdzie dzieci jeżdżą na trening rowerem

Jak spowodować, by piłka znów trafiła pod strzechę, wobec wymierającego zjawiska - zanikających piłkarskich podwórek - zastanawia się w rozmowie z Interią p.o. dyrektora sportowego PZPN Marcin Dorna.

Interia od początku roku podjęła akcję Akademia Młodego Piłkarza. Nam nie jest wszystko jedno, jak szkoli się piłkarską młodzież w Polsce.

- Szukamy ciągle następców Pawła Dawidowicza, czy Przemka Frankowskiego, dziś jest jednak trudniej. Gdyby pan ich zapytał, gdzie nauczyli się techniki, odpowiedzieliby, że na podwórku. Te podwórka właściwie zniknęły i to jest problem - rozkłada ręce były trener młodzieży Lechii, odkrywca talentu Dawidowicza, dziś skaut Górnika Zabrze Roman Kaczorek. Co się stało i jak temu zaradzić, zastanawialiśmy się w rozmowie ze świeżo mianowanym p.o. dyrektora sportowego PZPN Marcinem Dorną. Swoje zdanie ma w temacie także wiceprezydent UEFA Zbigniew Boniek.

Reklama

Michał Białoński, Interia: Trenerzy młodzieży utyskują na to, że z procesu szkoleniowego coraz bardziej znika podwórko, na którym młodzi piłkarze doskonalili technikę i spędzali nawet więcej czasu niż na treningach. Jak temu zaradzić?

Marcin Dorna, p.o. dyrektora sportowego PZPN-u: Faktycznie, dzieci spontanicznie biegających za piłką na podwórku jest coraz mniej, ale nie twierdziłbym, że tego zjawiska już w ogóle nie ma. W mniejszym stopniu, ale występuje. Są regiony w Polsce, gdzie dzieci organizują się same i uprawiają piłkę na podwórku. Niestety, jest ich coraz mniej. Musimy się z tym pogodzić, nauczyć się z tym radzić. Szukać alternatywnych mechanizmów, które przywrócą tę aktywność albo przekierują ją na zorganizowane treningi. Mamy powiedzenie - "jeszcze są w Polsce miejsca, gdzie dzieci na trening przyjeżdżają rowerem".

Czyli nie zawsze podrzucają je rodzice mitycznym już mercedesem?

- Dokładnie. Podwórko było i jest kapitalnym środowiskiem rozwojowy. Oto spotykała się grupa dzieci, które muszą się wykazać inicjatywą: podzielić się na dwie, w miarę wyrównane, drużyny, rywalizować, w razie potrzeby zmieniać składy. Ono uczy samodzielności, podejmowania decyzji, wyznaczania sobie celów, co dzisiaj, trochę alternatywnie, musimy robić sami, by pomóc tym najmłodszym.

Podam przykład. Jesteśmy na zgrupowaniu preselekcyjnym w ramach Letniej Akademii Młodych Orłów. Obserwujemy zajęcia, zawodnicy przed treningiem mają kilka chwil dla siebie. Tak sobie myślę, że gdyby się to działo wcześniej, to oni w oka mgnieniu ustawiliby bramki z plecaków, tyczek, podzielili się na dwa zespoły i grali! Dzisiaj czekają na gotowe rozwiązania, które podpowiedzą im dorośli.

CZYTAJ TEŻ: Anglia zrobiła to już w 2006 r. PZPN likwiduje tabele wśród najmłodszych

Mam jednak wrażenie, że nawet pod tym względem jesteśmy coraz bardziej świadomi. Chcemy młodym zawodnikom dać bardziej wędkę niż rybę. Wyposażyć ich w narzędzia samodzielności, temu też służy praca w klubach.

Czy oprócz projektów, które już kilka lat temu wprowadziliście, jak Letnia Akademia Młodych Orłów, Mobilna AMO, myślicie np. o centrach szkoleniowych, które w siatkówce na niskim szczeblu pomagają wyławiać największe talenty? PZPS często inspiruje szkoły do tworzenia Szkolnych Klubów Sportowych dla utalentowanych młodych siatkarzy.

- To zadanie stoi przed nami wszystkimi. Mam na myśli upowszechnienie sportu, podniesienie kultury fizycznej na wyższy poziom. W społeczeństwie to zjawisko obserwujemy, przecież coraz więcej ludzi uprawia bieganie. Oczywiście chcemy też zwiększyć liczbę ludzi uprawiających piłkę nożną. Za każdym razem to można potraktować jako spore wyzwanie. Podobnie jak wskazanie tym najzdolniejszym drogi rozwoju. To zadanie stojące zarówno przed federacją, jak i klubami. Mam wrażenie, że departamenty skautingu, czy upowszechniania piłki nożnej rozwijają się w poszczególnych klubach.

Czyli piłka znów trafi pod strzechę?

- Dokładnie, dociera się do coraz większej rzeszy młodych ludzi. W sposób świadomy. Nie chcę mówić o selekcji, bo to jest złe słowo na tym poziomie. Bardziej bym mówił o naborze  zawodników do procesu treningowego. Nie wydarzy się to tak jak kiedyś, że przejdziemy się przez podwórka i zobaczymy, którzy zawodnicy się wyróżniają na tle rówieśników, prezentują potencjał ruchowy pozwalający na rozwój na najwyższy poziom i ich wskażemy. Musimy jednak znaleźć takie mechanizmy, które pozwolą nam takich zawodników wyławiać.

Jakie?

- Niewątpliwie regularne zajęcia z wychowania fizycznego, generalnie na poziomie klas 1-3, we wszystkich szkołach, byłyby dużym wsparciem. Musimy stworzyć środowisko rozwojowe dla najmłodszych po to, żeby oni mogli się rozwijać, abyśmy w przyszłości na najwyższym poziomie mogli oglądać zawodników najbardziej utalentowanych.

Nie ukrywajmy, że świat piłkarskich podwórek znika. Życie nie znosi próżni. W ich miejsce zajmują np. takie rozwiązania jak gra swobodna czy gra kreatywna podczas treningu. Zawodnicy sami sobie dobierają składy. Chcemy ich bardziej nauczyć organizacji procesu treningowego, czy gry, a nie tylko dawać im gotowe rozwiązania i ustalenia. Na jednym ze zgrupowań z najmłodszymi zawodnikami ostatnie 15-20 minut zostawiamy im na pracę nad tym, co sami uważają jako swój atut, ewentualnie deficyt. Oczywiście, patrzymy na to, w jaki sposób to wykonują. Czy stają bezradnie na środku i nie wiedzą co ze sobą zrobić, czy podejmują jakieś działania, które wiemy, że po powrocie do klubów, domów, czy samodzielnej aktywności byłyby wdrażane.

Nowy dyrektor Szkoły Trenerów PZPN Paweł Grycmann od lat przywiązuje sporą wagę do intensyfikowania treningów już wśród najmłodszych. W porównaniu do zachodnich modeli te nasze zdają się odstawiać. Poprawa tego elementu może pomóc w szkoleniu?

- Mam też okazję konfrontować to, co robimy ze szkoleniem na Zachodzie. Nie tylko poprzez mecze, ale też obserwację tamtejszych procesów treningowych. Poprawa intensywności to oczywiście obszar, w którym również musimy się rozwijać. Musimy intensyfikować same zajęcia, ale przede wszystkim mecze. Regularne rozgrywki są również dla nas impulsem. Mamy zaplanowany szereg działań, aby one były bardziej intensywne już od najmłodszej grupy wiekowej. 

Chodzi o to, aby aktywność i wysiłek, jaki zawodnicy wkładają w grę, były większe. Aby byli zachęcani przez trenerów do podejmowania ryzyka na boisku, a nie w drugą stronę, czasem tworzone są zadania, które ryzyko i intensywność ograniczają. Takie narzędzia, które będą zwiększały intensywność gry, mamy przygotowane do wdrożenia zarówno w rozgrywkach najmłodszych, jak i trochę starszych. Już w Centralnej Lidze Juniorów chcielibyśmy widzieć zespoły, które będą wykonywać duży wysiłek objętościowo, ale też jakościowo - będzie wiele sprintów itd. Takie zadania można wykonywać dzięki regularnej grze w obronie wysokiej, podejmowaniu prób odbioru piłki, a nie tylko czekaniu na przeciwnika.

Słowem kluczowym, które ostatnio bardzo często się pojawia, to "proaktywność" w grze. Ona zmusza do wysiłku, działań. One rozwijają zawodnika w obszarze umiejętności i fizyczności również. 

Rozmawiał: Michał Białoński, Interia 



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL