Reklama

Reklama

Akademia Młodego Piłkarza. Mateusz Kurt z Bayeru Leverkusen o różnicach w szkoleniu w Niemczech i w Polsce

- Często bywam w Polsce na różnych obozach piłkarskich, wykładach, prowadzę też różne treningi. Widzę, że dzieci w Polsce nie są tak dobrze rozwinięte pod względem treningu motorycznego, siłowego, mają różne braki mięśniowe, przykurcze. Są przez to narażone na różne kontuzje. Z takimi brakami nie można osiągnąć maksymalnego rozwoju. Nawet na treningu dzieci nie mogą dawać z siebie stu procent - mówi w rozmowie z Interią Mateusz Kurt, trener przygotowania motorycznego w Akademii Bayeru Leverkusen.

Filozofia i szkolenie Akademii Bayeru Leverkusen. Przeczytaj pierwszą część wywiadu z Mateuszem Kurtem

Reklama

Wojciech Górski, Interia: W Polsce dużo mówi się o problemie przejścia zawodnika z wieku juniora do seniora. W Ekstraklasie obowiązuje nawet przepis o obowiązku gry młodzieżowca. Jak wygląda ten temat w Niemczech?

Mateusz Kurt, trener przygotowania motorycznego Akademii Bayeru Leverkusen: - Droga z akademii do pierwszego zespołu jest bardzo długa i bardzo ciężka. Trzeba mieć w niej szczęście, bo naprawdę nie jest to proste zadanie. Cenię za to Leverkusen, że co jakiś czas talenty z akademii trafiają do pierwszego zespołu i potrafią się w nim przebić. 

Co roku około 1-3 zawodników z drużyny U19 podpisuje kontrakt z pierwszym zespołem. Jeżeli jednak nie mają perspektyw na regularną grę w pierwszym zespole, są wypożyczani do innych drużyn np. do 2. Bundesligi lub do pierwszych lig w Austrii, Szwajcarii, Holandii, czy Belgii. Chodzi o to, by się ograli, złapali doświadczenie na poziomie seniorskim. Po powrocie do Leverkusen próbują swoich sił ponownie w pierwszym zespole Bayeru. Reszta zawodników z U19, którzy nie przebiją się do pierwszego zespołu, podpisuje kontrakty z innymi zespołami, najczęściej na poziomie 2. lub 3. Bundesligi.

Rewelacyjny Florian Wirtz w maju skończy 18 lat, a tylko w tym sezonie zdobył już siedem bramek dla Bayeru. Jak dobrać obciążenia dla takiego zawodnika?

- Florian Wirtz, czy Kai Havertz, który odszedł z Bayeru do Chelsea, to wyjątkowe talenty. Z naszej akademii udało im się przebić do pierwszego zespołu. Rozwinęli się w sposób niezwykły, szybko zaaklimatyzowali się w pierwszej drużynie. Tak wyjątkowi piłkarze zdarzają się raz na kilka lat. Trzeba przyznać, że obciążenia nakładane na takich zawodników są bardzo duże. Dlatego treningi w akademii, w drużynie U19, czy w pierwszym zespole muszą być dobierane bardzo starannie. 

Jak wielu zawodników zaczynających przygodę z piłką w akademii Bayeru zostaje w przyszłości profesjonalnymi piłkarzami?

- W akademii Bayeru mieliśmy kilkunastu zawodników, którzy przeszli przez wszystkie szczeble szkolenia i zostali profesjonalnymi zawodnikami pierwszego zespołu Bayeru.

A jak liczne są grupy treningowe w poszczególnych kategoriach wiekowych?

- W młodszych grupach jest to około 10-12 osób, w starszych - około 22-24 osób. W każdej kategorii wiekowej do lat 15 jest tylko jedna drużyna, natomiast w kategoriach wiekowych U17 i U19 grają dwa roczniki (młodszy i starszy) w jednej drużynie.

Jako trener z Polski na pewno masz porównanie, jak wygląda szkolenie w naszym kraju, a jak w Niemczech. Jest coś takiego, co ciebie uderza, co stanowi największą różnicę w szkoleniu w obu państwach?

- To temat na który dużo dyskutowałem z trenerami - w Polsce i w Niemczech. Na pewno w Niemczech dużo lepiej funkcjonuje skauting. Zwraca się też większą uwagę na rozwój zawodnika, a nie na wyniki. Oprócz tego, w Niemczech jest znacznie lepsze wychowanie techniczne, taktyczne, co bierze się z dużo bardziej indywidualnego podejścia do zawodnika w najmłodszych kategoriach wiekowych.

Najbardziej w polskim szkoleniu zraża mnie obecność zbyt wielu prywatnych akademii, które biorą udział w ligach młodzieżowych. W Niemczech tego nie ma. Tutaj w rozgrywkach ligowych biorą udział kluby, a nie prywatne akademie. W Niemczech szkółki piłkarskie traktuje się jako miejsce do dodatkowych treningów, oferujących dodatkowe treningi indywidualne, czy grupowe. Jest to jednak coś dodatkowego, poza rozgrywkami, poza zajęciami w klubie. W tym widzę największą różnicę. W Polsce jest duża walka między trenerami, klubami, akademiami - każdy chce zarobić jak najwięcej pieniędzy. Każdy chce zachować jak najwięcej zawodników, przytrzymać ich jak najdłużej, a nie oddawać do topowych klubów w Polsce. 

To główny zarzut względem dużej liczby prywatnych szkółek?

- Przytrzymywanie zawodników to pierwsza rzecz. Druga rzecz, to fakt, że szkółka - nazwijmy ją ABC - nigdy nie będzie grać w Ekstraklasie. Zawodnik z takiej akademii powinien iść do akademii i klubu z  Ekstraklasy. Gdzieś, gdzie zapewni się zawodnikowi rozwój, ale też wytyczy drogę do pierwszego zespołu. To tam powinno się zapewniać graczowi rozwój pod każdym kątem - techniki, taktyki i indywidualnego podejścia do zawodnika.

Na czym polega bardziej zindywidualizowane podejście do zawodnika w niemieckich drużynach młodzieżowych?

- Od dłuższego czasu w Niemczech kładzie się bardzo duży nacisk na indywidualne przygotowanie techniczne, także pod kątem przygotowania motorycznego. Z mojego punktu widzenia - gdy prowadzę treningi indywidualne lub grupowe - widzę dużą różnicę między zawodnikami szkolonymi w Niemczech oraz tymi szkolonymi w Polsce. Często bywam w Polsce na różnych obozach piłkarskich wykładach, prowadzę też różne treningi. Widzę, że dzieci w Polsce nie są tak dobrze rozwinięte pod względem treningu motorycznego, siłowego, mają różne braki mięśniowe, przykurcze. Są przez to narażone na różne kontuzje. Z takimi brakami nie można osiągnąć maksymalnego rozwoju. Nawet na treningu dzieci nie mogą dawać z siebie stu procent, bo mają właśnie różne blokady w organizmie. Pod tym kątem widać naprawdę duże różnice.

Tak samo zauważyłem po rozmowach z wieloma trenerami, że akademie w Niemczech szukają zawodników, selekcjonują takich, którzy są szybcy, dynamiczni, dobrze zbudowani. Ale oprócz tego muszą być dobrze wychowani taktycznie i przede wszystkim - technicznie. To atuty, które są doceniane w całej Europie. 

Z czego mogą wynikać braki, które zauważasz u polskich zawodników? To kwestia złego treningu, braku odpowiedniej wiedzy u trenerów?

- Ciężko powiedzieć, nie chcę porównywać trenerów, ani ich krytykować. Ważne jest to, by trener wiedział, jakie elementy dorzucić do treningu.  Czasami jest tak - nie tylko w Polsce, ale wszędzie, w Niemczech też - że zawodnicy w wieku 14 lat nie umieją prawidłowo wykonać prostych ćwiczeń. Te braki, zwłaszcza w koordynacji ruchowej, powinno się wyeliminować znacznie wcześniej. Pracować nad elastycznością, wykorzystywać różne gry i zabawy w treningu. Chodzi o to, by dzieci się bawiły, ale i rozwijały swoją koordynację. Wówczas cały organizm jest bardziej odporny na różne kontuzje, łatwiej mu też dostosować się do cięższych obciążeń na wyższym poziomie. W Polsce brakuje tego, by dzieci były lepiej rozwinięte motorycznie i siłowo, gdy porównamy je z piłką europejską.

Podstawy rozwoju motorycznego zdobywa się przede wszystkim na etapie gier i zabaw od U8 do U12? Czy braki z tego okresu można nadrobić później?

- Czym szybciej nabędzie się pewne umiejętności, tym lepiej. Na każdym etapie trzeba umieć dostosować obciążenia. Gdy prowadzę zajęcia z zawodnikami grup do 15. roku życia, skupiam się na ćwiczeniach wykorzystujących wyłącznie wagę ciała. Bez ciężarów, w formie różnych prostych ćwiczeń. U dzieci w wieku 8-12 lat można stosować różne zabawy, jak wspinaczki, tory przeszkód, by pobudzić je do ruchu. Wiele fajnych, rozwijających ćwiczeń można wykorzystać nawet w czasie rozgrzewki przed treningiem. To proste ćwiczenia, które można wprowadzać w bardzo młodym wieku. Zwracam na to bardzo mocno uwagę i polecam każdemu z kim współpracuję.

Im szybciej zaczniesz pracę we właściwy sposób, tym będziesz szybszy, mocniejszy, mniej narażony na kontuzje. To zależy już od trenera, jak trening ułoży, jak zaplanuje. Nie chcę oceniać lub krytykować trenerów, ale każde działanie przynosi jakieś owoce. Jakiś cel musi być zrealizowany. Zawodnik od U15 powinien być już mocny, szybki, dynamiczny, coraz mniej narażony na kontuzje. To cel, który ja sobie indywidualnie stawiam.

Jak w ogóle w Niemczech postrzega się piłkarzy, którzy przyjeżdżają z Polski? Robert Lewandowski na pewno zrobił naszym rodakom świetną reklamę, a mimo tego w Bundeslidze nie ma tak wielu Polaków, jak choćby Austriaków.

- To ciężki temat. Tak jak wspominaliśmy, aby przejść do akademii klubu Bundesligi, zawodnik musi być przygotowany pod każdym kątem - sportowym, mentalnym i świadomości, tego czego chce. Jeżeli zawodnik ma nastawienie mentalne na wysokim poziomie, to przyda mu się to na Zachodzie - może automatycznie trenować na wysokim poziomie. Zawodnicy z Polski wyjeżdżający na Zachód, często nie są mentalni przygotowani na wyjazd zagraniczny. Nie są też przygotowani motorycznie oraz fizycznie. To sprawia, że podczas kariery się gubią.

Niestety jest wiele przykładów, że tak to wygląda. Osobiście nie polecam zawodnikom zagranicznych wyjazdów w wieku 12-13 lat. Zawodnik jest bardziej gotowy na zmianę klubu w wieku 15-17 lat. Jest wówczas bardziej świadomy, ma cel w jakim kierunku podąża. Szybsze wyjazdy są po prostu niepotrzebne. Dzieci nie rozwijają się dobrze mentalnie, mają różne blokady i chcą wracać do domu.

Dowiedz się więcej na temat: Mateusz Kurt | Bayer Leverkusen