Reklama

Reklama

Puchar Polski. Mecz Lech Poznań - Arka Gdynia przejdzie do historii?

Lech Poznań czy Arka Gdynia? Już dziś okaże się, kto zdobędzie Puchar Polski w sezonie 2016/2017. Przy okazji przypominamy pamiętne finały, kiedy to np. kibice rzucali race na boisko, ale też... policja nie chciała wpuścić sędziów na stadion.

Puchar Polski - sprawdź wyniki, terminarz, strzelców

Niemal 20 ostatnich lat Puchar Polski traktowany był z przymrużeniem oka. Jako rozgrywki marginalne, które nie mają znaczenia. W latach dziewięćdziesiątych i na początku XXI wieku cieszył się znikomym zainteresowaniem.

Jak w 2001 roku, gdy na finałowe spotkanie Polonii Warszawa z Górnikiem Zabrze przyszło zaledwie 2216 osób. To wstydliwy rekord historii powojennego Pucharu Polski. Takie zainteresowanie meczem o trofeum świadczy o jednym - puchar przez lata nie miał żadnego znaczenia.

Reklama

Zmianę zaproponował Zbigniew Boniek, dla którego Puchar Polski od początku prezesury w PZPN jest sztandarowym projektem. Boniek chce odbudować markę i jak na razie wychodzi mu to dobrze. Zaktywizował mniejsze kluby, zmienił system rozgrywek, podwyższył nagrody za udział w poszczególnych rundach, a co najważniejsze - finał przeniósł na PGE Narodowy, co znacząco podwyższyło rangę rozgrywek. Wcześniej finałowe starcia odbywały się m.in. w takich ośrodkach jak: Bełchatów, Piotrków Trybunalski, Kalisz czy Częstochowa.

W ciągu trzech lat PZPN-owi udało się odbudować markę. Puchar Polski znów jest prestiżowy. Znów kluby w tych rozgrywkach wystawiają najważniejszych graczy i chcą zdobyć trofeum. Puchar jest też bezpośrednią przepustką do europejskich pucharów, ale to akurat dzieje się od lat sześćdziesiątych.

We wtorek znów w Warszawie zapowiada się piłkarskie święto. Już 19 kwietnia wszystkie bilety były wyprzedane. Sędzią będzie jeden z najlepszych polskich arbitrów - Tomasz Musiał. Faworytem będzie Lech Poznań, ale Arka Gdynia liczy na sprawienie niespodzianki. Mają jej pomóc zdobywcy Pucharu Polski w 1979, których zaproszono na wtorkowy finał i będą wspierać gdynian z trybun. Wśród nich będzie m.in. Janusz Kupcewicz.

Arka awansowała do finału pod wodzą trenera Grzegorza Nicińskiego. Słabe wyniki w lidze sprawiły, że szkoleniowca niedawno zastąpił Leszek Ojrzyński. - Jeśli wygramy z Lechem, złoty medal oddam trenerowi Nicińskiemu - zapowiedział nowy szkoleniowiec Arki.

Mimo że do rozegrania finału pozostało trochę czasu, to zdobywcą Pucharu Polski na pewno będzie... Dariusz Formella. Skrzydłowy jesienią występował w Lechu Poznań, a od tej rundy jest wypożyczony do Arki Gdynia. Złoty medal, niezależnie od wyniku, na pewno trafi w jego ręce.

Mecz zostanie rozegrany o godz. 16. Transmisja w Polsacie i Polsacie Sport. Na stronach Interii zapraszamy do tekstowej relacji na żywo.

Tymczasem przypominamy kilka innych finałów, które zapadły w pamięci. Oto one:

Zielona Góra, 2 czerwca 1965, Górnik Zabrze - Czarni Żagań 4-0

Sam finał może nie był zbyt interesujący, ale fantastyczną drogę do ostatniego meczu przeszli piłkarze Czarnych Żagań. Trzecioligowcy upodobali sobie grę na remis i w ten sposób zakończyli trzy wcześniejsze spotkania. Sęk w tym, że przy takim wyniku w tamtych czasach nie rozstrzygały rzuty karne a losowanie. W ten sposób Czarni pokonali aż trzech rywali i znaleźli się w finale PP.

Kibice chcieli, by Czarni Żagań jako finalista PP (mistrzem i zdobywcą pucharu był Górnik) zagrał w europejskich pucharach, ale władze ligi nie wydały na to zgody.

Piotrków Trybunalski, 22 czerwca 1983, Lechia Gdańsk - Piast Gliwice 2-1

To jedna z najbardziej romantycznych historii w całej polskiej piłce nożnej. Nigdy wcześniej ani później nie zdarzyło się, by Puchar Polski zdobył zespół z trzeciej ligi. Na trybunach w Piotrkowie Trybunalskim pojawiło się 16 tys. kibiców, a w kolejnym sezonie Lechia zagrała w Europie. W Pucharze Zdobywców Pucharów zmierzyła się ze słynnym Juventusem Turyn.

Poznań, 13 czerwca 1998, Amica Wronki - Aluminium Konin 5-3 po dogrywce

Jeden z najciekawszych finałów PP w historii. Drugoligowe Aluminium Konin spotkało się z jednym z najmniejszych klubów ówczesnej I ligi - Amicą Wronki. Po emocjonującym meczu i dogrywce klub z Wronek wygrał 5-3, ale do dziś pozostał niesmak.

Paweł K., były napastnik Amiki i reprezentacji Polski, zeznawał kilka lat później we wrocławskiej prokuraturze: - Pamiętam mecz finału Pucharu Polski Amica Wronki - Aluminium Konin. To był słynny mecz. Nie mam wątpliwości, że to był mecz ustawiony. Słyszałem, że tam była niejaka licytacja między tymi dwoma klubami kto da więcej sędziemu. Z tego co ja słyszałem, to na sędziego poszło wtedy z Amiki 150 tys. zł. Pamiętam, że po tym meczu była wśród zawodników Amiki składka. Płaciliśmy pieniądze z premii za zdobycie tego tytułu.

Do zeznań Pawła K. dotarł specjalizujący się w sprawach korupcyjnych blog Piłkarska Mafia. 

Warszawa, 1 czerwca 2004, Lech Poznań - Legia Warszawa 0-1 (pierwszy mecz 2-0)

Finały odbywały się jeszcze systemem mecz i rewanż. Puchar Polski trafił do graczy Lecha Poznań, a po finale doszło do skandalu. Grupa pseudokibiców pobiła kilku piłkarzy Lecha i osoby uczestniczące w dekoracji.

Bełchatów, 13 maja 2008, Wisła Kraków - Legia Warszawa 0-0 (karne 3-4)

Obie drużyny spotkały się w finale tych rozgrywek po raz pierwszy. Wówczas jeszcze finał toczył się systemem mecz i rewanż. Przed drugim spotkaniem doszło do sporego zamieszania, bo policja przez długi czas nie chciała wpuścić na stadion samochodu, którym jechali... sędziowie spotkania. Poza tym tradycyjnie dochodziło do starć pseudokibiców, przez co drugi mecz został przedłużony aż o 10 minut.

Wielkich emocji nie było też na boisku. Przez 180 minut finału żadna z drużyn nie potrafiła strzelić gola. O wygranej zdecydowały rzuty karne.

Bydgoszcz, 3 maja 2011, Legia Warszawa - Lech Poznań 1-1 (k. 5-4)

Jeszcze przed ostatnim rzutem karnym, który zadecydował o losach finału, wielu fanów ze stolicy stało przy linii bocznej boiska. Po strzale Jakuba Wawrzyniaka z Legii Warszawa - wbiegli na murawę, ciesząc się ze zdobycia Pucharu Polski. Kibice zaczęli ściskać piłkarzy i trenera Macieja Skorżę. Zdzierali z nich koszulki, by zdobyć cenne pamiątki. Kilkuset kibiców chodziło po boisku przez dobre kilkanaście minut.

Na murawie pojawili się też fani z Poznania i doszło do zamieszek. Straty na stadionie były olbrzymie. Policja musiała użyć armatek wodnych i broni gładkolufowej. W pewnym momencie pseudokibic Lecha zaatakował operatorkę kamery nc+ i zniszczył sprzęt wart 150 tys. zł. Chwilę później inni wyrywali ogrodzenia i siatki, demolowali sprzęt nagłaśniający.

Warszawa, 2 maja 2014, Zawisza Bydgoszcz - Zagłębie Lubin 0-0 (k. 6-5)

Pierwszy finał Pucharu Polski w nowej formule i jak dotąd jedyny, na którym nie było kompletu publiczności. Wszystko przez kibiców z Bydgoszczy, którzy pozostawali w otwartym konflikcie z właścicielem Zawiszy Radosławem Osuchem i nie zjawili się w stolicy.

Samo spotkanie stało na przeciętnym poziomie. Mecz rozstrzygnęły rzuty karne, które dały Zawiszy pierwsze zwycięstwo w Pucharze Polski w historii.

Warszawa, 2 maja 2016, Legia Warszawa - Lech Poznań 1-0

W ostatnim finale Pucharu Polski też nie obyło się bez kontrowersji. Pod względem sportowym spotkanie stało na dobrym poziomie, a Lech i Legia stworzyły ciekawe widowisko. Kibice też dopisali, bo PGE Narodowy był zapełniony w komplecie. Sęk w tym, że nie wszyscy zachowywali się odpowiednio.

Zorganizowane grupy pseudokibiców obu klubów odpaliły zakazane na stadionach race. Jakby tego było mało, rzucali je na murawę. Sedzia Szymon Marciniak przez gigantyczne zadymienie musiał przerwać mecz, a istniała groźba, że spotkanie nie zostanie wznowione. Ostatecznie udało się je dokończyć, a Legia wygrała 1-0.

Łukasz Szpyrka

Dowiedz się więcej na temat: Arka Gdynia | Lech Poznań | Puchar Polski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje