Reklama

Reklama

Puchar Polski. Górnik Łęczna - Legia Warszawa 0-2 w 1/16 finału

Drugoligowy Górnik Łęczna przegrał 0-2 z Legią Warszawa w meczu 1/16 finału Pucharu Polski. Goście byli dziś wyraźnie lepsi i pokazali, że różnica klas nie jest przypadkowa. Gdyby nie fatalna skuteczność, Legia mogłaby rozgromić rywala.

Kibice Górnika Łęczna mogli dziś przypomnieć sobie nie tak dawne czasy, gdy ich drużyna co tydzień mierzyła się z rywalami z Ekstraklasy. Dziś Górnik jest wiceliderem II ligi, a w drodze do 1/16 Pucharu Polski wyeliminował Gryfa Wejherowo (II liga) i Rekord Bielsko-Białą (III liga).

Reklama

Z kolei Legia, murowany faworyt dzisiejszego spotkania, zajmuje trzecie miejsce w Ekstraklasie, ale do liderującego Śląska Wrocław traci jedynie punkt. W poprzednich rundach legioniści pokonali Puszczę Niepołomice i Widzew Łódź.

Co ciekawe, do 1/16 finału Pucharu Polski dotarła także druga drużyna Legii Warszawa, która swoje spotkanie rozpoczęła o godzinie 17.45. Rezerwy Legii przegrały jednak 0-2 z Piastem Gliwice.

"Wojskowi" od początku zaczęli od ofensywnej gry. Oblodzone boisko nie sprzyjało jednak rozgrywaniu piłki po ziemi, przez co akcje Legii nie do końca wyglądały tak, jak planowali piłkarze Aleksandara Vukovicia.

Pierwszą akcję, która mogła się zakończyć golem, Legia przeprowadziła w 18. minucie. Z dystansu uderzył wówczas Michał Karbownik, ale nie zaskoczył dobrze ustawionego Adriana Kostrzewskiego.

Po pół godzinie gry wicemistrz Polski powinien objąć prowadzenie. Paweł Wszołek idealnie podał do Waleriana Gwilii, któremu z siedmiu metrów wystarczyło jedynie trafić do bramki. Gruzin włożył jednak w strzał zbyt wiele siły i posłał piłkę ponad poprzeczką. Gwilia mógł zrehabilitować się w kolejnej akcji. Ponownie uderzył po podaniu Wszołka, ale był już w trudniejszej sytuacji i minimalnie chybił.

Po tych akcjach Legia zaatakowała zdecydowanie odważniej i następna akcja powinna przynieść jej bramkę. W zamieszaniu podbramkowym piłkę do siatki mogli wepchnąć Karbownik i Wszołek, ale zabrakło im szczęścia. Wściekły Vuković aż cisnął kurtką o fotel, gdy zobaczył, że piłka znów nie wpadła do bramki.

Legioniści wreszcie otworzyli wynik spotkania w 40. minucie meczu. Po dośrodkowaniu Antolicia Wszołek zgrał piłkę wzdłuż bramki, a Gwilia z dwóch metrów uderzył piłką w... słupek. Na jego szczęście futbolówka wróciła do Gruzina, a ten za drugim razem nie spudłował z najbliższej odległości. Gwilia po zdobytej bramce pokazał do trybun koszulkę Arvydasa Novikovasa, który przeszedł dziś zabieg ablacji serca.

Tuż po przerwie powinno być 2-0 dla Legii, ale w niewiarygodny sposób z dwóch metrów do bramki Łęcznej spudłował Luquinhas. 

Brazylijczyka kilkadziesiąt sekund później poprawił Jose Kante. Napastnik przyjął sobie piłkę barkiem ponad obrońcą, a później spokojnie minął bramkarza i bez problemu trafił do pustej bramki. Po upływie kilku minut obrońcą rywala w polu karnym zakręcił Wszołek, lecz jego strzał obronił Kostrzewski.

Po zdobycie drugiej bramki przez Legię, właściwie było już po meczu. "Wojskowi" nie forsowali przesadnie tempa, ale w pełni kontrolowali przebieg boiskowych wydarzeń. Między wicemistrzem Polski a drugoligowcem widać było różnicę klas.

Górnik Łęczna - Legia Warszawa 0-2

Bramka: 0-1 Gwilia (40.), 0-2 Kante (48.).

Górnik Łęczna: Kostrzewski - Orłowski, Baranowski, Midzierski, Leandro - Tymosiak (52. Banaszak), Korczakowski (73. Wójcik) - Stasiak, Stromecki, Dzięgielewski (75. Lewandowski) - Wojciechowski.

Legia Warszawa: Cierzniak - Stolarski, Wieteska, Jędrzejczyk, Karbownik - Martins, Antolić - Wszołek, Gwilia (77. Praszelik), Luquinhas - Kante.

Puchar Polski - sprawdź szczegóły

WG

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama