Reklama

Reklama

Piłkarski PP. Kibice motywują zawodników Jagiellonii

Kilkanaście tysięcy kibiców wybiera się z Białegostoku i innych miast regionu do Warszawy na czwartkowy mecz finałowy piłkarskiego Pucharu Polski między Jagiellonią a Lechią Gdańsk. "Jaga" w swoim trzecim finale powalczy o drugi triumf w tych rozgrywkach.

W 2010 roku białostoczanie Puchar Polski zdobyli pokonując w Bydgoszczy Pogoń Szczecin 1-0. W czwartek walczyć będą nie tylko o triumf w tych rozgrywkach, ale również o przepustkę do europejskich pucharów kolejny rok z rządu. W razie porażki, gdy równocześnie Lechia Gdańsk nie zdobędzie mistrzostwa kraju (obecnie jest druga w tabeli), Jagiellonia może nie dostać się do tej rywalizacji.

Reklama

Przeznaczona dla kibiców Jagiellonii pula biletów na finał PP rozeszła się bardzo szybko, podobnie jak dodatkowe wejściówki przyznane klubowi przez PZPN. Szacunki środowiska fanów białostockiego zespołu mówią o kilkunastu tysiącach osób, które przyjadą na PGE Narodowy dopingować swoją drużynę. Część przyjedzie czterema specjalnymi pociągami wyjeżdżającymi w czwartek rano z Białegostoku.

"Jagiellońska Majówka na Stadionie Narodowym" - takie hasło obowiązuje kibiców od zwycięskiego półfinału z Miedzią Legnica. Zapowiadają przygotowanie specjalnej oprawy meczowej, z racji na wielkość trybun na Stadionie Narodowym - największej jaką dotychczas stworzyli. Zorganizowani fani apelują do pozostałych kibiców o ubranie na mecz barw klubowych, czyli tzw. pasiaków (koszulki w żółto-czerwone pasy).

Kilkuset fanów pożegnało w środę przed południem piłkarzy wyjeżdżających do Warszawy. Zebrali się przed hotelem w centrum Białegostoku, skąd zwyczajowo odjeżdża klubowy autokar. Były okrzyki m.in. "Jaga, my wierzymy!", oklaski - wszystko po to, by zmotywować zawodników do gry o zwycięstwo w finałowym meczu.

"Musimy pokazać trenerowi, piłkarzom, jak ważny jest to mecz dla nas, dla całego miasta, całego Podlasia" - tak mobilizowali się fani Jagiellonii wcześniej w mediach społecznościowych.

O znaczeniu gry w finale Pucharu Polski dla klubu mówi też prezes Jagiellonii Cezary Kulesza. Jak przypomniał w rozmowie z PAP, w 1989 roku, gdy białostoczanie grali w finale po raz pierwszy w historii ("Jaga" przegrała wówczas z Legią Warszawa 2-5), miał przyjemność wziąć udział w tym meczu ponad 20 minut (wszedł na boisko z ławki rezerwowych - PAP).

"Nie można przed meczem powiedzieć, że wynik jest nieważny i można go przegrać, bo już jesteśmy w finale. Piłkarze mają swój cel i chcą wygrać, ale taki cel mają też piłkarze Lechii" - dodał Kulesza. Wyraził nadzieję, że będzie to emocjonujące spotkanie dwóch zespołów z czołówki ekstraklasy.

Początek spotkania w Warszawie - w czwartek o godz. 16.

Puchar Polski: wyniki, terminarz, drabinka, strzelcy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje