Reklama

Reklama

Górnik Łęczna odwrócił losy meczu i awansował do ćwierćfinału Pucharu Polski

Korona Kielce przegrała na własnym boisku z Górnikiem Łęczna 1-2 (1-0) we wtorkowym meczu 1/8 finału Pucharu Polski.

Polska - Puchar Polski
2021-11-30 18:00 | Stadion: Suzuki Arena | Widzów: 1883
Korona Kielce
Górnik Łęczna
1
2
DO PRZERWY  1-0
D. Błanik 25' 
B. Rymaniak 67' 
B. Śpiączka 82' 

Obie drużyny miały przed tym spotkaniem swoje problemy. Korona w rozgrywkach I ligi plasuje się co prawda w czubie tabeli, ale w ostatnich pięciu meczach zanotowała trzy porażki, które znacząco oddaliły ją od bezpośredniego awansu - zajmuje trzecie miejsce ze stratą sześciu punktów do drugiego Widzewa Łódź. Górnik Łęczna to z kolei jeden z głównych kandydatów do spadku z Ekstraklasy, który zamyka tabelę, a w sezonie wygrał dotąd tylko raz.

Trudno było wskazać faworyta starcia, choć fakt gry na własnym boisku z pewnością był handicapem dla Korony. To właśnie ta drużyna miała sporą przewagę od pierwszych minut, a udało się ją potwierdzić już w 25. minucie. Wtedy to Podgórski przytomnie zagrał w pole karne, a Błanik, mimo asysty obrońców rywala uderzył na bramkę i pewnie pokonał bramkarza. Strata bramki sprawiła, że Górnik zaczął grać nieco bardziej odważnie, ale gospodarze umiejętnie ograniczali ich poczynania w środkowej strefie.

Jedną z najlepszych okazji "Duma Lubelszczyzny" stworzyła sobie tuż przed końcem pierwszej połowy. Dobre dośrodkowanie w pole karne okazało się jednak minimalnie zbyt wysokie, by Lokilo lub Śpiączka byli w stanie sięgnąć futbolówki. Do przerwy na tablicy wyników widniał rezultat 1-0.

Górnik Łęczna odwrócił losy meczu

Tuż po zmianie stron doskonałą sytuację do wyrównania zmarnował Górnik. Z ostrego kąta uderzał Gol, ale Koronę uratował... słupek. Kolejne dwie szanse miał Śpiączka, który "ostemplował" poprzeczkę. Bramka dla ekipy z Łęcznej wisiała w powietrzu. W końcu padła - w 67. minucie. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego do siatki rywali trafił Rymaniak. Jak miało się okazać, także Górnik wyprowadził kolejny cios.

W 83. minucie Śpiączka wykorzystał dogranie z lewej strony boiska i sprytne przepuszczenie piłki przez jednego z kolegów, z zimną krwią kierując piłkę do siatki. Trzeba jednak dodać, że pomogło mu nieco szczęście - po strzale piłka rykoszetowała, myląc bramkarza.

W końcówce meczu Korona próbowała jeszcze doprowadzić do wyrównania (groźnie uderzał Szpakowski), ale sztuka ta się nie udała. W ćwierćfinale zobaczymy drużynę z Łęcznej.

TC



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL