Reklama

Reklama

  • 1 .Real Madryt (17 pkt.)
  • 2 .Sevilla FC (14 pkt.)
  • 3 .Atletico Madryt (14 pkt.)
  • 4 .Real Sociedad San Sebastián (13 pkt.)
  • 5 .Valencia Club de Futbol (11 pkt.)
  • 6 .Rayo Vallecano (10 pkt.)
  • 7 .Athletic Bilbao (10 pkt.)
  • 8 .FC Barcelona (9 pkt.)

Wołowski: W Madrycie bez zmian

Na mecz z Athletic Bilbao przypadł szczyt formy Barcelony w tym sezonie. Nawet Diego Simeone nie przerwał passy Atletico w derbach Madrytu.

Płynny, wykwintny futbol na Camp Nou kontrastował z rwanym, nerwowym i brzydkim bojem w derbach Madrytu. Dla piłkarzy Realu mecz z lokalnym rywalem był jednak przede wszystkim testem charakteru, który zakończył się stuprocentowym powodzeniem. Od przeszło 13 lat czekają na zwycięstwo nad "Królewskimi" fani Atletico, swoje wielkie marzenie o przerwaniu koszmarnej serii zademonstrowali na treningu przed meczem, gdy 21 tys wiernych dusz stawiło się w futbolowej świątyni Vicente Calderon. Ich piłkarze wyruszyli na Santiago Bernabeu jak wojownicy, zapominając, że w piłkę gra się nie tylko sercem, ale przede wszystkim głową.

Kuksańce, przepychanki, uderzenia, kopniaki - było ich w derbach Madrytu znacznie więcej niż gry na wysokim poziomie. Piłkarze Simeone zachowywali się tak, jak ich trener, gdy w niezbyt odległych czasach sam biegał po boisku. Gracze Realu podjęli prowokacje i walkę na łokcie, ale nie zapomnieli o piłce. A w każdym razie nie zapomniał Cristiano Ronaldo. Jego gol z wolnego i asysta przy bramce Mesuta Oezila zrobiły różnicę w spotkaniu, w którym Portugalczyk bezdyskusyjnie wygrał pojedynek z Radamelem Falcao. Tym razem Jose Mourinho na charakter swoich ludzi narzekać nie miał prawa. Trzeba jednak poczekać z oceną, czy w grze drużyny nastąpiła jakościowa zmiana?

Po zwycięstwie nad Athletic 5-1, Barcelona zaliczyła najlepszy start ligowy w historii: 13 zwycięstw i remis, poprawiając osiągnięcie Realu prowadzonego przez Radomira Antica w sezonie 1991-92. Po odzyskaniu swoich stoperów, drużyna z Camp Nou osiągnęła szczyt formy. Mecz z Athletic wyglądał tak, jakby Katalończycy chcieli odpowiedzieć Arsene’owi Wengerowi, według którego tajemnica drużyny z Camp Nou tkwi w nogach Leo Messiego. Argentyńczyk gra ostatnio dość leniwie, ale i tak zdobywa bramki. Sędzia zapisał mu dwie, dziennik "Marca" jedną - słusznie uznając, że przy golu na 2-0 piłkę do siatki wpakował Amorebieta.

Nie miałoby to większego znaczenia, gdyby nie rekord Gerda Muellera sprzed 40 lat, do którego Argentyńczyk się zbliża. Ma już 83, lub 84 gole, brakuje mu dwóch, lub jednego trafienia. Bez względu na wszystko, w ankiecie dziennika "Marca" Messi i tak dostał aż 84 proc głosów w plebiscycie na piłkarza meczu, choć akurat wczoraj nie zbliżył się nawet do swojego najwyższego poziomu. Jest jednak twarzą drużyny z Camp Nou, tak jak Wenger, tak i przeciętny kibic znajduje banalnie prostą zależność między formą zespołu i dyspozycją Messiego.

Reklama

Kluczową zmianą w Barcelonie jest jednak powrót stoperów. Gerard Pique zdobył wczoraj gola na 1-0, był też o krok od asysty, gdy przebiegł z piłką 100 m, by zagrać ją na głowę Messiego. Ta akcja mogła posłużyć jako potwierdzeniem faktu, że kumple też nie mają cienia wątpliwości, kto w tym chórze jest solistą. Wczorajszego wieczoru jednak cały chór był bohaterem. Barca grała tak szybko, nieprzewidywalnie i błyskotliwie jak w najlepszych czasach Pepa Guardioli.

Trudno się przyczepić nawet do defensywy, choć strata 16 goli w 14 meczach to nie powód do dumy. Obrońcy Barcy zdobyli jednak w tym sezonie ligowym już 8 bramek, w jakimś stopniu odkupując swoje winy. Czuje się, że powrót Pique i Puyola zakończył etap niepewności i chaosu w tyłach. Nawet Victor Valdes znowu ożył miedzy słupkami.

Ile będzie czekał Real Madryt aż Katalończycy obniżą loty? Drużyna Vilanovy jedzie teraz do Sewilli na mecz z Betisem, by w połowie grudnia podjąć Atletico. Następnie ma wyjazd do Valladolid, derby Barcelony na Camp Nou i na koniec rundy starcie w Maladze. Dość okazji do straty punktów, ale nie w takiej formie jak wczorajszego wieczoru. Póki co "Królewscy" muszą się skupić na swojej robocie. Najgorsze jest już chyba za nimi.

Czy wczoraj na Santiago Bernabeu nic specjalnego się nie stało? W derbach Madrytu wygrał ten, kto wygrywa zawsze? Tym razem jednak skutki porażki Realu byłyby trudne do przewidzenia. Uwikłany w potyczki z całym światem Mourinho zyskał chwilę spokoju. Będzie kilka dni przerwy w ogólnonarodowej debacie, czy dziewięciokrotny triumfator Pucharu Europy nie gra futbolu zbyt prymitywnego?

Autor: Dariusz Wołowski

Porozmawiaj o artykule na blogu Darka Wołowskiego

Zobacz wyniki, strzelców bramek, tabelę i terminarz Primera Division

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama