Reklama

Reklama

  • 1 .Real Madryt (39 pkt.)
  • 2 .Sevilla FC (31 pkt.)
  • 3 .Real Betis Balompié (30 pkt.)
  • 4 .Atletico Madryt (29 pkt.)
  • 5 .Real Sociedad San Sebastián (29 pkt.)
  • 6 .Rayo Vallecano (27 pkt.)
  • 7 .FC Barcelona (23 pkt.)
  • 8 .Valencia Club de Futbol (22 pkt.)

Tydzień Realu Madryt

"Będziemy grać lepiej, gorzej już się nie da" – mówi Carlo Ancelotti na pięć dni przed hitem w Lidze Mistrzów z Juventusem Turyn i na osiem przed Gran Derbi na Camp Nou. Trener Realu Madryt ma problemów powyżej uszu.

Zaczyna się oczywiście w bramce. Ancelotti przyznaje, że system, który stworzył, czyli rotacja na pozycji numer 1, to futbolowa anomalia w najczystszej postaci. Na dłuższą metę nie może być tak, że w Primera Division broni Diego Lopez, a gdy przychodzi do meczów w Champions League między słupki staje Iker Casillas. To szkodzi obu bramkarzom, a co za tym idzie drużynie.

Sytuacja musi doczekać się rozwiązania, dziś najbardziej prawdopodobnym wydaje się rozstanie z legendarnym kapitanem. Jeśli Ancelotti dojdzie ostatecznie do wniosku, że wyżej ceni Lopeza, ta decyzja może być dla niego samobójcza. Ustawi się pod ścianą, jak skazaniec czekający na wyrok w razie jakiegokolwiek niepowodzenia.

 W eliminacyjnym starciu reprezentacji Hiszpanii z Białorusią kapitan wylądował na ławce, mimo iż selekcjoner Vicente del Bosque ufa mu bezgranicznie. Nie ma jednak prawa pchać między słupki zawodnika wychodzącego do gry w klubie raz w miesiącu. Iker o tym wie. Dał sobie czas do zimowego okna transferowego. Gdyby z przywiązania do klubu pozwolił sobie na nadmierną cierpliwość, prawdopodobnie straciłby szansę na obronę tytułu mistrza świata w Brazylii.

Reklama

Sprawa jest nabrzmiała i poważna, włoski trener musi ją w końcu przeciąć. Dobrego wyjścia nie ma, bo wygląda na to, że Ancelotti mimo wszystko wyżej ceni kwalifikacje Lopeza. W ankiecie dziennika "Marca" aż 83 procent głosujących zrozumie kapitana, jeśli w styczniu, po 15 latach spędzonych na Santiago Bernabeu, poszuka sobie nowego pracodawcy. Wstrząs byłby jednak ogromny.

 Kolejna rzecz to gra defensywy. W ośmiu meczach Primera Division "Królewscy" stracili dziewięć goli. Wydawało się, że obrona z Sergio Ramosem i Pepe to monolit, tymczasem trzeba nerwowo wyczekiwać powrotu 20-letniego Raphaela Varane'a, jakby miał być zbawcą. Na prawej stronie Alvaro Arbeloa gra na zmiany z Danim Carvajalem, na lewej Marcelo ma przewagę nad Fabio Coentrao, który jednak wciąż zachowuje się tak, jakby nie przestał marzyć o dejściu.

Niedawno defensywny pomocnik Sami Khedira wystąpił z publiczną skargą na hiszpańskie media. "Nie jestem Hiszpanem, nie kosztowałem milionów, uważają mnie za ucznia Mourinha. Znaleźli dość powodów, żeby mną pomiatać".

W ostatnich kilku tygodniach okazało się, że nawet tak genialnie uzdolniony duet jak Isco - Modric nie rozwiązuje wszystkich problemów nabrzmiałych po stracie Mesuta Oezila. Tak jak Asier Illarramendi wciąż nie potrafi zastąpić kontuzjowanego Xabiego Alonso.

W życiowej formie jest Angel di Maria, ale on przecież miał być tylko rezerwowym. Do serii problemów Ancelottiego dochodzi ten najbardziej medialny, czyli stan zdrowia piłkarza, za którego Florentino Perez zapłacił właśnie 91 mln euro.

W czasie przeznaczonym na mecze reprezentacji dziennik "Marca" wywołał burzę informując, że Gareth Bale ma przepuklinę dyskową, co grozi poważną operacją i kilkoma miesiącami przerwy w grze. Real temu zaprzeczył, przyznając jednak, że Walijczyk odczuwa bóle w kręgosłupie. Będzie mógł nawet wystąpić w jutrzejszym meczu z Malagą, wejdzie na kilka minut z ławki, nie wiadomo jednak na ile będzie w stanie pomóc drużynie przeciw Juve w środę i za osiem dni na Camp Nou.

Dobre wieści napłynęły z Francji. Po ponad 1200 minutach bez gola w meczu reprezentacji, odblokował się w końcu Karim Benzema, najbardziej krytykowany gracz Realu. Florentino Perez publicznie prosił kibiców, by zaprzestali wygwizdywania napastnika, bo to osłabia morale zespołu. Nie czas na wojny wewnętrzne, gdy wróg staje u bram. Juventus i Barcelona to pierwsze wielkie wyzwania sezonu. Nie licząc derbów z Atletico przegranych na Santiago Bernabeu 0-1.

 Jak zwykle w najcięższych chwilach, Real odwołuje się do nadludzkiej skuteczności Cristiano Ronaldo. Portugalczyk ratował wyjazdowe zwycięstwa z Elche i Levante. Gdyby nie one od Barcelony i Atletico dzieliłoby Real już 9 pkt. "Królewscy" nie mogą stracić kontaktu z liderami, by ten sezon w Primera Division nie stał się kopią poprzedniego. Czy nowy zespół Ancelottiego jest mocniejszy od tego skłóconego sprzed 12 miesięcy? Przekonamy się w ciągu tygodnia. Ancelotti uważa, że gorzej niż ostatnio grać już nie można.

Dyskutuj o artykule z Darkiem Wołowskim

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy