Reklama

Reklama

  • 1 .Real Madryt (87 pkt.)
  • 2 .FC Barcelona (82 pkt.)
  • 3 .Atletico Madryt (70 pkt.)
  • 4 .Sevilla FC (70 pkt.)
  • 5 .Villarreal CF (60 pkt.)
  • 6 .Real Sociedad San Sebastián (56 pkt.)
  • 7 .Granada CF (56 pkt.)
  • 8 .Getafe CF (54 pkt.)

Sergio Asenjo po raz czwarty zerwał więzadła w kolanie

Sergio Asenjo to jeden z największych pechowców w historii La Liga. Zerwanie więzadeł krzyżowych w kolanie uchodzi za jedną z najgorszych kontuzji w piłce nożnej, a bramkarz Villarreal CF odniósł ją właśnie po raz czwarty. Waleczny Hiszpan nie poddaje się jednak i zapowiada, że wróci na boisko jeszcze silniejszy.

Primera Division: wyniki, tabela, terminarz, strzelcy

Reklama

Kontuzja ta zwykle wyklucza piłkarza z gry na co najmniej pół roku, a nierzadko pauza trwa znacznie dłużej. Niezbędna jest operacyjna rekonstrukcja więzadła, po której zawodnik musi odbyć długotrwałą rehabilitację. Nawet gdy ta przebiegnie pomyślnie nie jest pewne, czy piłkarz wróci do pełnej sprawności, a co dopiero prezentowanej wcześniej formy.

Poza uszczerbkiem na zdrowiu w psychice wielu zawodników pozostaje uraz, nie pozwalający na grę na pełnych obrotach. Dla wielu z graczy diagnoza zerwanych więzadeł jest po prostu wyrokiem.

Koszmar Asenjo rozpoczął się w maju 2010 roku, kiedy to, jeszcze grając w Atletico Madryt, po raz pierwszy zerwał więzadła w prawym kolanie. Na boisko wrócił po 185 dniach, w listopadzie tego samego roku, lecz grą nie nacieszył się zbyt długo. Kontuzja odnowiła się w lutym i piłkarz ponownie wypadł z gry na pół roku.

Drugim powrotem zaskarbił sobie serca kibiców nie tylko Atletico, ale i całej Hiszpanii. W barwach madryckiej drużyny przez półtora roku zagrał jednak tylko w kilku spotkaniach, więc latem 2013 roku jego nowym klubem zostało Villarreal. Tam regularnie bronił przez dwa lata, aż... w kwietniu 2015 roku prawe kolano po raz trzeci odmówiło posłuszeństwa. Wielu lekarzy nie dawało już Asenjo szans na powrót do gry.

Ten okazał się wystarczająco silny, by wrócić, lecz tym razem kontuzja wykluczyła go z występów na dłużej - w piłkę nie grał przez niemal 300 dni. Gdy wydawało się już, że większego pecha mieć po prostu nie może, a w Hiszpanii stał się symbolem ambicji i sportowego ducha, którego zatrzymać nie może żaden uraz, stało się kolejne nieszczęście. Prześladujący bramkarza koszmar zaatakował lewą, dotychczas zdrową, nogę.

Teraz znów będzie zmuszony odpocząć przez kilka miesięcy. Dla samego zawodnika i zespołu to strata o tyle większa, że Asenjo był niezwykle mocnym punktem zespołu - w 24 ligowych starciach dał się pokonać zaledwie 15 razy. Jest też najczęściej zachowującym czyste konto bramkarzem Primera Division. Aż 12 razy schodził z boiska bez konieczności wyciągania piłki z siatki. W maju zeszłego roku zadebiutował też w reprezentacji Hiszpanii.

Piłkarz zapowiada jednak, że nie podda się i na boisko wróci jeszcze silniejszy. Patrząc na to, co już pokazał - nie sposób mu nie wierzyć.

Także Polacy zwykli udowadniać, że zerwanie więzadła nie musi być dla piłkarza wyrokiem. Najlepszym przykładem na to jest Arkadiusz Milik, który na boisko wrócił po niespełna czterech miesiącach nieobecności, co jest wyczynem niezwykłym. Tym bardziej, że po powrocie zdążył już wystąpić m.in. w meczu Ligi Mistrzów z Realem Madryt, a we wtorkowy wieczór wyszedł w pierwszym składzie na półfinałowe starcie Napoli z Juventusem Turyn.

Po koszmarnej kontuzji zdołał też wrócić Jakub Błaszczykowski, który od tamtego czasu traktowany jest przez kibiców Borussii Dortmund jak prawdziwa legenda. Nie zmieniło tego ani wypożyczenie do Fiorentiny, ani transfer do Wolfsburga - Kuba jest idolem fanów BVB. O tym jak ważny dla naszej kadry był jego powrót niech świadczy choćby fakt, że to właśnie on był najlepszy strzelcem naszej reprezentacji podczas Euro 2016.

Ciekawa historia dotycząca owej kontuzji wiąże się ze Zbigniewem Bońkiem, który... całą swoją karierę grał bez więzadła przedniego. O tym fakcie prezes PZPN-u dowiedział się dopiero po zakończeniu piłkarskiej przygody. Prawdopodobnie urazu doznał jeszcze w wieku 19 lat, ale ponieważ nie został on zdiagnozowany Boniek grał dalej - i niemal z cudem graniczy fakt, że jego noga wytrzymała trudy gry na światowym poziomie.

WG

Dowiedz się więcej na temat: Sergio Asenjo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje