Reklama

Reklama

  • 1 .Real Madryt (10 pkt.)
  • 2 .Real Betis Balompié (9 pkt.)
  • 3 .Real Sociedad San Sebastián (8 pkt.)
  • 4 .Villarreal CF (8 pkt.)
  • 5 .FC Barcelona (7 pkt.)
  • 6 .Sevilla FC (7 pkt.)
  • 7 .Getafe CF (7 pkt.)
  • 8 .Valencia CF (7 pkt.)

Samotność między słupkami

Aż 75 procent internautów głosujących w madryckim dzienniku „Marca” doradza Ikerowi Casillasowi, by jak najszybciej opuścił Real Madryt. W sezonie, który zakończy mundial w Brazylii, pozycja kapitana Hiszpanów jest zagrożona.

Parady Ikera, gdy w finale przeciw Holendrom stawał oko w oko z Arjenem Robbenem, jego niepohamowane łzy szczęścia po zwycięstwie oraz spektakularny pocałunek z Sarą Carbonero - to wszystko tworzyło symbolikę bezprecedensowego triumfu "La Roja" na mundialu w RPA. Kapitan Hiszpanów, który tak wiele razy własnymi rękami ocalał ich szanse stawał się żywą legendą osiągając w swoim kraju pozycję bohatera narodowego. Dziś, choć wydaje się to wręcz nieprawdopodobne, musi podjąć wielkie wyzwanie, by zapracować na szansę obrony trofeum.

Nie, Carlo Ancelotti na pewno nie uwziął się na Casillasa, o co można było podejrzewać jego poprzednika. Włoski trener Realu próbuje patrzeć na rywalizację z Diego Lopezem bezstronnie. Uważa, że w bramce powinien stawać ten, kto jest w lepszej formie. A w lepszej formie jest ten mniej utytułowany. Jak zdumiona i skonfundowana jest opinia publiczna w Hiszpanii, która oczekiwała, że wraz z przyjściem Ancelottiego gehenna ich pupila zakończy się ostatecznie.

Niedawny towarzyski mecz Realu z katarskim Al Sadd o Puchar Santiago Bernabeu, w którym królewski klub oficjalnie i z przytupem żegnał legendarnego Raula Gonzaleza stał się okazją do swoistego, bramkarskiego plebiscytu. Przeciwnicy Lopeza wygwizdywali go, owacyjnie przyjmując Ikera, inna część fanów robiła dokładnie odwrotnie. Obaj bramkarze byli podobno bardzo zniesmaczeni po tym, co zaszło na trybunach. Chcą tego, czy nie, ich rywalizacja nosi jednak dla wielu ludzi znamiona konfliktu.

Ancelotti patrzy na to inaczej. To nie wojna, ani konfrontacja podszyta niechęcią. To próba uszanowania nie tylko statusu gwiazd, ale także wysiłku tych, którzy dzięki pracy i talentowi mają prawo strącać je ze szczytu. "Nie można traktować Ikera jak pierwszego lepszego" - przekonuje Vicente del Bosque. Dla niego bramkarz Realu jest żywym talizmanem. Kiedy tylko wyleczył kontuzję, selekcjoner nie tylko zabrał go na Puchar Konfederacji, ale natychmiast zwrócił dres z numerem 1, mimo iż zastępca spisywał się bez zarzutu. Victorowi Valdesowi nie brakuje charakteru, bez zająknięcia się ustąpił jednak z drogi Ikerowi. "Dla mnie on jest najlepszy, nie wiem co dzieje się w Realu" - komentował niedawno bramkarz Barcelony.

Swoją drogą, jak inaczej można patrzeć na to samo. Dla Ancelottiego Lopez jest lepszy od Casillasa, dla del Bosque nie mieści się nawet w czołowej czwórce hiszpańskich golkiperów. Odnosząc się do sytuacji w Madrycie i dobrej gry Diego selekcjoner zapewnił, że nie dostrzega powodu, by w herarchii bramkarzy kadry cokolwiek się zmieniło.

W Realu nie dzieje się jednak nic, co dziać się nie powinno. Żeby grać, Iker musi być lepszy od Diego. Bez względu na zasługi, niewiarygodne CV i legendę. Choćby dla tłumów kibiców było to niepojęte. Choćby wydawało się złą decyzją. Po to jednak Florentino Perez postawił na czele królewskiej drużyny Ancelottiego, by dać mu prawo do podejmowania decyzji.

Włoch postąpił odważnie, ale sam postawił się pod presją. Będzie ona narastać lub maleć w zależności od wyników. Lopez stąpa po polu minowym, jakikolwiek błąd, będzie kosztował go drożej, niż każdego innego na jego miejscu. On nie ściga się z rywalem, on rywalizuje z legendą. Miejsce w bramce jest jedno.

Nietypowe jest może to, że dwóch tak znakomitych bramkarzy znalazło się w kadrze jednego zespołu. Jeden z nich zapewne powinien odejść. I tu znów jest problem, bo za Diego przemawia tylko jego aktualna forma, za Ikerem wszystko. On zdobył z Realem dwa Puchary Europy i pięć tytułów mistrza Hiszpanii.

Mundial w Brazylii to jeden z powodów dla których David Villa zamienił Barcelonę na Atletico, a Thiago Alcantara wyruszył z Camp Nou na Allianz Arenę w Monachium. Iker to jednak co innego. Każde wyjście wydaje się złe. Jeśli zaakceptuje miejsce na ławce Realu, del Bosque zostanie zmuszony do zabrania go na mundial w Brazylii w roli turysty. Jeśli odejdzie, Real straci kapitana, człowieka-instytucję.

Można poświęcić Lopeza, ale to osłabi drużynę, w końcu to jego Ancelotti uważa za lepszego w tej chwili. Sytuacja jest jak wrzód pęczniejący emocjami tłumu kibiców.

Autor: Dariusz Wołowski

Reklama

Dyskutuj o artykule z Darkiem Wołowskim

Dowiedz się więcej na temat: Iker Casillas | Diego Lopez | Real Madryt | Carlo Ancelotti

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje