Reklama

Reklama

Real nokautuje Barcę i Atletico. Dlaczego kręcą nosem na Ancelottiego?

35. tytuł mistrza Hiszpanii dla Realu Madryt to brakujące ogniwo w koronie Carlo Ancelottiego. Włoch został pierwszym trenerem, który wygrał pięć największych lig europejskich. A mimo wszystko część fanów Królewskich wciąż kręci nosem.

Kiedy latem Zinedine Zidane opuszczał Santiago Bernabeu po sezonie bez trofeum, niewielu było w Madrycie optymistów, którzy wierzyli, że z podstarzałą kadrą Realu da się osiągnąć jeszcze coś wielkiego. Jeden z czołowych analityków ligi hiszpańskiej skupił się na transferze Kyliana Mbappe. "Jeśli Realowi uda się zatrudnić Francuza, stanie się faworytem La Liga" - przekonywał w swoim programie.

Real śmiga także bez Mbappe

Nie udało się. PSG odrzuciło kosmiczną ofertę 180 mln euro za gracza, któremu kontrakt kończy się w czerwcu 2022 roku. Rzutem ma taśmę Królewscy sprowadzili Eduardo Camavingę, ale to była inwestycja w dalszą przyszłość. Nowy starty trener Carlo Ancelotti musiał stworzyć zespół z piłkarzy tych samych, których miał Zidane. Tylko jeszcze o rok starszych. Wydawało się, że dla Karima Benzemy, czy Luki Modricia to okoliczność obciążająca.

Reklama

Dziś wiadomo, że 35. tytuł mistrzowski ma twarz Francuza i Chorwata. W swoim 13. sezonie w królewskim klubie Benzema przeżył nienotowany wcześniej wzlot. Zostanie wreszcie królem strzelców po erze Cristiano Ronaldo i Leo Messiego. Wyszedł z cienia gigantów i sam zajął miejsce na szczycie. Jest też najskuteczniejszy w Lidze Mistrzów, a to również nie udało mu się nigdy wcześniej. To jest sezon Benzemy i wspierającego go swoim geniuszem Modricia. A przecież razem mają ponad 70 lat.

Starzy giganci Realu, którzy wygrali z nim cztery razy Champions League największego sojusznika znaleźli w Viniciusie Juniorze. U Zidane’a robił postępy, ale u Ancelottiego został gwiazdą pierwszej wielkości. Jeśli do drużyny dołączy tego lata Mbappe, Real będzie miał najlepszy atak w klubowej piłce.

Ancelotti nie bolał nad tym, gdy 8 miesięcy temu transfer Kyliana nie doszedł do skutku. Skargi, szukanie usprawiedliwień i pretekstów nie są w naturze włoskiego trenera. Nawet w najtrudniejszych momentach sezonu, Carletto unosił tylko jedną brew i zaczynał szybciej żuć gumę. Dramatycznych chwili było, wbrew pozorom, bardzo dużo jak na tak znakomity czas zespołu z Santiago Bernabeu.

W Lidze Mistrzów żegnano Królewskich kilka razy. Najpierw już w fazie grupowej po porażce w Madrycie z Sheriffem Tyraspol. Wyśmiewano się, że pierwszy raz w historii klub hiszpański poległ z mołdawskim. Kto by wtedy postawił chociaż parę groszy na to, że za pół roku zespół Ancelottiego będzie walczył o finał? Z PSG w ćwierćfinale Real przegrywał 0-2 i awansował, z Chelsea przegrywał 0-3 na Santiago Bernabeu i też przeskoczył obrońcę trofeum. W międzyczasie zdarzyła się traumatyczna porażka ligowa z Barceloną 0-4 w Madrycie. To był jednak tylko wypadek przy pracy, tak jak przegrana z Sheriffem.

Real ma duszę zwycięzcy

Dla kibiców Królewskich wygrana z PSG miała drugie dno. Mbappe przekonał się na własnej skórze który klub ma duszę zwycięzcy.

Latem Ancelotti stracił zasłużoną parę stoperów. Sergio Ramos odszedł do PSG, Raphael Varane do Manchesteru United. Real wyszedł na tej zmianie znacznie lepiej niż jego niedawne symbole. David Alaba i Eder Militao mieli lepsze i słabsze chwile, ale defensywa Królewskich, wsparta rewelacyjnym Thibautem Courtoisem w bramce, spisywała się nieźle.

- Trzeba wiedzieć, które mecze można przegrać - powiedział niedawno trener Liverpoolu Juergen Klopp zastrzegając, że nie przepada za tą sentencją. Real nie poległ w tym sezonie ani razu tak boleśnie, by konsekwencje tego były nieodwracalne. Kilka dni temu przetrwał kanonadę Manchesteru City na Etihad. Porażka 3-4 daje nadzieję na finał Ligi Mistrzów. I podwójną koronę.

Po zwycięstwach z Milanem w Serie A, PSG w Ligue 1, Chelsea w Premier League i Bayernem w Bundeslidze, Ancelottiemu brakowało triumfu w Primera Division. Podczas pierwszej kadencji w Madrycie Włoch wygrał Champions League, ale w lidze przegrywał z Atletico i Barceloną. Jesienią 2014 roku Królewscy grali najpiękniejszy futbol na świecie. Ancelotti nie rotował praktycznie podstawową jedenastką i wiosną 2015 roku przyszedł kryzys. Kosztował Włocha posadę na Bernabeu.

Pracował potem w Bayernie, Napoli i Evertonie. Wydawało się, że to już równia pochyła. W Madrycie nie ma lekko. Wyżej cenią tam trenerów złotoustych, którzy olśniewają opowieściami o swoich zwycięstwach. Zidane’a hiszpańskie media traktowały z rezerwą, choć zdobył z Królewskimi więcej niż jakikolwiek inny szkoleniowiec w ponad stuletniej historii. Uważano, że jego zespół wygrywa, bo ma po prostu znakomitych piłkarzy. To samo z Ancelottim, który również nie jest typem gwiazdora. Jednemu i drugiemu zarzuca się, że drużyna nie gra wystarczająco efektownie.

Emocji, których dostarczył Real swoim fanom w tym sezonie, było jednak co niemiara. Choćby w kluczowym meczu z Sevillą, gdy przegrywając 0-2 do przerwy, Królewscy zwyciężyli 3-2 po bramce Benzemy w 92. minucie.

Nokaut dla Barcelony i broniącego tytułu Atletico

Real zdobył tytuł mistrza Hiszpanii na cztery kolejki przed końcem rozgrywek La Liga. To jest nokaut dla broniącego tytułu Atletico i próbującej się podnieść Barcelony. Ancelotti przechodzi do historii, Benzema urasta do rozmiarów gwiazd takich jak Alfredo di Stefano, Paco GentoCristiano Ronaldo, Raul Gonzalez, czy Emilio Butragueno. Przybył z Lyonu w 2009 roku, długo się aklimatyzował, a jednak to było najlepiej wydane 35 mln euro.

Lewy obrońca Marcelo jest ostatnio w cieniu. Latem opuści Real. Zdobył z nim 24 trofea bijąc rekord zmarłego niedawno Gento (23). 35. tytuł Królewskich to dla nich ogromne wydarzenie. W ostatnich 32 latach Real był najlepszy w Hiszpanii zaledwie dziesięciokrotnie.

Kiedy w 1990 roku kończyła się era legendarnej Quinta del Buitre, która wywalczyła dla klubu z Santiago Bernabeu pięć tytułów mistrzowskich z rzędu, znakomity skrzydłowy Michel Gonzalez przepowiadał, że kapryśni kibice zatęsknią szybko za tym okresem. Fani Realu byli wtedy bardzo niezadowoleni z genialnego pokolenia wychowanków, bo nie sięgnęło po triumf w Pucharze Europy.

Od 1998 roku Real znów zaczął panować na kontynencie (siedem zwycięstw w Lidze Mistrzów), ale stracił dominację w Hiszpanii. I notorycznie trwała debata, czy następne drużyny grają wystarczająco pięknie. Hiszpania to kraj, gdzie debata o stylu jest fundamentalna. Barcelona jest dumna z tiki taki, choć osiągnęła mniej niż Królewscy.

Czy Real Ancelottiego gra efektownie? Spór trwa od początku. Część fanów Królewskich uważa, że nowy stadion, przebudowany kosztem 550 mln euro, powinien być sceną dla wszystkiego co w piłce najlepsze. Ancelotti nie zaspokoił może najbardziej wymagających gustów, ale czy z tymi piłkarzami dało się zrobić więcej?

Dariusz Wołowski

ZOBACZ TEŻ:

Ancelotti: - Nawet prowadzenie 3-0 to czasem za mało

Niesamowity jubileusz gwiazdy Królewskich

Kolejny cud Realu Madryt. Cios mistrzowski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL