Reklama

Reklama

  • 1 .Atletico Madryt (23 pkt.)
  • 2 .Real Sociedad San Sebastián (23 pkt.)
  • 3 .Villarreal CF (19 pkt.)
  • 4 .Real Madryt (17 pkt.)
  • 5 .Sevilla FC (16 pkt.)
  • 6 .Cádiz CF (15 pkt.)
  • 7 .FC Barcelona (14 pkt.)
  • 8 .Granada CF (14 pkt.)

Raul Madryt po raz ostatni

Po trzech latach od opuszczenia klubu Raul Gonzalez wrócił na Santiago Bernabeu, by żegnając kibiców zdobyć symbolicznie ostatnią bramkę dla Realu Madryt. „Moje dzieci chciały, żebym zagrał z Cristiano Ronaldo” – powiedział.

Ronaldo oddał mu koszulkę z numer 7, a Iker Casillas opaskę kapitana. Na trybunach uściskał go Juan Carlos, którego przodek Alfons XIII w 1920 roku przyznał klubowi tytuł królewski. Trzy lata od nieco tajemniczego zniknięcia z Madrytu, Raul wrócił, by oficjalnie pożegnać się z kibicami. W towarzyskim meczu o trofeum Santiago Bernabeu zagrał 45 minut w barwach "Królewskich" i 45 minut dla obecnego klubu, katarskiego Al-Sadd. Real wygrał 5-0.

Dziwny to przypadek w historii klubu naznaczonej spektakularnymi transferami. Wielkość "Królewskich" zaczyna się przecież od sprowadzenia Alfredo di Stefano. Argentyńczyk, do dziś honorowy prezes, jest symbolem "belle epoque", czyli przełomu lat 50. i 60., gdy klub sześć razy sięgał po Puchar Europy. Na następny trzeba było czekać 32 lata, wtedy zaczął się drugi złoty okres - "Królewscy" osiągali europejski szczyt co dwa lata (1998, 2000, 2002). Te trzy wielkie sukcesy łączy osoba Raula Gonzaleza, najskuteczniejszego piłkarza w historii Pucharu Europy.

W panteonie symboli Realu kibice wymieniają jeszcze Emilio Butragueno, którego znaczenie pomniejsza jednak fakt, że nie zdobył Pucharu Europy. O status Raula Gonzaleza można się spierać, dla jednych jego talent trafił na właściwy czas, dla innych ten czas nastał właśnie dzięki niemu. Zagrał dla Realu najwięcej meczów, zdobył najwięcej bramek, nie doczekał jednak międzynarodowego uznania na miarę Di Stefano.

Raul i Di Stefano symbolizują debatę trwającą w klubie do dziś. Czy Real powinien być silny wychowankami, czy też graczami o wielkich nazwiskach sprowadzanymi za rekordowe sumy? Nikt w historii, ani Raul, ani Di Stefano, ani nawet Ferenc Puskas nie mieli tak doskonałej średniej bramek jak Cristiano Ronaldo. Przez cztery lata pobytu w Madrycie Portugalczyk zdobył ponad dwieście goli, starczyły one jednak do zdobycia zaledwie jednego mistrzostwa kraju i jednego Pucharu Hiszpanii. Nawet najbardziej imponujące dokonania indywidualne nie są gwarancją takich samych sukcesów drużyny.

Analizując średnie, Cristiano Ronaldo strzela gola w każdym meczu drużyny, Raul strzelał w co trzecim. Mimo tego Portugalczyk wciąż może tylko pomarzyć o tym, co osiągnął Hiszpan. Dla większości kibiców wybitniejszym graczem jest Ronaldo. Zdobył Złotą Piłkę, ma medialny status globalnej ikony, na jaki Raul nie miał szans. Futbol to jednak nie parada gwiazd, ale tworzenie z nich kolektywu.

Reklama

We wczorajszym meczu, którym Raul żegnał się z fanami Realu, dwie bramki zdobył 20-letni wychowanek Jese. Fani czekają jednak na stumilionowy transfer Garetha Bale’a, to raczej on jest pomysłem na wielkość według Florentino Pereza. Prezes klubu cierpi na swoiste rozdwojenie jaźni. Rozczarowany 11 latami oczekiwania na Puchar Europy, obiecuje kibicom powrót do hiszpańskich korzeni drużyny. Przed tym sezonem wydał 30 mln euro na Isco, 38 mln na Asiera Illarramendiego, 7 mln na Daniela Carvajala, utrzymał wychowanków Jese i Moratę, mimo starań o nich wielu klubów. Widać koncepcja "Zidanes i Pavones" wciąż jest mu bliska, choć źle się ona kojarzy kibicom, od upadku ery galaktycznej. Futbol nie lubi skrajności, uproszczeń i stereotypów.

Fani Realu, tak jak wszyscy na świecie, tylko w większej skali żyjący między radością z sukcesów i rozczarowaniami, mogą być z Raula dumni. Wystarczyły dwa lata w Bundeslidze, by stał się idolem Schalke, które do dziś opłakuje jego wyjazd do Kataru. Synonim dżentelmena, człowieka z ogładą i klasą, incydentalnie robił na boisku coś, za co mógłby się potem wstydzić (bramka ręką w meczu Ligi Mistrzów z Leeds). Poza boiskiem zrównoważony, spokojny, grzeczny, na nim zawsze wojownik. W jakimś stopniu postać tragiczna, biorąc pod uwagę, że od jego odejścia z reprezentacji Hiszpanii datuje się jej złoty okres. Tu symbolem pozostanie Iker Casillas, bramkarz-legenda, którego pozycja w klubie ostatnio mocno się zachwiała.

Owładnięty obsesją "La Decima" Real oczekuje, że do Alfredo Di Stefano i Raula Gonzaleza będzie można wkrótce dopisać trzecie nazwisko. Czy to będzie Cristiano Ronaldo, Gareth Bale, a może jednak Morata, Jese, lub Isco?

Autor: Dariusz Wołowski

Dyskutuj o artykule z Darkiem Wołowskim

Dowiedz się więcej na temat: Raul Gonzalez | Real Madryt | Iker Casillas | Cristiano Ronaldo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje