Reklama

Reklama

  • 1 .Real Madryt (13 pkt.)
  • 2 .Atletico Madryt (11 pkt.)
  • 3 .Valencia Club de Futbol (10 pkt.)
  • 4 .Real Sociedad San Sebastián (10 pkt.)
  • 5 .Athletic Bilbao (9 pkt.)
  • 6 .Sevilla FC (8 pkt.)
  • 7 .CA Osasuna (8 pkt.)
  • 8 .Real Club Deportivo Mallorca (8 pkt.)

​Primera Division. "Indianie" czy "Biali"? Kto rządzi w Hiszpanii?

Atletico przypomina rannego atletę, który przezwyciężając ból i ekstremalny wysiłek słania się na nogach, ale zmierza do mety. Równie poobijany Real Madryt nie zostawia mu jednak marginesu na błąd. Z czterech kandydatów do mistrzostwa Hiszpanii zostało dwóch.

Miguel Gutierrez miała asystę przy bramce Luki Modricia, a Marvin Park przy golu Rodrygo Goesa. Alvaro Odriozola podwyższył na 3-1, rozstrzygając w 75. minucie losy spotkania z Granadą. Czwarta bramka Karima Benzemy była formalnością. Real rozbił 4-1 rywala, który niedawno pozbawił szans na tytuł mistrza Hiszpanii Barcelonę. Plaga kontuzji w defensywie zmusiła Zinedine’a Zidane’a do sięgnięcia do rezerw. I właśnie młodzieńscy z Castilli byli bohaterami wieczoru w Primera Division.

Primera Division. Cud Realu Madryt

Dziennik "Marca" nazywa to cudem. Cud polega na tym, że Królewscy wciąż się nie poddają. Kontuzje, zmęczenie przeciążonych i starzejących się gwiazd, topniejący dystans do końca sezonu - nic ich nie zniechęca. Jeszcze niedawno do tytułu mistrza Hiszpanii aspirowały cztery drużyny: obok liderującego Atletico i Realu, także Barca i Sevilla. Dziś wiadomo, że tytuł zostanie w stolicy Hiszpanii. Przeniesie się tylko zapewne z Santiago Bernabeu na Wanda Metropolitano. Nie jest to jednak oczywiste, bo jeden remis w dwóch pozostałych do rozegrania meczach z Osasuną i Valladolid może kosztować drużynę Simeone stratę pozycji na szczycie. Real naciska. I wierzy w siebie.

Reklama

Królewscy grają znacznie trudniejsze spotkania z Athletic w Bilbao i z finalistą Ligi Europy Villarreal. Wymęczeni, zdziesiątkowani plagą urazów piłkarze Zidane’a biją się o zachowanie szansy na jedyne w tym sezonie trofeum. Wygrają - uratują go, przegrają - będzie poczucie klęski. Choć to Real ratował honor Hiszpanii w Lidze Mistrzów, nie będzie to jednak okolicznością łagodzącą. Na Santiago Bernabeu liczą się trofea.

Równie poturbowane i zmęczone jest Atletico. Jesienią jego przewaga nad wielkimi rywalami przekroczyła 10 pkt. Luis Suarez strzelał wtedy jak nakręcony. Dziś zmęczony zespół ciuła punkty z ogromnym trudem. Decydują nie tylko umiejętności, ale niezłomność charakteru drużyny Diego Simeone. I ta odrobina szczęścia - przy przestrzelonych rzutach karnych rywali w końcówkach spotkań. Piłkarze Atletico muszą i potrafią cierpieć, by osiągnąć wymarzony cel. Tak jak Suarez jesienią, tak teraz bohaterem jest Jan Oblak. Słoweński bramkarz dokonuje cudów broniąc wyjątkowo trudne strzały, jak ten Leo Messiego w sobotę, czy graczy Realu Sociedad Isaka i Portu w środę.

Primera Division. Stolica kraju stolicą piłki

W dziwnym, pandemicznym sezonie o losach mistrzostwa Hiszpanii rozstrzyga determinacja drużyny. Umiejętność przerwania kryzysów, chwil załamania. Jeszcze dwa tygodnie temu w najlepszej sytuacji była Barcelona. Wystarczyło jej pokonać Granadę na Camp Nou, by zostać liderem. Katalończycy grali w pełnym składzie, zdobyli prowadzenie po akcji Messiego z Antoine Griezmannem, ale zabrakło charakteru. Porażka 1-2 była ciężkim ciosem, po którym przyszedł ten ostatni, już decydujący (3-3 z Levante). W tym spotkaniu Barca prowadziła 2-0 i 3-2, ale wygrać znów nie potrafiła. Nie ma jeszcze zespół Ronalda Koemana mentalności zwycięzcy.

Wyniki, tabelę i terminarz Primera Division znajdziesz tutaj!

Symbole Realu Madryt i Atletico sąsiadują ze sobą w stolicy Hiszpanii. Fontannę Kybele, gdzie tytuły świętują fani Królewskich, dzieli zaledwie kilkaset metrów od fontanny Neptuna - pod którą zbierają się kibice Atletico. W 2014 roku zwolennicy drużyny Simeone przybyli pod Neptuna, by na kilkadziesiąt tysięcy głosów zaśpiewać "Niech wiedzą Biali kto rządzi w stolicy". Było to zaraz po tym jak Atletico zdobyło swój ostatni tytuł mistrzowski.

Kilka dni później obydwa madryckie kluby starły się w Lizbonie w finale Ligi Mistrzów. Po dogrywce wygrał Real. I nad ranem na placu Kybele kapitan Królewskich Sergio Ramos zaintonował "Niech wiedzą Indianie kto rządzi w stolicy". Na placu i w jego okolicach zebrało się wtedy podobno 2 mln ludzi.

Dziś drużyny Simeone i Zidane’a w Europie znaczą mniej. Obie z Ligi Mistrzów wyrzuciła Chelsea. Atletico w 1/8 finału, Real w półfinale. W Hiszpanii nie mają sobie równych. Barcelona i rewelacyjna Sevilla nic już na to nie poradzą.

Dariusz Wołowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje