Reklama

Reklama

Tabela gr. E "Polskiej" :
  • 1. Słowacja (3 pkt.)
  • 2. Hiszpania (1 pkt.)
  • 3. Szwecja (1 pkt.)
  • 4. Polska (0 pkt.)

​Primera Division. Histeria i dramaturgia

Strach przed porażką paraliżował w sobotę piłkarzy Barcelony i Atletico. Bezbramkowy remis na Camp Nou był zwycięstwem dla Realu Madryt, który w niedzielę nie potrafił tego wykorzystać, dzieląc się punktami z Sevillą (2-2). Zinedine Zidane był wściekły na arbitra. Finisz La Liga wciąż utrzymuje się w temperaturze wrzenia.

"Jestem wściekły i żadne tłumaczenia mnie nie interesują" - powiedział Zizou. Tak ostre słowa w ustach trenera Realu pojawiają się rzadko. Zidane nie rozumiał, dlaczego sędzia wskazał na rzut karny po zagraniu piłki ręką przez Edera Militano. Do podjęcia tej decyzji posłużył się analizą VAR. A potem Ivan Rakitic wykorzystał jedenastkę i w 78. minucie Sevilla znów prowadziła 2-1.

Primera Division ważniejsza od Ligi Mistrzów?

"Królewscy" gonili rywala niemal całe spotkanie. Gdyby je wygrali, zostaliby liderem na trzy kolejki przed końcem. Wtedy zależeliby od siebie. 9 pkt. w pojedynkach z Granadą, Athletic Bilbao i Villarreal gwarantowałoby im obronę tytułu mistrza Hiszpanii. Nie dokonali tego od 2008 roku. A przecież Zidane kilka razy wprawiał kibiców i szefów klubu w zakłopotanie, mówiąc, że triumfy w La Liga stawia ponad zwycięstwa w Lidze Mistrzów. Jego zdaniem to liga jest najlepszym miernikiem pracy i wysiłku zespołu, a mecze w Europie to tylko święto.

Reklama

"Złodziejstwo, skandal, niesprawiedliwość" - madrycki dziennik "Marca" cytuje słowa działaczy Realu, którzy komentowali pracę arbitra w starciu z Sevillą. Rakitic uważał z kolei, że karny był ewidentny. Przed meczem sędzia Juan Martinez Munuera źle się kojarzył Sevilli, bo w poprzednim spotkaniu obu drużyn nie uznał dla niej gola zdobytego przez Holendra Luuka de Jonga.

Działacze Realu uważają, że VAR jest wykorzystywany przeciw ich drużynie. Z kolei stoper Barcelony Gerard Pique twierdzi, że w ubiegłym sezonie to sędziowie sprezentowali "Królewskim" mistrzostwo. Pique powołał się na słowa baskijskiego arbitra Iturralde Gonzaleza, który stwierdził, że 90 procent sędziów w La Liga kibicuje Realowi, a tylko 10 procent Barcelonie.

Co ma na to powiedzieć liderujące w Primera Division Atletico Madryt? Jemu nie sprzyja żaden arbiter? Oczywiście Diego Simeone gra w tę samą grę co Real i Barca. Też się skarży i ogłasza, że jego zespół jest notorycznie krzywdzony przez sędziów. Wywieranie presji na arbitrach to w La Liga standard. Każdy werdykt jest kwestionowany, ofiarami są wszyscy. Służy to jednemu: by w kolejnych meczach sędziowie "oddali" to co "zabrali" wcześniej.

W tej sytuacji rozważania o formie drużyn i piłkarzy schodzą na plan dalszy. Tymczasem szczęście uśmiechnęło się w niedzielę do Edena Hazarda. Latem 2019 roku Real zapłacił za Belga 100 mln euro. Miał być następcą Cristiano Ronaldo, najjaśniejszą gwiazdą "Królewskich". Tymczasem w dwa sezony miał 11 kontuzji. W lidze hiszpańskiej zdobył zaledwie trzy bramki. W 94. minucie meczu z Sevillą niemiecki pomocnik Toni Kroos zdecydował się na strzał z dystansu, piłka trafiła w nogę Hazarda, zmyliła bramkarza i w ten sposób Real uratował remis 2-2.

A przecież ostatnio Hazard był w klubie persona non grata. Po porażce z Chelsea w półfinale Ligi Mistrzów śmiał się i żartował z byłymi kolegami z Londynu. Fani "Królewskich" się wściekli, bramkarz Thibaut Courtois nazwał zachowanie rodaka mało profesjonalnym. Belg przeprosił. I w kolejnym spotkaniu na coś się w końcu przydał.

Barca i Atletico dziękują Sevilli

Sevilla bardzo pomogła Atletico i Barcelonie. Co prawda Katalończycy nie wygrali ani jednego z czterech spotkań z liderem i wiceliderem, ale wciąż są w grze o tytuł. Nawet barcelońskie media uważają, że drużyna Ronada Koemana na mistrzostwo nie zasługuje, ale Leo Messi i reszta nie tracą nadziei. W sobotę nie znaleźli sposobu na pokonanie Jana Oblaka. W pamięci fanów pozostanie wspaniała interwencja Słoweńca po strzale Messiego, który ograł wcześniej sześciu rywali. Najlepszą okazję na gola dla Katalończyków miał rezerwowy Ousmane Dembele, który główkował z sześciu metrów, ale niecelnie.

Atletico też wygrać nie umiało. Zdaniem komentatorów, zespoły Simeone i Koemana paraliżował strach przed porażką. Piłkarze obu drużyn nie podjęli ryzyka i dostali za to nagrodę od Realu i Sevilli.

"La Liga płonie" - piszą hiszpańskie portale i dzienniki. Atletico wciąż zależy od siebie. Jeśli wygra z Realem Sociedad, Osasuną i Valladolid, będzie mistrzem.

Drużyna Simeone jest jednak w kiepskiej formie. W ostatnich trzech kolejkach zdobyła zaledwie cztery pkt. A byłyby dwa, gdyby w doliczonym czasie starcia z Elche Fidel Chaves nie zaprzepaścił karnego.

Wyniki, tabelę i terminarz Primera Division znajdziesz tutaj!

Najłatwiejszy kalendarz do końca sezonu ma Barcelona. Levante, Celta i Eibar to rywale przeciętni. Tylko zespół z Vigo jest groźny, w sobotę rozbił 4-2 finalistę Ligi Europy Villarreal. Tam VAR interweniował najczęściej, gospodarze dostali dwie czerwone kartki, goście jedną. Ci pierwsi pod koniec pierwszej połowy, ci drudzy pod koniec meczu. Skarg na arbitrów było bardzo dużo. Jak to w La Liga.

Dariusz Wołowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje