Reklama

Reklama

  • 1 .Real Madryt (17 pkt.)
  • 2 .Atletico Madryt (17 pkt.)
  • 3 .Real Sociedad San Sebastián (17 pkt.)
  • 4 .Sevilla FC (14 pkt.)
  • 5 .CA Osasuna (14 pkt.)
  • 6 .Rayo Vallecano (13 pkt.)
  • 7 .Athletic Bilbao (13 pkt.)
  • 8 .Valencia Club de Futbol (12 pkt.)

Po meczu Realu z Elche - kiedy grają sędziowie

Gładko wyżelowany arbiter Muniz Fernandez pomógł Realowi Madryt pokonać 2-1 piłkarzy Elche, którzy czuli się oszukani tak samo, jak niedawno gracze Sevilli na Camp Nou. Czy sędziowie faktycznie sprzyjają wielkim?

"Tragiczny. Nie poruszył mu się nawet jeden włos, ale jego sędziowanie było pożałowania godne. Nie odważył się pokazać zasłużonej drugiej żółtej kartki Ramosowi, gdy do końca meczu pozostawała godzina, a potem w 96. min podyktował niesłusznego karnego za faul na Pepe". W ten sposób pracę Muniza Fernandeza skwitował madrycki dziennik "Marca", o którym można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że jest wrogo nastawiony do "Królewskich". Oceniając pracę arbitra w skali od 0 do 10, największa sportowa gazeta w Hiszpanii przyznała mu notę 0!

Reklama

Praca arbitra stała się głównym tematem dyskusji po meczu, w którym Elche w 92. min uzyskało wyrównującą bramkę. Wydawało się, że tego wyniku nic nie zmieni, gdy po rzucie rożnym Pepe pociągnął za rękę rywala, po czym sam padł jak długi w polu karnym. Strzałem z jedenastu metrów Cristiano Ronaldo uratował zwycięstwo dla "Królewskich".

Słowo "robo" (rabunek) pada w Primera Division coraz częściej. Wczoraj powtarzali je zrozpaczeni gracze i trenerzy Elche, parę dni temu to samo mówili piłkarze Sevilli, gdy w przegranym 2-3 starciu z Barceloną na Camp Nou arbiter nie uznał im gola, twierdząc, że strzelec Juan Cala faulował Daniego Alvesa. Wtedy wszyscy w Barcelonie bronili Muniza Fernandeza, teraz są oczywiście oburzeni.

"Tak wygrywa Real. Oszustwo" - ogłasza na okładce kataloński "Sport". Gerard Pique też nie wytrzymał po starciu Realu z Elche i na twitterze napisał, iż Canal+Sport, który pokazuje mecze Primera Division, wyemitował tym razem komedię. "Cieszę się, że niektórzy zamienili teatr na kino" - odpisał mu równie ironicznie kolega z Realu Alvaro Arbeloa. To stwierdzenie w stylu Jose Mourinho oskarżającego kiedyś graczy Barcelony o "teatr", czyli notoryczne symulowanie fauli.

Carlo Ancelotti słusznie zauważył, że piłkarze powinni przede wszystkim przemawiać na boisku. Arbeloa "przemawiał" źle, to po akcji jego skrzydłem Boakye zdobył gola na 1-1 dla Elche. Pique, który podczas meczu z Sevillą przegrał pojedynek powietrzny z Calą, też szybko zapomniał, co się stało zaledwie 11 dni temu na Camp Nou.

Przekonanie, że przygniatająca przewaga ekonomiczna nie wystarczy Realowi i Barcelonie, jest w Hiszpanii powszechne. Fani mniejszych klubów recytują z pamięci dziesiątki przykładów potwierdzających, że sędziowie pomagają wielkim, krzywdząc mniejszych i biedniejszych. Nie jest to zresztą problem hiszpański. Słynny termin "Fergie time" miał dowodzić, że w Premier League gra się do chwili, kiedy Manchester United nie zdobędzie zwycięskiej bramki, a jego legendarny boss nie uzna, iż mecz można zakończyć.

W dziedzinie sędziowskiej trudno oddzielić prawdę od legend i pomówień. Są trenerzy, którzy z założenia nie komentują pracy arbitrów uważając, że tak jak oni i piłkarze, tak i prowadzący spotkania mają prawo popełniać błędy. Problem polega na tym, że w tych błędach wielu widzi świadomą działalność. Muniz Fernandez jest arbitrem aroganckim i wyjątkowo irytującym. Wydaje najbardziej absurdalne decyzje bez mrugnięcia okiem. Część fanów uważa, że to nie jest przypadek. Że ma bezgraniczne wsparcie swoich szefów, co więcej jest ich prawą ręką. A więc komuś, kto rządzi hiszpańską piłką zależy na tym, by pomagać Realowi i Barcelonie?

Podejrzewanie sędziów o stronniczość ma długą tradycję i jest nieźle uzasadnione. Nie dotyczy oczywiście wyłącznie małych klubów. Fani Barcelony wspominają, że w latach 1967-70 i 1975-80 oraz 1985-90 sędziami w Hiszpanii rządził niepodzielnie Jose Plaza, uważany za zapamiętałego wroga klubu z Camp Nou. W tym czasie Barcelona nie była mistrzem Hiszpanii ani razu. Podobno Plaza uważał to za swój osobisty sukces. Łatwo wyobrazić sobie, że to wystarczy fanom z Camp Nou za wyjaśnienie problemu. Tak jak Mourinho uważał, że nie byłoby wielkiego wzlotu zespołu Pepa Guardioli, gdyby jego drużynie nie pomagali sędziowie. Tak w Primera Division, jak w Champions League.

Dramatyczne tytuły w dzisiejszej prasie katalońskiej to tylko przejaw stronniczości i zacietrzewienia. Tak jak polemika między Pique i Arbeloą. Cały ten krzyk dowodzi jednego: że w jednej z najsilniejszych lig świata problem złych arbitrów nie zostanie szybko załatwiony. Zamiast rzeczowej, w miarę obiektywnej debaty, główne strony konfliktu potrafią wyłącznie obrzucać się nawzajem oskarżeniami. Bo przecież nikt w Katalonii nie ma wątpliwości, że wczoraj nie chodziło wcale o Elche. Muniz Fernadez pomógł Realowi tylko po to, by nie tracił dystansu do Barcelony. Dlaczego jednak 15 września w starciu z Sevillą ten sam zły arbiter przyczynił się do zwycięstwa drużyny z Camp Nou?

"Złodziejstwo" - powtarzali wtedy gracze i trenerzy Sevilli, a dziennik "Marca" przyznał Munizowi Fernandezowi notę 2 w skali do 10. Może więc nie chodzi wcale o spisek zakrojony na wielką skalę, ale błędy jednego, słabego sędziego?

Dyskutuj z autorem artykułu na jego blogu

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje