Partner merytoryczny: Eleven Sports

Pierwszy problem Szczęsnego w Barcelonie. "W tym daleko mu do Ter Stegena. Tu musi ryzykować"

W poprzednim sezonie Wojciech Szczęsny grał pod wodzą Massimiliano Allegriego w Juventusie, a trwający - poprzedzony krótką emeryturą sportową - spędzi pod okiem Hansiego Flicka w Barcelonie. Polski bramkarz może doznać małego szoku, bo ci szkoleniowcy stawiają na zupełnie inną filozofię gry. 34-latek będzie musiał się przyzwyczaić, że jednym z kluczowych aspektów oceny jego gry może zostać gra nogami. Z nią miał problem w zeszłym roku, ale też nigdy nie była jego główną zaletą. - Daleko mu w tym aspekcie do Ter Stegena. Prawdopodobnie się poprawi, ale to wciąż może być element, w którym ucierpi - powiedział Interia Sport Adria Tella, dziennikarz katalońskiej gazety "L'Esportiu".

Wojciech Szczęsny i Marc-Andre ter Stegen - fot. Christian Charisius
Wojciech Szczęsny i Marc-Andre ter Stegen - fot. Christian Charisius/IMAGO/Sergio Ruiz / PRESSIN/AFP

W ostatnich latach pozycja golkipera w światowej piłce nożnej ewoluowała. Minęła właśnie dekada od momentu, w którym Manuel Neuer zdobywał z reprezentacją Niemiec mistrzostwo świata, prezentując nowoczesny styl - całkowicie kontrolując dużą przestrzeń za plecami swoich obrońców, agresywnie wybiegając do podań prostopadłych przeciwników i zachowując zimną krew z piłką przy nodze nawet przy ostrym pressingu rywala. Mijają kolejne sezony, a trend nie słabnie. Coraz więcej trenerów uważa grę nogami za jedną z najważniejszych umiejętności. Tak jest chociażby w Manchesterze City i Arsenalu - wybrańcami Pepa Guardioli i Mikela Artety są odpowiednio Ederson i David Raya.

Z takiego samego założenia wychodzi Hansi Flick, który stawia pierwsze kroki w swoim etapie kariery w Barcelonie. To jednak kwestia nie tylko taktyki szkoleniowca, ale i filozofii klubu. "Duma Katalonii" od dawna była kojarzona z tiki-taką i zdominowaniem rywala. Golkiper ma być nie tylko ostatnim broniącym, ale także pierwszym rozgrywającym. Tu rodzi się wyzwanie dla Wojciecha Szczęsnego. Do Katalonii przeniósł się ze sportowej emerytury, ale jeszcze chwilę przedtem był zawodnikiem Juventusu. To klub brzmiący prestiżowo, ale w poprzednim sezonie grający w bardzo nieefektowny sposób.

Kampania 2023/24 okazała się dla trenera Massimiliano Allegriego ostatnią w Turynie. Jego zespół uplasował się na niezłym 3. miejscu w Serie A, ale piłkarskich "fajerwerków" tam zabrakło - zajął dopiero 12. miejsce w statystyce posiadania piłki (przeciętnie 48,4 proc. na spotkanie, najgorszy wynik spośród drużyn z pierwszej dziesiątki tabeli) i średnio zanotował tylko 363,5 podania na 90 minut (10. lokata, Inter czy Bologna miały ich około 480). "Stara Dama" może chciała grać w piłkę, ale niekoniecznie piłką.

Niepokojące statystyki podań Wojciecha Szczęsnego. Juventus nie chciał piłki

Nastawienie defensywne "Juve" rzecz jasna odbiło się na liczbach Szczęsnego. Według Juliego Claramunta z Jijantes podawał futbolówkę z celnością ogólną 74,65 proc., w tym 48,91 proc. w przypadku długich piłek (co najmniej 27-metrowych). Marc-Andre ter Stegen w poprzedniej kampanii w "Dumie Katalonii" zanotował z kolei odpowiednio 88,36 oraz 63,67 proc. Różnicę około 15 punktów procentowych można śmiało uznać za bardzo dużą.

Eksperci przyznają, że Polak wypada w tym porównaniu gorzej nie tylko ze względu na styl gry Allegriego, ale po prostu na fakt, że słabiej gra nogami. Kontrola futbolówki to jeden z największych atutów Niemca. Przyznał to w rozmowie z Interia Sport Adria Tella, dziennikarz "L'Esportiu", jedynego dziennika sportowego sprzedawanego wyłącznie w Katalonii.

Oczywiste jest, że gra nogami nie jest mocną stroną Szczęsnego, daleko mu w tym do Ter Stegena. Ale żaden z dostępnych do zakontraktowania bramkarzy nie był dużo lepszy w tym obszarze. Polak najpewniej będzie musiał podejmować większe ryzyko niż w poprzednich drużynach, ponieważ gra Flicka tego wymaga. Prawdopodobnie poprawi się dzięki specyficznemu rodzajowi treningów, jakie są w Barcelonie. To wciąż może być jednak aspekt, w którym najbardziej ucierpi

~ Adria Tella dla Interii

Generalnie jednak zakontraktowanie 34-latka jest interpretowane bardzo pozytywnie, ma on przecież wiele zalet, jak chociażby refleks na linii. Gdy zarząd "Blaugrany" dowiedział się, że wznowienie jego kariery jest możliwe, opcja Keylora Navasa w zasadzie przestała istnieć. 

- Mówiło się o Kostarykańczyku, ponieważ był najbardziej doświadczonym bramkarzem spośród tych, którzy byli dostępni. Kiedy pojawił się temat Szczęsnego, stał się pierwszym kandydatem. Wątpliwości dotyczyły tego, czy podpisać z nim kontrakt teraz, czy poczekać do stycznia, przeczekując dwa miesiące z Iñaki Peñą między słupkami. Osobiście rozumiem, że sztab trenerski wolał pokryć lukę w bramce natychmiast. Polak ma duże doświadczenie, przez wiele lat był graczem podstawowego składu w dużych zespołach w skali Europy. Jeśli przyjeżdża z dobrym nastawieniem, to wydaje mi się najlepszą opcją na teraz - wytłumaczył nasz rozmówca.

Wojciech Szczęsny/Piotr Matusewicz / Piotr Matusewicz / DPPI via AFP/AFP

Czy to na pewno ostatni sezon Szczęsnego? "Jeśli będzie błyszczał..."

Zapytaliśmy go o słowa Hansiego Flicka, który w ostatnich dniach wychwalał Peñę i sugerował, że może pozostać "jedynką" w bramce do końca sezonu. Wypowiedzi te wiele osób odebrało za dyplomację najwyższej próby. Tella spodziewa się Szczęsnego jako zwycięzcy tej rywalizacji, ale nie wyklucza, że 25-latek urodzony w Alicante zachowa miejsce w wyjściowej jedenastce dłużej niż kibice się spodziewają.

- Myślę, że na razie Iñaki pozostanie "jedynką", aby dać Szczęsnemu czas na adaptację, trening i wejście w rytm. Uważam, że w perspektywie średnioterminowej to Polak będzie wyżej w hierarchii. Rozumiem słowa Flicka o rywalizacji na tej pozycji. Nie może powiedzieć, że na pewno Szczęsny zostanie zawodnikiem podstawowego składu, ale piłkarz z jego doświadczeniem i poziomem powinien mieć taki status. Z nim powinno być łatwiej o walkę o mistrzostwo Hiszpanii, choć z Ter Stegenem czy Peñą "Blaugrana" także nie byłaby faworytem do triumfu ani w LaLiga, ani w Champions League - podkreślił.

Przed byłym graczem Juventusu, Romy czy Arsenalu wiele wyzwań. Do końca sezonu będzie częścią jednego z najbardziej medialnych klubów na świecie. Czy sezon 2024/25 okaże się niezwykle prestiżowym, ale ostatnim tańcem w karierze 34-latka? Sport jest na tyle nieprzewidywalny, że trudno to stwierdzić na 100 procent, choć wszystko na to wskazuje. Na razie jednak Polak ma kontrakt do 30 czerwca. A co dalej?

Nigdy nie można wykluczyć jego pozostania na dłużej, ale jest zbyt wcześnie, aby to stwierdzić. Trzeba zobaczyć, jaki poziom zaprezentuje i w jakiej formie wróci Ter Stegen. Jeśli Polak będzie błyszczał, być może klub rozważy zaoferowanie mu przedłużenie do 2026 roku. Mimo to na razie wydaje się to trudne do wyobrażenia. Myślę, że zarówno klub, jak i zawodnik myślą tylko o tym sezonie

~ Adria Tella dla Interii

Hansi Flick został zapytany Lewandowskiego i Szczęsnego. „Jest naprawdę świetny”. WIDEO/AP/© 2024 Associated Press
Marc-Andre ter Stegen/AFP
Inaki Pena/JOSE MIGUEL FERNANDEZ / NurPhoto / NurPhoto via AFP/AFP
INTERIA.PL

Zobacz także

Sportowym okiem