Reklama

Reklama

  • 1 .Atletico Madryt (55 pkt.)
  • 2 .FC Barcelona (53 pkt.)
  • 3 .Real Madryt (52 pkt.)
  • 4 .Sevilla FC (48 pkt.)
  • 5 .Real Sociedad San Sebastián (41 pkt.)
  • 6 .Villarreal CF (37 pkt.)
  • 7 .Real Betis Balompié (36 pkt.)
  • 8 .Levante UD (32 pkt.)

Neymar, PSG, Barcelona. A jeśli to jest tylko blef?

Neymar przejdzie do Barcelony, tak jak chce? A może do Realu? Albo jeszcze do Juventusu? Najdłuższa saga transferowa tego lata coraz bardziej przypomina operę mydlaną, ale przy okazji pojawiają się też dość niespodziewane informacje. A jeśli te wszystkie negocjacje, mniej lub bardziej wiadome, są tylko wielkim blefem Barcelony, by na końcu zostało po staremu? To ciągle bardzo realny scenariusz.

Już zwracaliśmy na to uwagę - tu wszystko może zmienić się w ciągu jednego dnia. Ale dzisiaj, pewne jest jedno: od półtora miesiąca, gdy Brazylijczyk został oficjalnie wystawiony na listę transferową nie zmienia się nic. Albo prawie. Neymar jest cały czas graczem PSG i w Paryżu na serio rozważają scenariusz - jak przywrócić swoją największą gwiazdę do drużyny.

Reklama

Zreasumujmy. Paris Saint-Germain uchylił furtkę, przez którą Brazylijczyk miałby odejść, ale nie zamierza robić tego ani na siłę, ani za pół darmo. Oferta musi być konkretna, bo marketingowo Brazylijczyk przedstawia zbyt dużą wartość. Sportowo  zresztą też, nawet jeśli stracił wiele ze swojego blasku przez ostatnie dwa lata.

Gdy po pierwszej kolejce, kiedy reakcja Parc des Princes była niesłychanie wroga wobec Neymara, wydawało się, że pole manewru jest coraz mniejsze; że obie strony doszły do punktu, z którego nie ma już powrotu. Dzisiaj to przekonanie nie jest, mimo wszystko, takie oczywiste.

Barcelona może i by chciała ściągnąć swojego byłego gracza z powrotem, ale działa na razie z pewną taką nieśmiałością, a przede wszystkim nie ma poważnych argumentów finansowych. Jeśli bowiem PSG dopuszcza ciągle włączenie do transakcji niektórych zawodników, to liczy też na poważny zastrzyk finansowy. Nieoficjalnie - co najmniej 100 milionów euro, aby jeszcze zareagować na rynku transferowym. Trener Thomas Tuchel mówi wprost: - Gdyby Neymar odszedł, musimy kogoś kupić na jego miejsce. To jasne. Ale dzisiaj to jest ciągle zawodnik mojej drużyny.

Dopowiedzmy od razu, ze źródeł zbliżonych do PSG wchodzili w grę trzej gracze z Katalonii - Coutinho, Dembele i Semedo. Tymczasem wypożyczenie tego pierwszego do Bayernu zostało zinterpretowane w Paryżu jako ruch władz Barcelony uniemożliwiający dokonanie jakiejkolwiek transakcji. Co do Brazylijczyka nie było bowiem wątpliwości - to miała być najsilniejsza karta przetargowa w tych negocjacjach. Powstało więc naturalne pytanie - jakie są prawdziwe zamiary katalońskiego klubu.

Jak by tego było mało, i sam Dembele i jego agent stanowczo odrzucili możliwość jakiejkolwiek zamiany. Pole manewru na linii Barcelona - Paryż zmniejszyło się więc do minimum, a we wtorek wieczorem katalońskie radio RAC1 poinformowało, że kolejna oferta - polegająca tym razem na wypożyczeniu i obowiązkowym wykupieniu piłkarza za rok - został odrzucona.

Na różnych etapach negocjacji pojawiały się informacje o zainteresowaniu Realu. Te związki otoczenia Neymara z "Królewskimi" nie są świeże. Klub z Madrytu miałby wykorzystać okazję, widząc, że brazylijski gwiazdor bardzo chce zmienić otoczenie, a jednocześnie Barcelona dzisiaj na niego nie stać.

I tutaj być może tkwi najciekawsza dzisiaj tajemnica tych rozmów. A jeśli Barcelona tylko pozoruje negocjacje - nie mając środków na sprowadzenie Neymara, a nawet niekoniecznie go potrzebując - aby nie dopuścić do jego przenosin do Madrytu. Łatwo bowiem wyobrazić sobie reakcję kibiców w Katalonii, gdyby Brazylijczyk - mający wciąż ogromna wartość marketingową - zasilił najgroźniejszego rywala. Niezależnie od tego, że trener Realu Zinedine Zidane zdecydowanie bardziej potrzebuje dzisiaj kogoś w rodzaju Paula Pogby, a nie Neymara.

Na horyzoncie rzekomo pojawił się jeszcze Juventus. Trudno to całkowicie wykluczać (tym bardziej, że w Paryżu zainteresowanie Paulo Dybalą, którego nie chcą w Turynie, jest realne), ale szefowie "Starej Damy" dementują te doniesienia. Co jeszcze nie oznacza, że nieoficjalnie badają teren.

Tak czy inaczej, cały czas wszystko wydaje się nie w nogach Neymara, ale raczej w rękach klubu z Paryża. Bo nieoficjalny przekaz z Dohy, gdzie zapadają strategiczne decyzje dla PSG, jest następujący: sprzedaż tak, ale nie za wszelką cenę.

Paradoksalnie, jest jeszcze jeden element, który może wpłynąć na potencjalną transakcję. Porażka paryżan już w drugiej kolejce nowego sezonu, w ostatnią niedzielę, a przede wszystkim niepokojący brak kreatywności w grze nakazuje szefom klubu dwa razy bardziej zastanowić się nad oddaniem takiego zawodnika.

A jak sobie poradzić z ponownym wkomponowaniem go do zespołu, to już inny problem. Wcale niemały.

Neymar ciągle liczy, że do 2 września znajdzie się rozwiązanie, choć pojawiają się też nieoficjalne głosy z jego otoczenia, jakoby zaczynał godzić się z nieuchronnym przeznaczeniem.

A może to tylko cisza przed burzą?

Remigiusz Półtorak

Zobacz wyniki hiszpańskiej Primera Division

Ligue1: wyniki, terminarz, tabela

Dowiedz się więcej na temat: Neymar | Paris Saint-Germain | FC Barcelona | Real Madryt

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama