Reklama

Reklama

  • 1 .Real Madryt (39 pkt.)
  • 2 .Sevilla FC (31 pkt.)
  • 3 .Real Betis Balompié (30 pkt.)
  • 4 .Atletico Madryt (29 pkt.)
  • 5 .Real Sociedad San Sebastián (29 pkt.)
  • 6 .Rayo Vallecano (27 pkt.)
  • 7 .FC Barcelona (23 pkt.)
  • 8 .Valencia Club de Futbol (22 pkt.)

Mniejsze Gran Derbi, z Cristiano Ronaldo na ławce?

W sobotę czeka nas najdziwaczniejszy klasyk w historii. Bukmacherzy stawiają na Barcelonę, choć zaledwie we wtorek poległa na Camp Nou 1-3, a kibice Realu domagają się, by Jose Mourinho posłał do gry rezerwowych.

Po wtorkowej wiktorii w półfinale Pucharu Króla, fani "Królewskich" nie potrzebują więcej dowodów, że ich drużyna jest w tej chwili mocniejsza od lidera Primera Division. Taki wniosek można wyciągnąć z internetowej ankiety madryckiego dziennika "As", w której 90 procent głosujących uważa, iż gwiazdy z Santiago Bernabeu powinny odpoczywać przed wtorkowym starciem z Manchesterem United w Champions League. Celem Realu jest awans do ćwierćfinału, o który będzie szalenie trudno po remisie u siebie 1-1. Sobotnia batalia z Barceloną wyprzedzającą "Królewskich" w tabeli aż o 16 pkt, jest prestiżowa, ale właściwie nic poza tym.
 
Dziennik "As" donosi, że Cristiano Ronaldo zacznie mecz na ławce, by wszystkie swoje myśli skoncentrować na wyprawie na Old Trafford. W zespole "Królewskich" będzie zapewne więcej zmian, szansę gry dostaną Modric, Kaka, który jeszcze nigdy nie wygrał klasyku, pewnie Benzema, Marcelo, Albiol, Essien. Ławka drużyny z Santiago Bernabeu pełna jest znanych nazwisk. Ostatnio pojawił się na niej nawet Pepe, ze względu na eksplozję formy nastolatka Raphalea Varane'a.
 
Oczywiście Real nie zlekceważy Gran Derbi, tak jak nie jest mu wszystko jedno, jaki dystans będzie miał do lidera po tym meczu? Nie ma klasyków bez znaczenia, tyle, że tym razem starcie z Barceloną przysłania mecz roku na Old Trafford.
 
Ten scenariusz potwierdzają bukmacherzy, którzy w sobotnim starciu dają większe szanse gościom z Katalonii. Reakcja Barcelony po wtorkowej porażce jest fascynującą zagadką, tuż po meczu Jordi Roura przyznał, że czas na zmiany. Co prawda konieczność korekt odniósł do rewanżu z Milanem w Champions League, ale planowane udoskonalenia w grze kolosa z Camp Nou powinny być dostrzegalne już w sobotę. Czy Katalończycy mają plan B, czy umieją zareagować na kryzys, czy jeszcze raz pójdą w zaparte trzymając się utartego scenariusza, który dał im tyle sukcesów w ostatnich latach, ale chyba w końcu zaczął się wyczerpywać?
 
Potrzebę zmian dostrzegają także media w Katalonii. Przed starciem z Milanem, Barca nie będzie miała lepszej okazji do eksperymentów niż jutrzejsza na Santiago Bernabeu. To najlepsze miejsce dla Leo Messiego by wyjść z dołka. W ostatnim czasie Argentyńczyk wyglądał na totalnie zniechęconego do gry. Mecze z Milanem i Realem spędził na niczym, zagrażając bramce tylko incydentalnie. Dla niego jutrzejsze starcie to test. Lider Primera Division potrzebuje jego goli, koledzy muszą odzyskać przekonanie, że tak hołubiony w szatni Argentyńczyk jest w stanie dać impuls do zmian.
 
Z pewnością gracze Barcelony będą w sobotę bardziej zmotywowani. Oni rewanż z Milanem w Champions League grają dopiero za 11 dni. Dla Realu wszystko, co najważniejsze wydarzy się już za cztery dni na Old Trafford. Tam drużyna przejdzie test ognia. Jeśli go przetrwa, ten sezon, tak fatalny w Primera Division, może być jeszcze wielki. Powtarzanie, że dla kolosa z Madrytu 10. tytuł najlepszego w Europie jest bezdyskusyjnym priorytetem, staje się nudne.

We wtorek na Camp Nou gracze Realu zafundowali sobie ogromny zastrzyk entuzjazmu i wiary w siebie. Na tle Barcelony wyglądali na zespół doskonały, świadomy swoich atutów i celów. Trzeba to potwierdzić na Wyspach za cztery dni, inaczej wielką euforię, szybko zastąpi głęboka depresja. A Ronaldo, czy Mourinho przestaną być bohaterami.

Reklama

Autor: Dariusz Wołowski

Dyskutuj o artykule z Darkiem Wołowskim!

Zapraszamy na relację na żywo z meczu Real Madryt - FC Barcelona!


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL