Reklama

Reklama

Kto będzie królem w erze po Mourinho?

Barcelona i Real Madryt zaczynają wyścig o mistrzostwo Hiszpanii z nowymi trenerami i jeszcze większą przewagą nad konkurencją. Najlepsza liga według rankingu UEFA traci na wartości nawet w oczach dwójki monopolistów.

"Jesteś mi winien Puchar Europy" - powiedział do Xabiego Alonso Carlo Ancelotti nawiązując do dramatycznego finału z 2005 roku, w którym Liverpool pobił prowadzony przez Włocha Milan po serii rzutów karnych. Spokój i poczucie humoru nowego trenera Realu mają się okazać bezcenne przy zakopywaniu topora wojennego po erze Jose Mourinho. 

"Mourinho zawsze był sprawiedliwy"

Alonso należy do tej grupy piłkarzy Realu co Arbeloa, Khedira, czy Di Maria. Trwali w szacunku do portugalskiego szkoleniowca do ostatnich jego chwil na Santiago Bernabeu. Xabi tłumaczy, że jego ojciec był trenerem, więc szacunek dla przełożonego wyniósł z domu. Nawet dziś w wywiadzie dla dziennika "El Mundo" powtarza: "Mourinho zawsze był wobec nas sprawiedliwy. Szanował tych, którzy uczciwie pracowali".

Kiedy te słowa słyszą Cristiano Ronaldo lub Iker Casillas scyzoryk otwiera się im w kieszeni. Portugalczyk, który w środę zdobył wyrównującą bramkę w sparingu kadry z Holandią, został znów zapytany o swoje relacje z Mourinho. Powiedział, że nie wymieni nawet jego nazwiska. Dziennik "El Pais" utrzymuje, iż to właśnie były trener i jego wszechpotężny agent Jorge Mendes sprowokowali radykalnych fanów klubu do ostrego, werbalnego ataku na piłkarzy na początku maja. Wyzwano wtedy Casillasa od konfidentów i zdrajców.

Sprawa zamknięta. Mourinho jest w Chelsea, w Madrycie nastały rządy Ancelottiego. Włochowi też nie będzie łatwo poradzić sobie z presją mediów, rozplotkowana prasa madrycka już zdążyła poinformować fanów, iż Włoch uważa transfer Garetha Bale’a za niepotrzebny.

Reklama

"Mam najsilniejszą kadrę z jaką kiedykolwiek pracowałem" - mówi. Podobno Mesut Oezil, czy Karim Benzema oczekujący na nowe kontrakty i podwyżki patrzą zazdrosnymi oczami na nadludzki wysiłek Florentino Pereza, by sprowadzić walijską gwiazdę. Ponoć Iker Casillas stwierdził, że zamiast wydawać 100 mln na Bale’a prezes Realu powinien zainwestować w nowy kontrakt Cristiano Ronaldo (stary kończy się za dwa lata).

Zgasły ogniska zapalne w szatni Realu


Jak widać tematów do debat nie brakuje. Brylują w nich te same gazety, które zapewniają czytelników, iż pod wodzą Ancelottiego i przy wsparciu Zinedine’a Zidane’a zgasły wszystkie ogniska zapalne w szatni Realu. Dobrze, że rusza liga, piłkarze będą mogli wypróbować swoją wartość w walce o punkty, okres przygotowawczy zakończyli triumfalnie (sześć zwycięstw i remis).

Real Ancelottiego ma grać efektownie. Stąd wiodąca rola Modrica, Oezila i Isco. W ankiecie madryckiego dziennika "Marca" ten ostatni został uznany przez internautów za lepszy transfer od Neymara. Boisko zweryfikuje rzeczywistość. Gdy spojrzy się na wyniki ankiet w mediach stołecznych i barcelońskich, jedne i drugie widzą zdecydowaną przewagę swoich drużyn. Jak widać optymizmu po obu stronach nie brakuje.

Ze względu na tytuł mistrza Hiszpanii ubiegły sezon nie był dla Barcelony tak traumatyczny jak dla Realu. Nie zmienia to faktu, że klęska 0-7 w półfinałowych starciach z Bayernem w Champions League, mocno zachwiała poczuciem własnej wartości graczy z Camp Nou. Krewki Gerard Pique mówił wtedy publicznie o oczywistej potrzebie głębokiej przebudowy drużyny. Ta przebudowa skończyła się na sprowadzeniu Neymara, mimo iż sprawą pierwszorzędną miał być nowy stoper.

Thiago Silva wykorzystał umizgi Barcelony do otrzymania podwyżki w PSG (zarabia teraz 12 mln za sezon), transfer Davida Luiza z Chelsea okazał się za drogi. Inni kandydaci nie dawali gwarancji, że będą lepsi od Marca Bartry, lub wracającego po kolejnej operacji Carlesa Puyola. W katalońskim dzienniku "Sport" ukazała się karykatura, odnosząca się do słów 35-letniego kapitana, że ma zamiar grać do czterdziestki. "Może do tego czasu znajdziecie sobie nowego stopera?" - pyta szefów klubu.

Lider defensywy Barcy jak Indiana Jones


Puyol to oczywiście znakomity obrońca, tyle, że liczby jego ran i kontuzji nie powstydziłby się sam Indiana Jones. Czy nowy trener Gerardo Martino będzie miał tyle szczęścia, by weteran dotrwał w zdrowiu do kluczowych meczów w Champions League? Nikt nie ma bowiem wątpliwości, że tak dla Realu Madryt, jak i dla Barcelony liga stała się rozgrywkami pocieszenia. Oba zespoły zbroją się przede wszystkim po to, by dominować w Europie.

Liga hiszpańska, wciąż nr 1 na kontynencie według rankingu UEFA, co rok traci na atrakcyjności. Tego lata wszystkie kluby Primera Division wydały na transfery 250 mln euro, z czego połowę kosztowali trzej gracze: Isco, Illarramendi (Real) i Neymar (Barcelona). Atletico Madryt straciło Falcao, Sevilla Navasa i Negredo, Athletic Fernando Llorente, Valencia Soldado, z Malagi wyprzedano wszystkie gwiazdy. Czy w tej sytuacji można liczyć na to, iż ktokolwiek podejmie walkę z dwójką kolosów? Nowym królem Vicente Calderon ma być David Villa, który na Camp Nou nie zmieściłby się na ławce. Mimo wszystko to jego bukmacherzy typują na najlepszego hiszpańskiego strzelca Primera Division. Za plecami Messiego i Ronaldo.

Na szczęście szkolenie w Hiszpanii stoi na takim poziomie, że po starych, natychmiast pojawią się nowe gwiazdy. Pytanie kiedy? Wartość piłkarzy, którzy latem opuścili Primera Division to 400 mln euro. Nawet gdyby Real kupił w końcu Garetha Bale’a płacąc za niego 140 mln i tak wydatki nie zrekompensują strat. To jednak dobrze świadczy o szefach hiszpańskich klubach, że sprzedają drogich graczy, bo toną w długach. 

Od 2004 roku nikt nie wygrał Primera Division poza Realem i Barceloną. Tylko raz, w 2008 roku inny zespół (Villarreal) rozdzielił na szczycie tabeli parę potentatów. W kolejnym sezonie Barcelona zdobyła tytuł mając 87 pkt. To był ten wielki rok z sześcioma trofeami, kiedy na ławce trenerskiej debiutował Pep Guardiola. Szybko okazało się jednak, że aby myśleć o kolejnych mistrzostwach, trzeba ocierać się o granicę 100 pkt, oddając rywalom zaledwie 14. W ostatnim sezonie najlepsza w Primera Division drużyna Tito Vilanovy straciła z Realem 5 pkt, pozostałym rywalom oddając 9. W 36 meczach! Tymczasem mistrzowska w 2004 roku Valencia zgromadziła 77 pkt, z tą liczbą byłaby ostatnio dopiero trzecia o jeden punkt przed Atletico.

Odpowiedź na pytanie: "kto będzie mistrzem Hiszpanii" jest więc banalna i trudna zarazem. Real, lub Barcelona. Parafrazując słowa Arsene’a Wengera reszta gra o małe mistrzostwo, czyli prawo startu w Champions League.

Zobacz terminarz Primera Division

Autor: Dariusz Wołowski

Porozmawiaj o Primera Division na blogu Darka Wołowskiego

Reklama

Reklama

Reklama