Reklama

Reklama

  • 1 .Real Madryt (36 pkt.)
  • 2 .Atletico Madryt (29 pkt.)
  • 3 .Real Sociedad San Sebastián (29 pkt.)
  • 4 .Sevilla FC (28 pkt.)
  • 5 .Real Betis Balompié (27 pkt.)
  • 6 .Rayo Vallecano (24 pkt.)
  • 7 .FC Barcelona (23 pkt.)
  • 8 .Athletic Bilbao (20 pkt.)

Kryzys imperium szejka. Co dalej z Malagą?

Tylko dwa kluby Primera Division nie sprowadziły jeszcze tego lata żadnego zawodnika: Real Madryt i Malaga. W dodatku klub z Andaluzji może już nie mieć okazji do wzmocnień przed walką w Lidze Mistrzów, a nawet powodów, by sprowadzać obiecane kibicom przez szejka Abdullaha Al-Thaniego gwiazdy – Maladze grozi zakaz transferowy i degradacja do niższej ligi!

Wyraźny sygnał, że na Estadio La Rosaleda, mimo prawa gry w eliminacjach do Ligi Mistrzów, nie dzieje się najlepiej, poszedł w świat już w maju, gdy do dymisji podał się dyrektor naczelny klubu Fernando Hierro, o czym pisaliśmy na łamach INTERIA.PL.

Zobacz: Bałagan w Maladze. Klubowi szejka grozi wyrzucenie z pucharów


Hierro, prawdziwa osobistość w hiszpańskim futbolu z racji wspaniałej kariery piłkarskiej i pracy w roli dyrektora sportowego reprezentacji La Roja, która w tym czasie zdobyła tytuły mistrza Europy i świata, wolał odciąć się od poczynań szejka Al-Thaniego. Właściciel Malagi z niewiadomych powodów zakręcił kurek z pieniędzmi, piłkarze przestali dostawać pensje i nie zostały uregulowane wszystkie należności za wcześniejsze transfery. Zmiany w regulaminie ligi hiszpańskiej, wynegocjowane ubiegłorocznym strajkiem piłkarzy, teoretycznie pozwalają zawodnikom nawet na jednostronne rozwiązanie umowę z klubem, jeśli nie dostają wynagrodzenia przez trzy miesiące. Warunkiem jest złożenie przez nich donosu do władz ligi. Klub, który nie płaci, spotykają jeszcze inne nieprzyjemności - ma kilka dni na złożenie wyjaśnienia, a jeśli w ciągu kolejnego tygodnia nie osiągnie porozumienia z zawodnikami, zostaje relegowany do niższej ligi.

Reklama

Kilka dni temu piłkarze Malagi spotkali się Luisem Rubialesem, prezydentem Asociación de Futbolistas Espanoles (AFE - Stowarzyszenie Piłkarzy Hiszpańskich). Po przeprowadzonych rozmowach Rubiales ujawnił dziennikarzom, że sytuacja jest poważna - zawodnicy ciągle nie otrzymali 30-40% swoich rocznych pensji, choć mimo tego nie zamierzają zaskarżać pracodawców. Przystali na obietnicę władz, że wynagrodzenie wkrótce zostanie wypłacone. Z tego porozumienia wyłamała się czwórka zawodników: Ruud van Nistelrooy, Salomon Rondon, Jaris Mathijsen i Santiago Cazorla.

Zobacz: Chelsea, Liverpool i Arsenal powalczą o Salomona Rondona

Van Nistelrooy zakończył już piłkarską karierę. Rondon nie ukrywa, że zamierza zmienić otoczenie. Mathijsen i Cazorla ciągle przebywają na przedłużonych wakacjach po udziale w Euro 2012. Przedstawiciele biało-niebieskich potwierdzili, że wymienieni zawodnicy złożyli donosy, ale zapewniali również, że skargi lada chwila zostaną wycofane, a właściciele klubu mają wszystko pod kontrolą. Nie brakuje jednak takich, którzy w to nie wierzą. Hiszpańska prasa od kilku tygodni sugeruje, że sytuacji Malagi uważnie przygląda się Valencia. Działacze “Los Ches" marzą o ściągnięciu na Estadio Mestalla Cazorli, największej gwiazdy “Blanquiazules", i to za darmo - dzięki zerwaniu przez piłkarza dotychczasowego kontraktu. Według “Superdeporte" sam zawodnik miał przystać na takie rozwiązanie. Odejście dwukrotnego mistrza Europy byłoby gigantycznym ciosem dla drużyny. Dla Al-Thaniego Cazorla jest tak dobry, że powinien odgrywać kluczową rolę w reprezentacji Hiszpanii, a przesiaduje w niej na ławce rezerwowych wyłącznie dlatego, że nikt nie lubi właścicieli jego macierzystego klubu.

Zobacz: Szejk: To rasizm! Cazorla nie gra, bo jest z Malagi

Problemy Malagi nie kończą się na zaległych pensjach piłkarzy. Villarreal domaga się jeszcze 1,5 mln euro za transfer Santiago Cazorli. Przedstawiciele Malagi twierdzą, że żądanie "Żółtej Łodzi Podwodnej" jest nieuzasadnione, ale dopóki spór nie zostanie rozstrzygnięty, Malaga nie może zarejestrować żadnych nowych zawodników.

Komentarz

Zadziwiające jest to, że problemy Malagi rozpoczęły się w momencie, gdy klub ma szansę awansować do Ligi Mistrzów. Inni bogaci właściciele w takiej sytuacji zwiększają wydatki i ściągają gwiazdy, Al-Thani zakręcił kurek z pieniędzmi. Dlaczego? Trudno powiedzieć. Być może  po prostu aktualnie brakuje mu pieniędzy. W końcu nawet arabski szejk może popaść w - choćby przejściowe - kłopoty finansowe.

Przez dwa lata rządzenia Malagą Al-Thani dał się poznać jako rozsądny inwestor. Inwestor, bo w wypowiedziach sugerował, że po pewnym czasie chce na Maladze zarabiać, a przynajmniej przestać dopłacać do interesu. Malaga z pewnością nie miała być dla niego kosztowną zabawką, którą nagle się znudził i porzucił w kącie.  

Szejk nie przepłacał za zawodników, nie sprowadzał hurtem głośnych nazwisk, nie bacząc ma przydatność właścicieli tych nazwisk dla drużyny. Niemal każdy ruch transferowy Malagi okazał się strzałem w dziesiątkę. Nawet w wysokiej pensji dla Ruuda van Nistelrooya, który w rzeczywistości Maladze niczego wielkiego nie pokazał, można doszukać się przemyślanej decyzji. "Latający Holender" powinien zachęcić innych zawodników do przeprowadzki na La Rosaleda, a w dodatku Salomon Rondon i Juanmi, niezwykle utalentowani młodzi napastnicy, mogli się od niego czegoś nauczyć. 

Trudno powiedzieć, jak to wszystko się skończy. Przez ostatnie tygodnie wiele już było zapewnień, że wkrótce wszystko wróci do normy, a Abdullah Ghubn, prawa ręka szejka lada dzień wyląduje na lotnisku w Maladze prywatnym odrzutowcem, z walizką petrodolarów w ręku. Nie pojawił się do dzisiaj.

Łukasz Kwiatek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje