Reklama

Reklama

Tabela gr. E "Polskiej" :
  • 1. Hiszpania (0 pkt.)
  • 2. Polska (0 pkt.)
  • 3. Słowacja (0 pkt.)
  • 4. Szwecja (0 pkt.)

Kontuzja Neymara pociesza Barcelonę

Po serii zwycięstw z przeciętniakami zespół Ronalda Koemana odbił się od pierwszej przeszkody formatu europejskiego. Na sześć dni przed kluczowym starciem z PSG w Lidze Mistrzów defensywa Barcelony jest w rozsypce.

"Paryż drży o Neymara" - katalońskie media cytują dziennik "L’Equipe". W meczu Pucharu Francji z Caen gwiazdor PSG doznał kontuzji i według francuskich dziennikarzy potrzebuje cudu, by zagrać na Camp Nou z Barceloną w pierwszym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów.

Dziurawe tyły

Informacja o prawdopodobnym osłabieniu paryżan brzmi jak próba pocieszenia. Po bardzo dobrym początku roku Katalończycy polegli 0-2 z Sevillą w pierwszym meczu półfinału Pucharu Króla. Sytuacja wygląda dość paradoksalnie. Teoretycznie Barcelona zachowała szansę nawet na potrójną koronę, ale jej obecna forma wskazuje raczej na to, że drugi sezon z kolei zakończy bez trofeum.

Reklama

Dopóki drużyna Ronalda Koemana grała z Betisem, Granadą, Athletic, czy Rayo, dopóty zaliczała serię zwycięstw. Z jednym wyjątkiem - właśnie z Baskami z Bilbao przegrała rywalizację o Superpuchar Hiszpanii. Potem jednak wzięła na nich rewanż w meczu ligowym. Awansowała nawet na drugie miejsce w tabeli La Liga, które może odzyskać w sobotę, pokonując Alaves.

Potem jednak przyjdzie czas na wielki egzamin. We wtorek na Camp Nou zamelduje się finalista poprzedniej edycji Ligi Mistrzów. Z Neymarem czy bez, PSG jest drużyną klasy europejskiej. Czyli taką, z jakimi zespół Koemana sobie nie radzi. Poza zwycięstwem wyjazdowym z Juventusem w Turynie w fazie grupowej Ligi Mistrzów, Barcelona przegrała w tym sezonie z Realem Madryt, Atletico Madryt i z Juve na Camp Nou aż trzema golami, czego rywal z Turynu potrzebował do wygrania grupy.

W środę Katalończycy znów wypadli fatalnie na tle innej drużyny, która jest w 1/8 finału Ligi Mistrzów. W starciu z Sevillą wyglądali jak dzieci we mgle. Gra defensywna Barcelony woła o pomstę do nieba. Mistrz świata Umtiti po serii urazów nie jest już nawet cieniem stopera klasy europejskiej. Wychowanek Bordeaux Jules Kounde ośmieszył Umtitiego przy golu na 1-0. Dziennik "Marca" komentuje, że młody Francuz przypomina Sergio Ramosa z czasów gry na Ramon Sanchez Pizjuan.

Rzeczywiście, Sevilla ma niezwykłą zdolność wyszukiwania graczy utalentowanych. Stoi za tym dyrektor sportowy Monchi, ale nawet wtedy, gdy odszedł na jakiś czas do Romy, nic się w klubie z Andaluzji nie zmieniło. Kounde jest kolejnym talentem. To na Ramon Sanchez Pizjuan pomocnikiem europejskiego formatu został kiedyś Grzegorz Krychowiak. Barcelona sprowadziła z Sevilli stopera Clementa Lengleta, ale dziś nie jest nawet wspomnieniem dawnego obrońcy. W wieku 25 lat wychowanek Nancy wyciera na Camp Nou ławkę dla rezerwowych. W klubie, który potrzebuje na gwałt solidnego obrońcy, bo najlepszy w Barcelonie Ronald Araujo uległ kontuzji. Po ciężkim urazie Gerard Pique dopiero niedawno wrócił do treningów.

Real też w głębokich kłopotach

Drugiego gola wbił Barcelonie jej były piłkarz Ivan Rakitic. W poprzednim sezonie na Camp Nou traktowano Chorwata jak piąte koło u wozu, latem Koeman odesłał go do Sevilli, gdzie jest jednym z liderów. Tymczasem w Barcy brakuje defensywnych pomocników. Sergio Busquets jest przerażająco wolny, chwalony w starciach ze słabszymi zespołami Frankie de Jong też niczego nie zdziałał w Sewilli. Sprowadzony z Juventusu Bośniak Miralem Pjanic był w fatalnej dyspozycji, a jeszcze uległ kontuzji. Urazy leczą Sergi Roberto i Sergino Dest, toteż defensywa Barcelony spisuje się katastrofalnie. Kto miałby zatrzymać szybkiego jak TGV Kyliana Mbappe z PSG?

Być może Koeman wyciągnie wnioski z lekcji w Sewilli, najbardziej prawdopodobne jednak, że gry w tyłach Barcelony nie da się znacząco poprawić w kilka dni. W ofensywie też nie jest bajecznie. Wszyscy oglądają się co zrobi Leo Messi. Zespół nie potrafi zorganizować się w wysokim pressingu, w środę na Ramon Sanchez Pizjuan Katalończycy mieli jedną stuprocentową okazję na gola na początku, przy stanie 0:0, gdy po podaniu Antoine'a Griezmanna Messi przegrał pojedynek z bramkarzem. Potem pomysły ofensywne drużyny, w której wciąż jest kilku znakomitych piłkarzy, wyczerpały się niemal zupełnie.

Przed rokiem Katalończycy zakończyli sezon bez trofeum, drugi byłby już oznaką głębokiej zapaści. Można się pocieszać urazem Neymara, lub kłopotami największego z rywali - Realu Madryt, ale to nie zmieni faktu, że Barcelona redukuje się do roli europejskiego przeciętniaka. W lidze strata do Atletico wynosi 8 pkt, przy czym Katalończycy zagrali mecz więcej. W Pucharze Króla trzeba na Camp Nou odrobić stratę dwóch goli do Sevilli, która w tej edycji rozgrywek nie straciła bramki. W Lidze Mistrzów droga na szczyt wyjątkowo daleka.

W podobnej sytuacji jest Real Madryt. Z Pucharu Króla odpadł po kompromitacji z zespołem z III ligi. Przegrał Superpuchar Hiszpanii. W lidze traci do Atletico pięć punktów, ale zagrał o dwa mecze więcej. W 1/8 finału Ligi Mistrzów czeka Atalanta Bergamo, która awansowała właśnie do finału Pucharu Włoch.

W ostatnim starciu ligowym z Getafe Zinedine Zidane ustawił zespół z trzema środkowym obrońcami. To był przymus, efekt plagi kontuzji. Do składu wskoczył Marvin - chłopak z Castilli. Królewscy wygrali gładko 2:0 i od razu madrycka "Marca" przypomniała, że ósmy Puchar Europy Vicente Del Bosque wywalczył w ustawieniu z trójką obrońców.

To prawda, że w Lidze Mistrzów nie sposób lekceważyć trzynastokrotnego zdobywcy trofeum. Gra i forma Królewskich nie zwiastuje jednak sukcesów. Przeciwnie: najbardziej prawdopodobny jest sezon bez trofeum - dokładnie tak jak w przypadku Barcelony.

Dariusz Wołowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje