Reklama

Reklama

  • 1 .Atletico Madryt (47 pkt.)
  • 2 .Real Madryt (40 pkt.)
  • 3 .FC Barcelona (37 pkt.)
  • 4 .Sevilla FC (36 pkt.)
  • 5 .Villarreal CF (34 pkt.)
  • 6 .Real Sociedad San Sebastián (31 pkt.)
  • 7 .Granada CF (28 pkt.)
  • 8 .Real Betis Balompié (27 pkt.)

KMŚ: zawodnicy i dziennikarze krytykują system wideo

Piłkarze się denerwują, sędziowie nie do końca znają zasady, a dziennikarze wyliczają wpadki - wideoweryfikacja, która po raz pierwszy została wykorzystana w oficjalnym turnieju FIFA - klubowych mistrzostwach świata - nie do końca się sprawdza.

W niedzielnym finale imprezy zmierzy się triumfator Ligi Mistrzów Real Madryt oraz mistrz Japonii Kashima Antlers (11.30 czasu polskiego, transmisja w TVP Sport). W Jokohamie jednak najgłośniej jest o nowym systemie wideoweryfikacji, który miał ułatwiać pracę arbitrom, a wprowadza zamieszanie.

Reklama

- To nie jest futbol - skarżył się pomocnik Realu Chorwat Luka Modrić, po zwycięstwie nad meksykańskim Club America 2-0 w półfinale.

Jego klubowego kolegę Lucasa Vazqueza denerwowało długie oczekiwanie na decyzję sędziego. Hiszpańskie media także bardzo krytycznie podeszły do wideoweryfikacji.

"Technologiczna chałtura" - napisała gazeta "As" na stronie tytułowej. "Marca" określiła to jako "chaos i zamieszanie".

Co się stało? W doliczonym czasie gry Cristiano Ronaldo zdobył gola na 2-0. Piłkarze meksykańskiej drużyny protestowali, bo uważali, że Portugalczyk był na pozycji spalonej. Sędzia Enrique Caceres, po wideoweryfikacji, postanowił anulować bramkę. Meksykanie rozpoczęli grę rzutem wolnym i nagle arbiter postanowił... jednak uznać trafienie Ronaldo. Doszło do zamieszania. Nikt nie wiedział, o co chodzi.

- Tak, rzeczywiście w pewnym momencie było spore zamieszanie. Niektóre rzeczy muszą zostać wyjaśnione, by w przyszłości ten mechanizm funkcjonował bez zarzutu - skomentował później trener "Królewskich" Zinedine Zidane.

To nie był jednak jedyny przykład z klubowych mistrzostw świata, kiedy wideoweryfikacja wzbudziła emocje. W pierwszym półfinale między Kashimą Antlers a Atletico Nacional (3-0) także wykorzystano powtórki. Pierwszy gol japońskiej ekipy został zdobyty z rzutu karnego, który został podyktowany po wideoweryfikacji. Orlandio Berrio faktycznie sfaulował Daigo Nishiego w polu karnym, ale węgierski arbiter Viktor Kassai nie zauważył, że tuż przed tą akcją Nishi znajdował się... na spalonym.

- To jakaś komedia - zawołał hiszpański komentator telewizyjny.

Po tych wydarzeniach szef UEFA Alexander Czeferin powiedział, że na razie w europejskich rozgrywkach system nie będzie wprowadzany. - Zobaczymy, co przyniesie przyszłość - odparł.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje