Reklama

Reklama

  • 1 .Real Sociedad San Sebastián (20 pkt.)
  • 2 .CA Osasuna (18 pkt.)
  • 3 .Real Madryt (17 pkt.)
  • 4 .Sevilla FC (17 pkt.)
  • 5 .Atletico Madryt (17 pkt.)
  • 6 .Rayo Vallecano (16 pkt.)
  • 7 .FC Barcelona (15 pkt.)
  • 8 .Real Betis Balompié (15 pkt.)

Kevin Prince Boateng ujawnia swoją szokującą przeszłość

Niespełna dekadę temu uchodził za jeden z większych talentów piłkarskich, a w Bundeslidze już miał wyrobioną markę. Po latach urodzony w Berlinie, a reprezentujący Ghanę Kevin Prince Boateng zdecydował się wyjawić swoją mroczną przeszłość. Jego spowiedź na łamach brytyjskiego "Guardiana" brzmi porażająco.

Jeszcze kilka lat temu świat futbolu stał u stóp Boatenga, który zapowiadał się na piłkarza wielkiego formatu. Mimo że już wtedy było głośno o rozlicznych ekscesach tego rozrywkowego piłkarza. Jak choćby tym z 2009 roku, gdy nad ranem - razem z jubilatem Patrickiem Ebertem - zdemolowali kilkanaście samochodów w Berlinie.

Grającego w ataku i pomocy Kevina Prince’a broniła jednak technika. Z piłką przy nodze błyszczał, jak mało kto, ale zamiłowanie do indywidualnej gry sprowadziło go na manowce. Boateng popadł w samouwielbienie, a jeszcze szybciej stał się więźniem swojego bogactwa. Był nastolatkiem, gdy pieniądze kompletnie zawróciły mu w głowie i sprawiły, że młody piłkarz zaczął rozmieniać się na drobne.

Reklama

Ta historia powinna być przestrogą dla wielu graczy młodego pokolenia, na całym świecie. Boateng miał ledwie 20 lat, fortunę na koncie z tytułu kontraktu w Tottenhamie Hotspur, ale stał się degeneratem.

- Każdej nocy imprezowałem do godziny szóstej. Ważyłem jakieś 95 kilogramów. Byłem opuchnięty od alkoholu i złego jedzenia. Powiedziałem do siebie: "nie chcę być takim gościem". Zadzwoniłem do moich dwóch prawdziwych przyjaciół. Z dnia na dzień przestałem pić i imprezować. Trener Martin Jol już po miesiącu powiedział, że mnie nie chce. "Nie chcesz mnie? Więc będę cieszył się życiem". Dziś wiem, jak złe to było. Imprezowałem sześć dni w tygodniu i piłem przez rok - przyznał Boateng.

Z perspektywy czasu, dziś 29-letni piłkarz wstydzi się, w jaki sposób szukał pocieszenia, gdy jego kariera chylił się ku rychłemu upadkowi. - Ponieważ nie mogłem sobie kupić szczęścia i nie mogłem grać w piłkę, kupiłem Lamborghini. Byłem szczęśliwy przez tydzień, a później przestałem go nawet używać. Do dziś mam zdjęcie, na którym są trzy samochody, wielki dom i ja, wyglądający jak raper 50 Cent. Jaki ja byłem głupi... - wspomina wychowanek Herthy Berlin, który nigdy nie był świętoszkiem.

Otrzeźwienie przyszło po bardzo długim czasie. Dopiero po trzech latach, podczas których piłkarz prawie w ogóle nie grał w piłkę, na nowo poczuł głód futbolu. Międzyczasie był wypożyczony do Borussii Dortmund, aż w końcu trafił do angielskiego Portsmouth. - Mówili, że tam stadion jest mały, ale mnie to nie obchodziło. Mówili, że boisko jest słabe, ale też miałem to gdzieś. Nie obchodziło mnie też to, że nie mieli pieniędzy. Kontrakt wygląda tak? Okay, podpiszę. Tylko dajcie mi piłkę i pozwólcie grać - skonstatował Boateng, który od sierpnia 2016 roku, bez kwoty odstępnego, przeszedł z AC Milanu do hiszpańskiego Las Palmas.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama