Reklama

Reklama

Gran Derbi: Pogoń albo ucieczka

Real Madryt wybiera się w niedzielę na Camp Nou, by zwyciężyć. Czy rozbita defensywa Barcelony będzie ją kosztowała stratę pierwszych punktów w sezonie?

Jak zestawiłby linię obrony Jose Mourinho, gdyby nie mógł posłać do gry Pepe, Ramosa i Marcelo? Na szczęście dla Realu jego trener nie ma takich problemów, to Tito Vilanova musi poradzić sobie bez Abidala, Puyola, a zapewne także bez Pique. Ten ostatni chce zagrać z blokadą uśmierzającą ból w kontuzjowanej kostce, ale nie jest pewne, czy trener Barcelony zechce ryzykować. Ostatnie kilka lat przyzwyczaiło klub z Katalonii do gaszenia pożarów w defensywie. Szczególnie w obliczu ważnych meczów. Wystarczy przypomnieć dwa finały Champions League przeciw Manchesterowi United: w Rzymie nie mógł grać Alves i Abidal, na Wembley Puyol, ale drużyna wygrywała bez nich.

Reklama

Po rozstaniu z Pepem Guardiolą pytanie brzmi: co zmieni się w drużynie, która w ostatnich pięciu latach docierała co najmniej do półfinału Ligi Mistrzów? Katalończycy narzucili sobie wygórowane wymagania, teraz muszą im sprostać. Już po dwóch spotkaniach Vilanovy Carlo Alcelotti spostrzegł problemy Barcy w defensywie. Czy można czepiać się zespołu, który z dziesięciu meczów sezonu wygrał dziewięć? Można.

Drużyna Vilanovy zwycięża, ale z kłopotami. Problemy w tyłach nie są wyłącznie sprawą choroby Abidala, słabej dyspozycji (Alves), plagi kontuzji (Pique, Puyol, Adriano), albo wycieńczenia Jordiego Alby, który latem był na Euro 2012 i igrzyskach w Londynie. To coś systemowego. Drużyna słynąca kiedyś z miażdżącego rywali wysokiego pressingu, teraz po stracie piłki bywa na tyle bierna, że pozwala się skontrować. W tym sezonie przegrywała z Sevillą, Osasuną w lidze, Spartakiem w Champions League i dwa razy z Realem Madryt w Superpucharze. W czterech przypadkach udało się odrobić straty dzięki determinacji i talentowi graczy ofensywnych.

"Jeśli wygrywamy bez formy, to co się stanie, gdy formę osiągniemy? Pójdziemy jak pocisk" - mówił Andoni Zubizarreta. Zobaczymy. Mecz z Realem to najdoskonalsza okazja, by ocenić, czy to wciąż wielka Barca z nowym wodzem naczelnym, czy ten fenomen podziwiany w ostatnich latach powszechnie zaczyna dobiegać końca?

Kłopoty nie kończą się na defensywie. W Lizbonie Alexis Sanchez zdobył pierwszą bramkę od niemal pięciu miesięcy. Zamiast strzelać, kiedy wpada w pole karne, najchętniej szuka jeszcze Messiego. Pedro też łowcą goli nie jest, w ten sposób zależność drużyny od Argentyńczyka wciąż się pogłębia. Lekarstwem mógłby być David Villa, ale Vilanova wciąż wpuszcza go tylko na końcówki spotkań. Mimo tego w pięciu meczach ligowych "El Guaje" zdobył trzy bramki w 84., 90. i 93. minucie.

Drobne urazy przeszkadzają ujawniać pełnię geniuszu Andresowi Inieście. Dużo gra Cesc Fabregas, co pozwala mu wyjść z kryzysu, brać na siebie ciężar rozstrzygania meczów. Wciąż jest jednak tylko strażą przyboczną dla Xaviego, bez którego Barca nie jest się w stanie obejść.

Kiedyś rywale przed meczem z Katalończykami zmawiali modlitwę, teraz przebąkują, że to nie jest drużyna doskonała. Tak właśnie wyraził się trener Benfiki przed ostatnim meczem w Champions League. Portugalski dziennik "Record" zamieścił laleczkę voodoo Leo Messiego z miejscami idealnymi do nakłucia. Nie pomogło, Argentyńczyk zaliczył dwie asysty i Barca wygrała na Estadio da Luz pierwszy raz w historii. "Na tego gościa, nawet magia nie pomoże" - komentował zrezygnowany "Record".

Sam Messi tłumaczy kłopoty drużyny w sposób najprostszy z możliwych. Barca przestaje być tajemnicą. Rywale poznają ją, rozgryzają, wiedzą jak trafić w czuły punkt i uprzykrzyć życie. Stąd zespół z Camp Nou przestał wygrywać gładko nawet ze średniakami, a co dopiero z Realem Madryt.

Kłopoty Barcy wydawały się na początku sezonu błahostką przy wstrząsach przeżywanych przez mistrza Hiszpanii. Strata ośmiu punktów do Katalończyków zaowocowała lawiną sensacyjnych doniesień w hiszpańskich mediach. Nawet tych najpoważniejszych, jak "El Pais", który informował o takim zaostrzeniu się konfliktu między Portugalczykami i Hiszpanami w szatni Realu, że półfinał Euro 2012 stał się ich wewnętrzną wojną. Wygrali Hiszpanie, co ocaliło klubową pozycję Casillasa, Ramosa, Arbeloi, czy Xabiego Alonso.

Nie sposób w to wszystko wierzyć. Oczywiście przepychanka między Mourinho i Ramosem to fakt. Kiedy w przerwie ostatniego spotkania ligowego z Deportivo trener zdjął Mesuta Oezila, Ramos założył pod swoją koszulkę, koszulkę Niemca, by zadedykować mu gola. Wyjaśniał potem, że to nie był gest wymierzony w Mourinho. Wsparł go Arbeloa mówiąc do dziennikarzy: "Co chwilę piszecie o kłótniach w drużynie, czy macie nas za głupców, którzy sami będą dolewali oliwy do ognia?".

Nawet jeśli szatnia Realu jest podzielona, graczom "Królewskich" starczyło profesjonalizmu, by wygrać cztery ostatnie mecze. Cristiano Ronaldo zapomniał o słowach "jestem smutny", zdobył już 12 bramek w dziesięciu spotkaniach. Słaby start ligowy można było uznać za dopuszczalny po tych wszystkich rekordach pobitych przez Real w poprzednim sezonie. Gracze Barcy mieli tym razem przed startem Primera Division większą motywację, oni biją się o odzyskanie tytułu.

Gran Derbi to jednak dla Realu osobny temat. Po passie porażek udało się "Królewskim" wygrać na Camp Nou w poprzednim sezonie. Wydarli Barcy Superpuchar Hiszpanii, co też musiało zbudować ich morale. "Jedziemy na Camp Nou po zwycięstwo" - ogłosił Ronaldo. Czy oznacza to zmianę taktyki? Do tej pory Mourinho zdecydowanie stawiał w Katalonii na grę z kontry. Czyżby tym razem Real miał ruszyć do przodu od pierwszego gwiazdka arbitra?

Messi nie lubi podgrzewać atmosfery. "Nie ma w nas chęci rewanżu, wyłącznie chęć zwycięstwa" - powiedział. Ramos zaznacza, że nawet w wypadku porażki "Królewskich" wyścig po tytuł nie będzie rozstrzygnięty. Byłoby 11 pkt różnicy, ale wciąż 31 kolejek do końca sezonu. Tym razem ligowe Gran Derbi przypada tak wcześnie, by potem nie utrudniało hiszpańskim kolosom realizowania ich wielkich ambicji w Champions League. Tak jak stało się w poprzednim sezonie, kiedy tuż po wiosennym "El Clasico" jedni i drudzy przepadli w półfinale europejskich rozgrywek.

Bez względu na wszystko, nawet załagodzony konflikt między Mourinho i Vilanovą, oba zespoły grają w niedzielę na Camp Nou o wielką stawkę. Piłkarze Barcy nie chcą słuchać o spadku z piedestału, gracze Realu o nieustannych konfliktach. Przedstawiany przez hiszpańskie media jako naczelny opozycjonista wobec Mourinho Iker Casillas ironizuje na twitterze, że to on stał za aferą Watergate.

Stawką w niedzielę są trzy ligowe punkty, ale jak to w "El Clasico" emocje będą takie, jakby była 10 razy większa. Czy "Królewskim" uda się pogoń, czy Katalończykom ucieczka?

Dariusz Wołowski

Dyskutuj z Darkiem Wołowskim na jego blogu

Reklama

Reklama

Reklama