Reklama

Reklama

  • 1 .Atletico Madryt (59 pkt.)
  • 2 .FC Barcelona (56 pkt.)
  • 3 .Real Madryt (54 pkt.)
  • 4 .Sevilla FC (48 pkt.)
  • 5 .Real Sociedad San Sebastián (45 pkt.)
  • 6 .Real Betis Balompié (39 pkt.)
  • 7 .Villarreal CF (37 pkt.)
  • 8 .Athletic Bilbao (33 pkt.)

​Gareth Bale wraca do gry w golfa? Kuriozalny koniec wielkiego piłkarza

- Chcesz z nami zostać? Czy wracać do Realu Madryt, żeby nie grać? - spytał Jose Mourinho podczas jednego z treningów. Gareth Bale nie spełnił oczekiwań trenera Tottenhamu. Ale czy musi wpadać w panikę?

Od początku był z nim pewien problem. Kiedy latem 2013 roku Gareth Bale przenosił się z Tottenhamu Hotspur do Realu Madryt szefowie obu klubów: Daniel Levy i Florentino Perez podali różne kwoty transferu. Perez ogłosił, że wydał 91 mln euro, Levy, że otrzymał 101 mln. Prezesowi Królewskich bardzo zależało na tym, by nie przekroczyć granicy 100 mln i nie pobić własnego rekordu transferowego - latem 2009 roku zapłacił 96 mln euro za Cristiano Ronaldo.

Pomocnik Ronaldo, czy obce ciało?

Reklama

Bale przybywał do Madrytu po to, by pomóc Cristiano Ronaldo utrzymać status najlepszego piłkarza świata. Tak głosił klubowy slogan, który Walijczyk powtarzał w oficjalnych wystąpieniach. Tak naprawdę powielał słowa Neymara, który przybywając do Barcelony rozgłaszał, że chce umocnić pozycję Leo Messiego jako numeru 1. To był okres, w którym kibice z Camp Nou i Santiago Bernabeu szczycili się posiadaniem dwóch największych gwiazdozbiorów w klubowej piłce.

Transfer Bale’a był osobistym pomysłem Pereza. Ronaldo ponoć protestował, bo aby zrobić miejsce dla Walijczyka, prezes Realu sprzedał do Arsenalu Mesuta Oezila. Niemiec dawał CR7 najwięcej asyst. Gareth minął się wtedy z trenerem Jose Mourinho, który trzy miesiące przed jego transferem pożegnał Madryt i odszedł do Chelsea.

Ogromna kwota wydana na Bale’a zaczęła się zwracać właściwie natychmiast. Choć część hiszpańskich ekspertów podkreślała, że dynamiczny Walijczyk nie będzie pasował do kombinacyjnej gry w lidze hiszpańskiej. Finał Pucharu Króla z 2014 roku udowodnił, że Bale daje Realowi więcej niż Neymar Barcelonie. Królewscy bez Ronaldo wygrali 2:1, a Bale był bohaterem, zdobywając po solowej akcji zwycięską bramkę. Potem strzelił gola na 2:1 w dogrywce finału Ligi Mistrzów z Atletico. Walijczyka można było traktować jak ostatni element brakujący Realowi do osiągnięcia szczytu.

Potem podbijali Europę jeszcze trzy razy (lata 2016-2018), pisząc niesamowitą historię. Do tego momentu w erze Ligi Mistrzów nikt nie obronił trofeum. Real wygrał je trzy razy z rzędu.

Bale przedłużył kontrakt z Realem w październiku 2016 roku otrzymując podwyżkę z 10 do 15 mln euro netto za sezon. Umowa jest ważna do czerwca 2022 roku kiedy Walijczyk będzie miał 33 lata. Perez wiązał z nim wielkie nadzieje.

Mimo wszystko Bale nigdy nie został ulubieńcem Zinedine’a Zidane’a. Prasa w Madrycie rozpisywała się, że jest obcym ciałem w ataku, w którym Ronaldo i Karim Benzema współpracują po bratersku. Walijczyk był obok, rozgrywał swoje mecze, w dodatku coraz częściej się leczył i Zidane czuł, że nie da się oprzeć na nim gry Królewskich. Prezes był innego zdania, sprzedał CR7 do Juventusu w 2018 roku, by Gareth został liderem. Wtedy wszystko się zawaliło.

Z boiska na pole golfowe

W sezonie 2017-2018 Bale zdobył dla Realu 21 goli, rok później tylko 14, w poprzednim sezonie zaledwie trzy. Prasa hiszpańska otwarcie pisała o tym, że najlepiej opłacany piłkarz drużyny stracił serce do futbolu i woli grać w golfa. Bywało, że kontuzjowanego piłkarza widywano na polu golfowym zamiast w gabinetach rehabilitacyjnych.

Gdy Gareth wywalczył z reprezentacją Walią awans na Euro 2020, sfotografował się z flagą narodową i napisem "Walia, golf, Real". Według Hiszpanów kolejność pokazywała jego hierarchię ważności. Pobierał z kasy klubu 15 mln za sezon i niczym się nie martwił. To tylko kwota netto, utrzymanie Walijczyka kosztuje Real ponad 30 mln euro za sezon. Jego agent Jonathan Barnett jest rekinem, który nie popuszcza ani centa. Magazyn "Forbes" obliczył, że na samych prowizjach od kontraktów swoich klientów zarobił 114,8 mln euro w 2020 roku. To dało mu numer 1 na świecie wśród sportowych agentów.

Ratunkiem dla Realu miał być transfer do Chin, ale Bale tam jechać nie chciał. Latem 2020 roku zgodził się na wypożyczenie do Tottenhamu - klubu, w którym wyrósł na gwiazdę. U Mourinho zagrał zaledwie sześć meczów w Premier League i zdobył jedną bramkę. Trener próbował motywować gwiazdora, na próżno. W końcu Gareth uległ kontuzji.

Jest zbyt drogim zawodnikiem, by Tottenham zostawił go na kolejny sezon. Zwłaszcza, że niewiele daje drużynie. Wróci więc latem do Madrytu, by siedząc na ławce odebrać swoje miliony za ostatni rok kontraktu. Po brexicie będzie w kadrze Realu piłkarzem spoza Unii Europejskiej - przez lata ani nie przyjął obywatelstwa, ani nie nauczył się hiszpańskiego. To zawsze utrudniało jego adaptację na Santiago Bernabeu.

Może Królewscy wcisną komuś Walijczyka w letnim oknie transferowym? Chętnych póki co nie widać. Jak na piłkarza, który cztery razy wygrał Ligę Mistrzów przeżywa swój sportowy zmierzch raczej ponuro. Gdzie mu do znacznie starszych Cristiano Ronaldo (36 lat), czy Zlatana Ibrahimovica (40), którzy wciąż utrzymują się na szczycie. Od dnia ukończenia 30 lat Bale zdaje się mieć dość piłki. Podrywa się tylko wtedy, gdy gra reprezentacja Walii.

Dariusz Wołowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje