Reklama

Reklama

  • 1 .Real Sociedad San Sebastián (20 pkt.)
  • 2 .Real Madryt (17 pkt.)
  • 3 .Sevilla FC (17 pkt.)
  • 4 .Atletico Madryt (17 pkt.)
  • 5 .CA Osasuna (17 pkt.)
  • 6 .Rayo Vallecano (16 pkt.)
  • 7 .FC Barcelona (15 pkt.)
  • 8 .Real Betis Balompié (15 pkt.)

Druga porażka FC Barcelona. Nie ma powodów do paniki

FC Barcelona doznała już dwóch porażek w bieżącym sezonie Primera Division, mimo że mamy za sobą dopiero siedem kolejek. Xavi, były wieloletni kapitan "Dumy Katalonii", uważa jednak, że nie ma powodów do paniki.

W trzeciej kolejce Barcelona niespodziewanie przegrała na Camp Nou z Deportivo Alaves 1-2, a w niedzielę uległa na Balaidos Celcie Vigo 3-4.

"Nie mogłem oglądać meczu z Celtą, ale wygląda na to, że o jego wyniku zadecydowały indywidualne błędy. Barcelona jest jednak na zupełnie innym poziomie, co widać jeszcze wyraźniej, kiedy nie ma cię już w klubie" - powiedział Xavi.

"Idea jest dobra - dominować na boisku i mieć piłkę. Barcelona poza tym posiada najlepszych piłkarzy na każdej pozycji i jestem dumny, gdy oglądam ją w akcji. Pod wodzą Luisa Enrique zespół wykonuje dobrą pracę, ale czasami wynik jest mylący biorąc pod uwagę to, co się dzieje na murawie" - dodał.

Reklama

Ze swoim starszym byłym kolegą zgadza się Sergio Busquets, który na Balaidos nie rozegrał na pewno dobrego spotkania.

"Jestem jednym z odpowiedzialnych za tę porażkę. Na pewno nie rozegrałem najlepszego meczu w karierze, a kiedy operujesz w ważnej strefie na murawie, to każdy błąd wiele kosztuje" - mówił pomocnik, cytowany przez dziennik "As".

"Musimy znowu stać się zespołem, który wygrywa. Przecież zdobywaliśmy tytuły i byliśmy najlepsi na świecie. Nie jesteśmy jednak robotami czy maszynami. Czasami błąd wynika ze złego ustawienia. Oczywiście, jestem jednym z winnych i po prostu muszę ciężej pracować" - dodał.

Wielu może uważać, że ostatnia porażka była wynikiem braku w składzie kontuzjowanego Lionela Messiego. Argentyńczyk na pewno jest ważny, ale i on nie zawsze potrafi zapobiec przegranej. W zeszłym sezonie zagrał przecież cały mecz na Balaidos, a gospodarze i tak wygrali 4-1.

Wielu może uważać, że w Vigo trener Enrique przesadził z rotacjami, ponieważ od pierwszej minuty wystąpili Jeremy Mathieu, Rafinha czy Andre Gomes. W żadnej lidze nie da się jednak przez cały sezon grać 11 czy 12 piłkarzami, co udowodnił już ubiegły sezon, kiedy w pewnym momencie podstawowym piłkarzom Barcelony zabrakło "pary", co skończyło się odpadnięciem z Ligi Mistrzów już na poziomie ćwierćfinału.

Tym razem trzeba się zgodzić z Xavim, że w niedzielę o porażce zadecydowały indywidualne błędy.

Pierwszy gol dla Celty padł przecież, gdy Busquets nie opanował piłki po podaniu od Marca-Andre ter Stegena. Drugi, gdy Gerard Pique zostawił za dużo miejsca i pozwolił oddać strzał lepszą nogą Iago Aspasowi. Trzecia bramka to samobójcze trafienie Mathieu, a czwarta to fatalny błąd niemieckiego bramkarza Barcelony, który wybijając piłkę, nabił nią Pabla Hernandeza.

"Duma Katalonii" zajmuje w tabeli czwarte miejsce, ale traci tylko dwa punkty do liderujących klubów z Madrytu - Atletico i Realu i jeden do Sevilla FC. A po przerwie reprezentacyjnej do gry w Barcelonie ma wrócić Messi, a to zawsze jest dobra wiadomość.

Zobacz wyniki, terminarz i tabelę Primera Division

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje