Reklama

Reklama

  • 1 .Real Madryt (46 pkt.)
  • 2 .Sevilla FC (38 pkt.)
  • 3 .Real Betis Balompié (33 pkt.)
  • 4 .Rayo Vallecano (30 pkt.)
  • 5 .Atletico Madryt (29 pkt.)
  • 6 .Real Sociedad San Sebastián (29 pkt.)
  • 7 .FC Barcelona (28 pkt.)
  • 8 .Valencia Club de Futbol (28 pkt.)

Dariusz Wołowski: Real nie chciał się mścić?

Piłkarze Realu Madryt pokonali w końcu Barcelonę na Santiago Bernabeu i zdobyli Superpuchar Hiszpanii, ale zaprzepaścili szansę na zwycięstwo epokowe.

1575 dni czekali fani z Madrytu na tę chwilę. Po drodze była klęska 2-6 ponad trzy lata temu, a także porażka 0-2 w półfinale Champions League oraz 0-2, 1-3 w lidze, a także 1-2 w Pucharze Króla. Prowadzona przez Pepa Guardiolę Barcelona robiła na stadionie Realu właściwie co chciała, czasem przytrafił się remis (sezon 2010-2011), gdy sytuacja w tabeli na to pozwalała. Aż wreszcie musiał nadejść dzień zemsty.

Barcelona rozbita po 30 minutach


Wczoraj po 30 minutach gry w rewanżowym meczu Superpucharu Hiszpanii Katalończycy wydawali się kompletnie rozbici. Tak biernie i bezradnie nie wyglądali na boisku przez całą erę Guardioli. Po kuriozalnych błędach stoperów Barcy, Real prowadził 2-0, w dodatku rozpaczliwie broniący drużyny przed stratą trzeciej bramki Adriano powalił zapaśniczym chwytem Cristiano Ronaldo i wyleciał z boiska. Na Bernabeu zapachniało piłkarską wersją rzezi niewiniątek.

Prowadzony przez Jose Mourinho Real nie wygrywał z Katalończykami pierwszy raz. Ale po raz pierwszy ich zdominował. Xavi, Iniesta i Busquets zostali odcięci od piłki, albo natychmiast ją tracili. Barca była rozbrojona.

I wtedy zespół Mourinho zląkł się swojej szansy. Tak samo jak przeciw Bayernowi w półfinale Champions League, gdy w kwadrans wbił Niemcom dwa gole, by na Allianz Arena nie pojechać. Grając w dziesiątkę Katalończycy zdobyli panowanie nad sytuacją, Real zadowolił się grą z kontry, ale strzelec pierwszej bramki Gonzalo Higuain potem już wyłącznie pudłował. Victor Valdes dostał za to szansę na odkupienie win za pierwszy mecz na Camp Nou.

Z wysokiego, epickiego triumfu Realu, na który się zanosiło, pozostała skromna wygrana 2-1. Pozwoliła ona "Królewskim" na zdobycie Superpucharu Hiszpanii, ale pozostawiła wątpliwości w kwestii, kto z pary kolosów jest teraz górą? Real wydarł Barcy dwa ostatnie trofea, ale wciąż trudno być absolutnie pewnym tego, co Hiszpanie nazywają "cambio del ciclo" (zmianie epokowej).

Reklama

Real wygrał, ale nie pobił Barcelony


Katalończycy wrócili do domu przegrani, ale nie pobici. Tito Vilanova stwierdził nawet, że w drugiej części meczu, osłabiona Barca dała popis gry. Asystent Mourinho Aitor Karanka przyznał, iż do ostatniej sekundy drżał o wynik. Faktycznie fani Realu mogli dostać palpitacji serca, gdy w 93. min Leo Messi strzelał na bramkę Ikera Casillasa.

"Przegraliśmy bitwę o najmniej istotne trofeum, wojna o trzy ważniejsze przed nami" - powiedział Xavi Hernandez. "Weszliśmy na boisko jakby nierozgrzani i słono za to zapłaciliśmy" - dodał. Casillas podziękował rywalom za to, że nie uciekli do szatni, ale zostali na dekoracji zwycięzców. Była ona w jakimś stopniu symboliczna: po latach dominacji Barcy, Gran Derbi stało się w końcu meczami dwóch równych drużyn.

Pozostaje dręczące pytanie: czy to zespół Jose Mourinho dokonał kolejnego kroku do przodu, czy też, bez Pepa Guardioli Barca cofa się w rozwoju? Wiele wskazuje na to drugie. Defensywa Katalończyków popełnia kiksy w każdym meczu, nawet w tym wygranym 5-1 na Camp Nou z Realem Sociedad. Leo Messi wciąż nie ma wsparcia przy zdobywaniu goli, tak jak w poprzednim sezonie, gdy pobił wszystkie rekordy, co wystarczyło tylko na Puchar Króla.

W słabszej formie jest też najbardziej błyskotliwa pomoc świata (Xavi-Iniesta-Busquets). Piłka nie krąży między nimi tak szybko i nieprzewidywalnie, finezyjne zagrania pojawiają się tylko incydentalnie. Miał ich wesprzeć sprowadzony za 40 mln euro Cesc Fabregas, ale u progu drugiego roku gry dla Barcy jest w takiej dyspozycji, że mecz na Santiago Bernabeu mógł oglądać tylko z ławki dla rezerwowych z miną zbitego psa. Równie żałośnie wyglądała gra wysokim pressingiem, która była specjalnością i znakiem firmowym Barcy przez ostatnie lata.

Jeśli Vilanova faktycznie uzna, że o formie jego piłkarzy świadczy bardziej druga niż pierwsza połowa meczu na Bernabeu, nie ma najmniejszych szans otrzeć się choćby o dokonania swojego poprzednika.

Real wygrał z największym z rywali, ale wątpliwości co do jego formy pozostały. Jeden punkt zdobyty w lidze nie wydaje się nieszczęśliwym zrządzeniem losu. Drużyna Mourinho ma kłopoty, by biegać i walczyć dłużej niż połowę meczu. Jeśli to się nie zmieni Primera Division będzie w tym sezonie bardziej zacięta. A pod statusem faworytów Champions League hiszpańskiej pary kolosów pojawi się znak zapytania.

Dariusz Wołowski

Porozmawiaj o meczu Realu z Barceloną na blogu autora!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje