Reklama

Reklama

Carles Rexach: Myślę, że Messi ma przed sobą jeszcze kilka lat gry

Carles Rexach to trener, który przyjmował Lionela Messiego do FC Barcelona. Wie o nim więcej niż wszyscy inni szkoleniowcy pracujący z Argentyńczkiem w późniejszym czasie. Specjalnie dla Interii dzieli się swymi spostrzeżeniami w rozmowie z naszym iberyjskim korespondentem, Sergiem Levinskim.

Carles Rexach ma 72 lata, wciąż pracuje w FC Barcelonie i pisze artykuły w gazecie “Mundo Deportivo". Publikuje w rubryce pod szyldem “Uciekać jest cechą tchórzy" (Correr es de cobardes). Jest wyjątkową postacią klubu, do którego przyszedł w wieku 12 lat i w którym najpierw był zawodnikiem, a potem trenerem. Potrzebował zaledwie kilku sekund na obejrzenie Messiego w akcji, aby zdecydować o podpisaniu z nim kontraktu. 

Sergio Levinsky: Co przeszło panu przez myśl, kiedy Lionel Messi otrzymał szóstą Złotą Piłkę jako najlepszy piłkarz świata? To właśnie pan doprowadził do podpisania jego umowy z "Barcą".

Reklama

Carles Rexach: - Poczułem ogromną radość, bo przecież chodzi o kogoś, kto z dnia na dzień coraz wyżej podnosi sobie poprzeczkę i pokonuje własne słabości. Kiedy odnosi sukcesy, to codziennie mam telefony, dlatego po uroczystości Złotej Piłki byłem na nie gotowy (śmiech) i szczęśliwy. To ogromna satysfakcja dla mnie, ale przede wszystkim dla niego, bo jest w świetnym momencie swojej kariery i ma za sobą - i to daleko - wyrzeczenia i złe czasy, przez które musiał przebrnąć, kiedy przed laty przyjechał do Barcelony. 

Od lat zajmuje się pan odkrywaniem talentów dla "Barcy". Jak to było z Messim?

- Teraz, kiedy wiadomo kim jest, wydaje się to łatwa decyzja, ale kiedy przed laty go zobaczyłem, pomyślałem sobie: “Ten chłopak jest fenomenalny" i zatrwożyłem się, czy przypadkiem nie wydarzy mu się coś dziwnego. Czy na przykład nie zwariuje, albo czy nie będzie miał wypadku, czy urośnie. Nie miałem wątpliwości, że zajdzie daleko. Nawet rozgrywaliśmy dla niego “udawane mecze". 

"Udawane mecze"?

- Tak, wystawialiśmy go w meczach z piłkarzami o wiele starszymi od niego, ale rozgrywaliśmy je tak, aby Messi zawsze był przy piłce. I  wtedy można było obserwować, jak zachowuje się na boisku, jak tylko dochodził do piłki i jak podczas gry dosłownie rozpuszczała się jego nieśmiałość - cecha tak bardzo charakterystyczna dla Messiego. 

Primera Division - wyniki, tabela, strzelcy, terminarz

Podobno wcale nie było łatwo uzyskać zgodę na kontrakt Messiego, bo niektórzy dyrektorzy klubu nie popierali tego pomysłu. 

- Trzeba było pokonać wiele przeszkód. Niektórzy zwracali uwagę, że jest bardzo niski, że jest obcokrajowcem, przez co nie będzie mógł grać w lokalnych ligach. Ale ja wierzyłem w to, co mi powiedział w Argentynie Josep Maria Minguella, że chociaż Messi ma 12 lat “muszę go zobaczyć". Ale nikt w klubie nie zgodziłby się na moją podróż do Argentyny, żeby obejrzeć grę 12-latka. Dlatego zaproponowałem, żeby to on przyleciał z rodziną na tydzień do Barcelony i na miejscu zobaczymy, jak gra. Ale pojawił się niespodziewany problem - nagle musiałem wyjechać. 

Dokąd pan pojechał?

- Jako piłkarski skaut pojechałem szukać dla FC Barcelona talentów wśród uczestników igrzysk olimpijskich w Sydney. Kiedy wróciłem, powiedzieli mi, że rodzina Messiego nie wytrzymuje już oczekiwania. Powiedzieli nawet wtedy o nim, że to “gracz z piłkarzyków" (chodzi o grę w piłkarzyki - przyp. red.). Wtedy po przyjeździe zdecydowałem, że następnego dnia zorganizujemy mecz i go obejrzę. I kiedy na niego patrzyłem, zdałem sobie sprawę, że to geniusz. Zresztą, to było ewidentne. Jeśli ktoś, widząc grającego młodego Messiego, nie zauważyłby jego talentu, lepiej niech zmieni od razu zawód (śmiech).

Czy to prawda, że doszło do nieporozumienia z ojcem Messiego, który widząc, że pan tak szybko wyszedł z meczu pomyślał, że nie jest pan nim zainteresowany?

- Przyszedłem na mecz, kiedy gra już się rozpoczęła  Stałem w rogu boiska i żeby lepiej widzieć, przeszedłem za bramkę, a potem już sobie odszedłem. Nie było w co wątpić. Przez cały czas, kiedy obserwowałem grę, piłkę miał tylko Messi.

Ale potem też nie było łatwo.

- Nie było. Dobrze pan wie, jak to jest w wielkim klubie piłkarskim. Pracowałem wtedy dla pierwszej drużyny. Kiedy do klubu przyjechał chłopiec z ojcem, nikt nawet ich nie przyjął. Mijały dni i zaczęli się niecierpliwić. Minguella powiedział mi “zróbcie coś, bo go stracicie". Wtedy właśnie złożyłem obietnicę jego ojcu na serwetce z baru. Napisałem na niej, że biorę na siebie wszystkie formalności. Stanąłem na czele przygotowań nie tylko wobec Messiego, ale też wobec jego ojca, który jako obcokrajowiec potrzebował prawa pobytu, a to było skomplikowane, bo chłopiec grał z wolnej stopy. Jednak na dłuższą metę myślę, że wszystkie te problemy tylko go wzmocniły. Nie jest łatwe być uczniem La Masii, będąc tak małym dzieckiem. 

Co pan ma na myśli? 

- Kiedy robi się ciemno, dzieci robią się smutne, tęsknią za rodzinami. Trzeba o nie dbać, mówić, że wkrótce bliscy je odwiedzą, że przyjdą lepsze czasy. Messi przeszedł przez ciężkie lata. 

Ile Messiego jest w FC Barcelonie i ile Barcelony jest w Messim?

- Żeby móc zatrudnić chłopca, trzeba rozumieć futbol, umieć ocenić, czy ma wizję gry, czy dobrze rozgrywa na swojej pozycji, ale w sytuacji Messiego to nie było potrzebne. Mogę zrozumieć, co się z nim stało, bo - podobnie jak on - grałem w Barcelonie od 12. roku życia aż do zakończenia kariery. Kiedy młody chłopak jest zatrudniany przez klub, jakim jest "Barca", albo przez inny europejski klub, to znaczy, że ma swój styl gry. Potem uczy się w szkole piłkarskiej, szlifuje technikę. Messi miał talent do gry, dryblował bardzo dobrze, a do tego zaczął potem rozumieć i czuć futbol, grę zespołową. Myślę, że właśnie to różni go od Diego Maradony. 

To znaczy?

- Na moją cześć, kiedy kończyłem karierę w Barcelonie, zorganizowano mecz "Barca" - Argentyna (wygraliśmy 1-0). Grał Maradona. Był wyjątkowym piłkarzem, jedynym w swoim rodzaju, ale grał przede wszystkim na siebie.  Messi ma talent tak wielki jak Maradona, ale do tego gra na rzecz drużyny. Dzisiaj wie, jak dobrze grać. Barcelona zawdzięcza dużo Messiemu, ale myślę, że Messi zawdzięcza też dużo Barcelonie.

Był pan przyjacielem zmarłego Johana Cruyffa. Co różniło go od Messiego?

- Przez pięć lat grałem z nim w drużynie, a potem przeszedłem do zespołu trenerskiego. To był wielki piłkarz, ale jeszcze większy taktyk. Wiedział, kiedy atakować, kiedy się wycofać i bardzo lubił rządzić. Był podobny do Alfredo Di Stefano, który też grał na wszystkich pozycjach na boisku. 

Gdzie najlepiej sprawdza się Messi? Grając na prawym skrzydle i rozgrywając do centrum boiska czy na pozycji fałszywej "9"?A może bez określonej pozycji, mając do dyspozycji całą murawę?

- To, że Messi od czasu do czasu gra na prawej stronie, nie jest złe. Można to uznać za trening. Uważam jednak, że najlepiej się sprawdza na pozycji  pół-napastnika, o którego można się oprzeć, o ile drużyna gra bez stałej dziewiątki. Myślę, że powinien grać 15 metrów od pola karnego, bo granie na skrzydle często blokuje mu akcje. Wreszcie nauczył się, że nie zawsze można przeprowadzić genialna akcję, dlatego atakuje i wraca, i znów atakuje.

Może to było przyczyną tego, że nie poszło mu, tak jak oczekiwał, w reprezentacji Argentyny?

- To jedna z najdziwniejszych rzeczy w futbolu, bo reprezentacja ma zbyt dużo dobrych napastników - Dybala, Higuain, Aguero, Di Maria - i każdy z nich chce zdobyć bramkę. Brakuje natomiast innego rodzaju zawodników. W Barcelonie wszyscy grają na Messiego, to ma wielką wartość. Do tego w Barcelonie gra się inaczej i to mu pomaga.

Czyli?

- Barcelona gra na atak i kiedy Pique przenosi się na środek boiska, odległość między liniami bardzo się skraca . Wtedy Messi potrzebuje przemieścić się 15-20 metrów. Z reprezentacją Argentyny, żeby dostać piłkę, musi przebiec sprintem 50 metrów. 

W Paryżu, podczas gali wręczenia Złotej Piłki, pojawił się temat zakończenia jego kariery. Jaką przyszłość widzi pan przed Messim? Na ile lat?

- Na co go jeszcze stać, widzieliśmy niedawno w meczu z Atletico Madryt. To mocny, trudny zespół, skomplikowany, jednak mimo to Messi dał z siebie wszystko i rozegrał świetny mecz dla swojego zespołu. Do tego miał niewiele kontuzji, dba o siebie, dobrze biega. Myślę, że jeszcze kilka lat kariery przed nim.

Czy można powiedzieć, że to najlepszy piłkarz w historii?

- Widziałem w akcji niemal wszystkich - Di Stefano, Kubalę, Puskasa, Charltona, Pelego, Cruyffa - ale kiedy się przegląda statystyki, to okazuje się, że Messi pobił wszystkie rekordy. Został mu tylko do wygrania mundial, ale mimo to jest najlepszy. Trzeba przy tym zauważyć, że teraz wszystko wspiera gracza - piłki są lżejsze, murawa przypomina dywan. Messi od 14 lat gra na najwyższym poziomie i praktycznie nie miał spadków formy. Jest wielu bardzo dobrych piłkarzy, którzy utrzymują się na szczycie 3-4 lata i znikają, jak na przykład stało się to z Ronaldinho.

Prezes "Barcy", Josep Maria Bartomeu, zaczął mówić o “erze Post-Messi". Czy Barcelona już się do niej przygotowuje?

- Należy przede wszystkim postawić na właściwych zawodników. W ostatnich latach, od czasów Cruyffa jako piłkarza, zawsze było w klubie między 8 a 10 ważnych graczy pochodzących ze szkółki "Barcy", a teraz.... ilu ich jest w pierwszej drużynie? Pique, Sergio Busquets, Sergi Roberto i nikt więcej. To jest problem. Piłkarze muszą dobrze grać ale też czuć piłkę. Ważne są zwycięstwa, ale w naszym stylu. Nie można sobie tego odpuścić. 

Gdzie, pana zdaniem, zakończy karierę Messi? W Barcelonie czy w Argentynie?

- Myślę, że zakończy w "Barcie", bo jest za bardzo przyzwyczajony do grania przed stoma tysiącami kibiców, do zdobywania Pucharów Europy. Zejście na niższy poziomu gry byłoby dla niego bardzo trudne. Myślę, że jak zakończy karierę, to zacznie bawić się futbolem, bo teraz musi strzelać gole, a to nie pozwala na cieszenie się grą.

Rozmawiał Sergio Levinsky

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL