Reklama

Reklama

  • 1 .Real Madryt (39 pkt.)
  • 2 .Sevilla FC (31 pkt.)
  • 3 .Real Betis Balompié (30 pkt.)
  • 4 .Atletico Madryt (29 pkt.)
  • 5 .Real Sociedad San Sebastián (29 pkt.)
  • 6 .Rayo Vallecano (27 pkt.)
  • 7 .FC Barcelona (23 pkt.)
  • 8 .Valencia Club de Futbol (22 pkt.)

100 punktów Barcelony

Tak bardzo przyzwyczajeni do triumfów, że nawet tytuł mistrza Hiszpanii z rekordowym dorobkiem 100 pkt, traktują jako trofeum pocieszenia. Barcelona wyczekuje zmian, licząc na parę, którą stworzy z Leo Messim Neymar.

We wczorajszym sparingu Brazylijczyków z Anglikami na Maracanie było więcej podtekstów, niż dobrego futbolu. Neymar nie wykorzystał szansy, by w przeddzień prezentacji na Camp Nou, pokazać że jest graczem gotowym do podboju Europy. Oczekiwania nie były wygórowane, wystarczyło aby Brazylijczyk raz przyłożył nogę do piłki tak jak Wayne Rooney przy golu na 2-1 dla gości, a zachwyt nad jego talentem zostałby uzasadniony. Nic podobnego się nie wydarzyło, wciąż można się spierać, czy Barcelona sprowadza przyszłego króla piłki, czy przede wszystkim maszynkę do zarabiania pieniędzy.
 
Dzisiejsza prezentacja Neymara na Camp Nou to wydarzenie przypominające galaktyczny okres Realu Madryt. Ceny futbolowych gwiazd i koszty ich utrzymania sięgnęły tak kosmicznych sum, że nie sposób przegapić jakiejkolwiek okazji do zarabiania na nich. Nie da się szybko rozstrzygnąć ile Neymar da Barcelonie na boisku, na razie szefowie klubu muszą zrobić co w ich mocy, by stał się sukcesem komercyjnym. Złośliwi plotkują, iż wyścig wielkich klubów po 21-letniego Brazylijczyka miał silniejsze podstawy ekonomiczne niż sportowe. Neymar dostanie dość okazji, by zaprzeczyć tej tezie.
 
W tle wielkiej transferowej wrzawy, drużyna Tito Vilanovy zrealizowała swój cel zakończenia rozgrywek z rekordową liczbą 100 pkt. Nigdy wcześniej, ani z Johannem Cruyffem, ani Pepem Guardiolą za sterami zespół z Camp Nou nie wygrał ligi hiszpańskiej w sposób tak spektakularny (115 zdobytych goli). Na ligowe wyczyny Vilanovy, oraz niebagatelny fakt dotarcia do półfinału Pucharu Króla i półfinału Ligi Mistrzów cieniem kładzie się rywalizacja z Bayernem. Ciężkie lanie od Bawarczyków było plamą na honorze piłkarzy, którzy w ostatnich latach wygrali wszystko.
 
Tito Vilanova osiągnął w tym sezonie więcej niż Alex Ferguson, a Barcelona więcej niż Manchester United. Przed sezonem nikt nie mógł sobie nawet wyobrazić 15 pkt przewagi nad Realem Madryt. Mimo wszystko drużyna z Katalonii znalazła się na zakręcie, oczywiste jest, iż po erze Guardioli nie spadła w otchłań, ale też potrzebuje nowego impulsu. Czy Xavi Hernandez wciąż jest w stanie udźwignąć ciężar dowodzenia tą grupą graczy? To pytanie mniej nośne medialnie, ale z punktu widzenia boiska równie ciekawe, jak debata nad Neymarem.
 
Barcelona ma wielki potencjał ludzki, udowodniła to wygrywając cztery ostatnie mecze ligowe bez pomocy Messiego. Kiedy po odnowieniu się kontuzji uda Argentyńczyk opuszczał boisko na Vicente Calderon, Katalończycy przegrywali z Atletico 0-1, ale w dziesięciu potrafili doprowadzić do zwycięstwa. Potem gładko wygrali derby z Espanyolem, by zakończyć ligę wynikiem 4-1 z ćwierćfinalistą Ligi Mistrzów (Malaga). Uzależnienie od Argentyńczyka boleśnie ujawniło się w Champions League, jego uraz rozbił drużynę w takim samym stopniu jak rywal z Bawarii.
 
Bayern, Barcelona, Real Madryt, Manchester United, Chelsea - lista drużyn, co roku aspirujących do zdobycia Pucharu Europy jest długa i okazała. A jeszcze, co pewien czas wyskoczy ktoś z drugiego szeregu jak niedawno Borussia Dortmund. Bawarczycy czekali na triumf w Champions League 12 lat, "Królewscy" czekają 11 i tylko fanom Barcy nie mieszczą się w głowach dwie kolejne porażki w półfinale. Ostatnie sukcesy klubu z Katalonii, przyzwyczajenie się do nich, sprawiają, że za krok wstecz uznaje się wynik obiektywnie dobry.
 

Reklama

Jose Mourinho ogłosił, że skończył z erą Barcelony. Tymczasem w trzy lata pracy w Madrycie zdobył z Realem trzy trofea, a klub z Camp Nou w tym samym czasie osiem. W ostatnich pięciu sezonach Katalończycy wywalczyli cztery mistrzostwa kraju, a przecież nieodległe są czasy, gdy nie potrafili być najlepsi w Hiszpanii przez pięć lat. Na początku XXI wieku Primera Division dwa razy wygrywał Real, dwa razy Valencia i raz Deportivo.
 
Wyliczanie ostatnich sukcesów Barcy brzmi jednak trochę propagandowo. Tak jak usprawiedliwienia, że poza prowadzeniem zespołu, Vilanova toczył walkę znacznie istotniejszą. Drużyna z Camp Nou potrzebuje zmian, do jej gry wdarła się rutyna, znużenie i przemęczenie. Czy da się temu zaradzić kilkoma transferami, czy też kataloński kolos znalazł się w fazie zmierzchu? Nie byłoby większej nieroztropności, gdyby jego rywale uwierzyli w kres imperium. Imperium musi jednak podjąć energiczne zabiegi o utrzymanie się na szczycie.
 
Kolejny sezon powinien być punktem zwrotnym dla całego układu sił w klubowej piłce. W Premier League nowych trenerów będą miały wszystkie zespoły, które zajęły miejsca na podium (United, City, Chelsea). Real zaczyna okres "po Mourinho", licząc, że Paris Saint Germain odda mu Carlo Ancelottiego. Potrzebę zmian dostrzegł nawet Bayern, zakończył sezon w potrójnej koronie, ale prezes Karl-Heinz Rummenigge już dawno zapanował odnowę pod kierunkiem Pepa Guardioli.

Nowi szkoleniowcy znaczą niemal to samo, co nowe, lub przebudowane zespoły, a więc lato transferowe zapowiada się wyjątkowo gorąco. Zaczynając od "telenoweli" za 100 mln euro o przenosinach Garetha Bale’a z Londynu do Madrytu. Transfer Neymara jest więc tylko początkiem lawiny. Kupiony do Monaco Radamel Falcao jeszcze niedawno był uważany za nr 1 wśród napastników. Do zmiany pracodawcy szykują się Luis Suarez (40 mln euro) i Edinson Cavani (65 mln), może Wayne Rooney, my czekamy na potwierdzenie transferu Roberta Lewandowskiego. Prawdopodobnie Bayern zdecyduje się na sprzedaż Arjena Robbena. Z ligi hiszpańskiej wyjeżdża kolejny zaciąg gwiazd, w poszukiwaniu lepszego, lub lepiej płatnego miejsca pracy: Higuain, Fernando Llorente, Alvaro Negredo, Jesus Navas, Isco, David Villa, Joaquin...
 
Zapewne jednak nawet po największej letniej rewolucji, w hierarchii zmieni się niezbyt wiele. O mistrzostwo w najsilniejszych ligach zagrają ci, co zwykle. Najwięcej emocji i niewiadomych będzie tradycyjnie w Champions League. Jak poradzi sobie Mourinho z odbudową Chelsea, jak David Moyes zastąpi Fergusona, czy dostojny Manuel Pellegrini to idealny człowiek dla City, czy przybycie Guardioli to wystarczająca motywacja dla największych wygranych tego sezonu? Wśród tych pytań jedno z najciekawszych dotyczyć będzie Vilanovy i Barcelony. Starania o powrót na szczyt bywają najbardziej fascynujące, o czym przekonywał przez 27 lat Alex Ferguson.

Autor: Andrzej Grupa

Dyskutuj o artykule z Darkiem Wołowskim

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama